Wiadomości

Palnik na dachu i 18 milionów strat. Prokurator żąda więzienia za pożar AJP

7 września 2026, 12:45, Anna Kluwak
proces oskarżonych o pożar akademii jakuba z paradyża w gorzowie mowy końcowe w sądzie rejonowym żądania prokuratury 18 milionów odszkodowania
fot. Weronika Jaworska
NA ŻYWO Więcej o sprawach miasta i regionu w wydaniach wiadomości radia Gorzowianin FM. Włącz nas w tle
Słuchaj teraz
Prokurator domaga się bezwzględnego więzienia i zapłaty milionowego odszkodowania za pożar budynków AJP w Gorzowie. W sądzie wygłoszono mowy końcowe w procesie przeciwko właścicielowi firmy budowlanej, który był podwykonawcą i jego pracownikowi, którzy użyli palnika gazowego na drewnianej konstrukcji dachu. Obrona domaga się jak najłagodniejszego wyroku, najlepiej w zawieszeniu. Wyrok w sprawie pożaru uczelni poznamy za tydzień.
Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

Do wielkiego pożaru budynków AJP przy ul. Teatralnej w Gorzowie doszło 12 kwietnia 2024 roku. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie ustaliła, że ogień pojawił się podczas prac remontowych na dachu. Na ławie oskarżonych zasiedli 48-letni Robert B., właściciel firmy podwykonawczej, oraz jego pracownik, 45-letni Sławomir R. Zamiast przybijać papę gwoździami, mężczyźni użyli palnika gazowego na drewnianej konstrukcji.

Prokuratura Okręgowa w Gorzowie oskarżyła obu mężczyzn o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa pożaru, który zagrażał życiu wielu osób oraz mieniu o wielkich rozmiarach. Straty uczelni oszacowano na blisko 18 mln zł, z czego zniszczenia budynku nr 1 wyceniono na 9 mln 360 tys. 784 zł, a budynku nr 2 na 8 mln 424 tys. 368 zł.

Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

Podczas lipcowej rozprawy obaj oskarżeni nie przyznali się do winy. Potwierdzili przed sądem użycie palnika, ale tłumaczyli to brakiem wiedzy o zakazie i chęcią ratowania przeciekającego dachu.

Prokurator żąda więzienia i milionów złotych odszkodowania

W poniedziałek 7 września w Sądzie Rejonowym w Gorzowie wygłoszono mowy końcowe. Prokurator Bolesław Lendzion w swoim wystąpieniu nie pozostawił suchej nitki na oskarżonych robotnikach. Przekonywał, że zignorowali oni bezwzględny zakaz używania otwartego ognia na drewnianej konstrukcji zabytkowego obiektu, a ich linia obrony była tworzona na bieżąco, aby uniknąć odpowiedzialności finansowej.

- Nie ma takiej możliwości, aby oskarżeni uniknęli odpowiedzialności za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa używając otwartego ognia. Ogień szedł na żywe deski. Brak zachowania podstawowych zasad bezpieczeństwa był ewidentny - mówił przed sądem Bolesław Lendzion z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie.

Oskarżyciel publiczny zażądał dla Roberta B. kary dwóch lat pozbawienia wolności, a dla jego pracownika Sławomira R. roku i sześciu miesięcy więzienia. Prokurator wniósł również o nałożenie na obu mężczyzn solidarnego obowiązku naprawienia szkody w wysokości 17 785 152 zł na rzecz uczelni.

Szereg zaniedbań i chaos na placu budowy

Obrońcy obu mężczyzn zgodnie wnosili o najniższy możliwy wymiar kary, najlepiej w zawieszeniu, podkreślając, że był to nieszczęśliwy wypadek, a nie celowe działanie zdemoralizowanych przestępców. Adwokaci zwrócili uwagę na gigantyczny chaos panujący na terenie inwestycji i brak należytego nadzoru ze strony kierownika budowy Szymona S.

Mecenasi przypomnieli zeznania świadków, z których wynikało, że palnik był używany na dachu jawnie przez wiele tygodni. Nikt z kierownictwa czy inspektorów nadzoru nie zwrócił pracownikom uwagi. Dodatkowo obrona wyciągnęła na światło dzienne fakt, że w dniu pożaru na budowie przebywali niezgłoszeni pracownicy, w tym osoby pod wpływem alkoholu, a z sufitów zwisały niezabezpieczone przewody elektryczne.

- Kierownikowi budowy było wygodnie, że pan Robert B. wziął pełną odpowiedzialność za prawidłowe wykonanie zlecenia na siebie. Na budowie było mnóstwo wiszących kabli, przebywały tam osoby pod wpływem alkoholu, znajdowano niedopałki. Pan B. nie ukrywał się z tymi czynnościami. Działał w przekonaniu, że wykonuje je prawidłowo, ratując budynek przed zaciekaniem - argumentowała obrończyni Roberta B.

Pracownik na minimalnej krajowej walczył z płomieniami

Szczególną uwagę zwrócono na sytuację 45-letniego Sławomira R. Jego obrońca zaznaczył, że mężczyzna jest stolarzem-samoukiem, zarabia niecałe 4,5 tys. zł miesięcznie, utrzymuje żonę i nigdy nie był szkolony z zakazu używania ognia na tej konkretnej inwestycji. Po prostu wykonywał polecenia swojego szefa.

- Jeżeli szef wydał polecenie, to co ten pracownik miał powiedzieć? Nie? Walczył z tym ogniem tak długo, aż niemal sam stracił życie. Uciekał rusztowaniem, bo klatka schodowa była odcięta. Nie uciekł jak tchórz, tylko do końca walczył z tym ogniem na tyle, na ile mógł - mówił obrońca Sławomira R.

Obrona zaznaczyła również, że zasądzenie 17 mln zł odszkodowania od zwykłych pracowników jest nierealne, a sama uczelnia dochodzi obecnie swoich praw od ubezpieczyciela przed sądem cywilnym.

Sąd odracza wydanie wyroku w sprawie pożaru AJP

Wygłaszanie mów końcowych przez prokuratora oraz adwokatów trwało na sali rozpraw ponad 3 godziny. Ze względu na bardzo dużą zawiłość sprawy oraz obszerny materiał dowodowy, sędzia Jacek Krycki zdecydował o odroczeniu ogłoszenia wyroku. Finał procesu poznamy za tydzień.

Fotoreportaż


Anna Kluwak

Anna Kluwak

anna.kluwak@gorzowianin.com

Podziel się

Komentarze

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości