Kulisy pożaru gorzowskiej katedry

25 października 2019, 16:04, ak
fot. Anna Kluwak
Przed Sądem Rejonowym trwa proces w sprawie pożaru katedry, w którym oskarżony o niedopełnienie obowiązków jest obecny proboszcz Zbigniew K. W piątek przed sądem zeznawał wikariusz, który w momencie pożaru odprawiał mszę św. w katedrze oraz organista, który przez całą mszę słyszał wyjący alarm.

Do pożaru gorzowskiej katedry doszło 1 lipca 2017 roku. W związku z pożarem zarzuty usłyszał były i obecny proboszcz świątyni. Obecnemu proboszczowi katedry Zbigniewowi K. zarzucono, że w okresie od 1 sierpnia 2012 roku do 1 lipca 2017 roku sprowadził zagrażające życiu i zdrowiu wielu osób i mieniu w wielkich rozmiarach bezpośrednie niebezpieczeństwo pożaru w ten sposób, że jako zarządca obiektu budowlanego nie wykonywał obowiązków związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa pożarowego obiektu budowlanego. Ksiądz proboszcz nie przyznaje się do winy i ma nadzieję, że proces pomoże mu oczyścić się z niesłusznych w jego ocenie zarzutów.

W piątek 25 października przed Sądem Rejonowym w Gorzowie odbyła się kolejna rozprawa podczas której został przesłuchany m.i.n wikariusz, który w momencie wybuchu pożaru odprawiał w katedrze mszę św. oraz organista, który wówczas grał na zabytkowych organach. Zeznania świadków potwierdziły to, o czym mówiło się już dwa lata temu. Podczas wieczornej mszy św. która była odprawiana 1 lipca 2017 o godz. 18 włączył się alarm.

- Przed mszą włączył się alarm w zakrystii, ponieważ w skrzynce wywaliło bezpieczniki. Natomiast kościelny ten alarm wyłączył. To takich sytuacji, że wywalało bezpieczniki dochodziło, było to zazwyczaj po burzy. W kościele zdarzały się awarie, ale nie były one poważne. Z tego co wiem, to ksiądz proboszcz własnymi kanałami naprawiał awarie bezpieczników. Z kolei działania organisty sprowadzały się do tego, aby ten alarm wyłączyć. Od godz. 17 do momentu aż wyszedłem na mszę alarm włączył się 2-3 razy. Podczas mojego pobytu w katedrze to była pierwsza taka sytuacja. Ten alarm miał za zadanie informować, że coś jest nie tak i że jest jakaś awaria. Nie byliśmy nigdy szkoleni w tym zakresie jak postępować w przypadku alarmu – opowiada były wikariusz ks. Grzegorz.

Kilka dni przed pożarem miały być problemy z projektorem. Wówczas jego naprawą miał się zająć elektryk. Wszystko było dobrze do popołudnia 1 lipca kiedy zbliżała się godzina wieczornej mszy świętej. Wówczas w świątyni włączono światło. Pytanie czy naprawa projektora i przeciążenie instalacji spowodowało zwarcie instalacji elektrycznej, a następnie pożar katedry.

- Kiedy w środę przed pożarem wchodziłem na chór widziałem że znajdowały się tam upsy, czyli zasilacze awaryjne. Na dole stały również jakieś dwa busy. Widocznie na wieży były prowadzone jakieś prace. Z kolei w dniu pożaru przyszedłem do kościoła o godz. 17.45, aby wziąć klucze na chór gdzie znajdują się organy. Pamiętam, że był dziwny sygnał który rozlegał się w całym kościele. Nie wiedziałem co to jest. Kościelny powiedział mi, że rzutnik działa, ale ma problem z alarmem. W czasie mszy wielokrotnie słyszałem że alarm się włącza i milknie. Kościelny powiedział mi „ alarm znowu się włączył” . Dawał mi do zrozumienia że nie powinienem się tym przejmować. Pierwszy raz spotkałem się z takim wyciem alarmu. Pamiętam, że kościelny był zdenerwowany, ponieważ przygotowywał się do mszy jako kościelny, a alarm znowu wył. Uważałem, że to alarm fałszywy, ponieważ kościelny bagatelizował wycie i mówił, że to nic takiego – opowiada organista Michał.

Organista wspomina, że w dniu pożaru paliła się na chórze lampka ewakuacyjna, ale nie zwrócił na to uwagi. Przyznaje, że jak grał już na organach to wielokrotnie przed mszą, jak i podczas mszy słyszał sygnał alarmu. - Miałem wrażenie że sygnał się nasila i jest coraz głośniejszy. Jak już było po kazaniu wtedy policja weszła do kościoła. Zaczęli krzyczeć, że mamy wyjść, bo się pali. Wtedy ksiądz wikariusz poprosił wszystkich o opuszczenie katedry w spokoju – komentuje Michał.

Z kolei ksiądz Grzegorz przyznaje, że w dniu pożaru działał pod wpływem instynktu, ponieważ nie był szkolony i nie było żadnej instrukcji, jak zachować się w razie pożaru. Jedynie w zakrystii wisiała taka kartka z opisem na tablicy.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x