Wiadomości

Przełomu na kolei nie będzie? Opór Berlina stawia pod znakiem zapytania ważną inwestycję w Gorzowie

6 lipca 2026, 14:09, Marcin Kluwak
Polscy kolejarze oraz pasażerowie marzący o szybkich podróżach zelektryfikowaną linią bezpośrednio do Berlina muszą odłożyć swoje plany głęboko do szuflady. Niemiecki rząd federalny oficjalnie studzi zapał i jednoznacznie wskazuje, że modernizacja tego odcinka nie jest dla niego priorytetem. W Berlinie urzędnicy widzą znacznie pilniejsze potrzeby inwestycyjne, co oznacza, że po obu stronach granicy sytuacja wygląda niemal identycznie. Modernizacji i elektryfikacji trasy do Kostrzyna nad Odrą możemy się szybko nie doczekać, a projektowana łącznica w Kostrzynie niewiele tu pomoże.

Niemieckie ministerstwo transportu nie widzi obecnie potrzeby szybkiej rozbudowy Kolei Wschodniej (Ostbahn) z Berlina w kierunku Kostrzyna nad Odrą. To ogromny cios dla władz regionów przygranicznych Polski i Niemiec, które od wielu lat wspólnie zabiegają o przyspieszenie prac nad tą linią.

Rząd w Berlinie nie widzi potrzeb międzynarodowych

Warunkiem awansu danej inwestycji do kategorii pilna potrzeba, która jest obowiązkowa dla uzyskania finansowania federalnego, byłaby pozytywna ocena ogólnogospodarcza. Takie stanowisko przekazał rzecznik niemieckiego ministerstwa transportu. Urzędnicy z Berlina dodają wprost, że potrzeba wykorzystania Kolei Wschodniej do międzynarodowego ruchu dalekobieżnego i towarowego ponad istniejące już połączenia nie jest widoczna.

Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

Obecnie trasa z Berlina do przygranicznej miejscowości Kustrin-Kietz, leżącej naprzeciwko Kostrzyna nad Odrą, figuruje w niemieckim planie federalnym zaledwie jako potencjalna potrzeba. Kolei Wschodnia mogłaby zyskać na znaczeniu jedynie jako trasa objazdowa. W kolejnych latach modernizowana ma być bowiem linia Berlin - Frankfurt nad Odrą, co nieuchronnie grozi dużymi utrudnieniami w ruchu.

Brandenburgia krytykuje Berlin za brak działań

O szybką rozbudowę korytarza Berlin - Kostrzyn mocno zabiegają kraje związkowe na wschodzie Niemiec wraz z przygranicznymi województwami zachodniej Polski. Premier Brandenburgii Dietmar Woidke ostro krytykuje rząd Niemiec za obecną postawę. Jego zdaniem Berlin, rezygnując z lepszych połączeń z Europą Wschodnią, dobrowolnie rezygnuje z szansy na włączenie się w polską dynamiczkę gospodarczą oraz z płynących z tego korzyści dla niemieckiej gospodarki.

Pewnym światełkiem w tunelu jest projekt ustawy o przyszłości infrastruktury, która ma na celu przyspieszenie planowania i wydawania zezwoleń. Kolej Wschodnia ma zostać ujęta jako linia kolejowa podlegająca w pierwszej instancji Federalnemu Sądowi Administracyjnemu. W Niemczech skargi na inwestycje kolejowe przechodzą zwykle przez kilka instancji sądowych, co potrafi opóźnić budowę o lata. Przypisanie trasy bezpośrednio do Federalnego Sądu Administracyjnego oznacza pominięcie niższych instancji, a więc znaczne skrócenie ewentualnych sporów prawnych.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

Sukces proceduralny bez gwarancji na pieniądze

Takie rozwiązanie pozytywnie ocenia zrzeszenie Interessengemeinschaft Ostbahn, skupiające gminy i izby przemysłowo-handlowe, oraz minister transportu Brandenburgii Robert Crumbach. Fakt, że w przyszłości tylko Federalny Sąd Administracyjny będzie orzekał w pierwszej i ostatniej instancji, świadczy o dużym znaczeniu tej trasy, ocenił Robert Crumbach. Dodał również, że jest to uznawane za duży sukces.

Władze Brandenburgii nieustannie postulują, by trasa kolejowa z Berlina w kierunku Kostrzyna była w całości dwutorowa i zelektryfikowana. Pozwoliłoby to pociągom na osiąganie prędkości maksymalnej 160 km/h. Trzeba teraz dalej walczyć, by Kolei Wschodnia została szybko zaklasyfikowana jako pilna potrzeba w federalnym planie dróg transportowych lub by była forsowana za pomocą innych ustaw o rozbudowie, zapowiada Robert Crumbach.

Odmowa Berlina w sprawie szybkiej modernizacji Kolei Wschodniej rzuca zupełnie nowe światło na plany po polskiej stronie granicy. Wielokrotnie podkreślano przecież, że elektryfikacja odcinka z Gorzowa do Kostrzyna miałaby największy biznesowy i komunikacyjny sens wtedy, gdyby po drugiej stronie Odry Niemcy również zelektryfikowali swoją trasę do Berlina. Dzisiaj wiemy już z całą pewnością, że w najbliższej przyszłości nie ma na to najmniejszych szans.

W tej sytuacji kluczowe staje się pytanie o losy inwestycji zapowiadanych w regionie. Obecnie projektowany jest tak zwany łącznik w Kostrzynie nad Odrą, czyli specjalna łącznica na linii kolejowej numer 203, która ma usprawnić ruch z Gorzowa w kierunku Szczecina. Czy samo wybudowanie tego elementu infrastruktury okaże się wystarczającym impulsem dla polskich władz i PKP PLK, aby chociażby poważnie rozważyć zelektryfikowanie trasy do Gorzowa? Skoro niemiecki drut nie powstanie przez najbliższe lata, polscy decydenci mogą zyskać kolejny argument, by odkładać kosztowną elektryfikację lubuskiego odcinka na bliżej nieokreśloną przyszłość, tłumacząc to brakiem spójności z siecią po drugiej stronie rzeki.

Most na Odrze stoi gotowy i pusty od roku

Podczas gdy Niemcy blokują dalekosiężne plany, lokalna rzeczywistość w regionie Gorzowa wygląda równie fatalnie. Nowy most na Odrze w Kostrzynie jest gotowy od lipca 2024 roku. Połączenie kolejowe Gorzów - Berlin miało natychmiast wrócić. Były już oficjalne ustalenia, był gotowy rozkład jazdy, wyznaczono nawet niemieckiego przewoźnika. Minęły dwa lata i bezpośrednie pociągi jak nie kursowały, tak nie kursują. Urzędnicy mówią jedynie, że czekają, a mieszkańcy pytają, po co to wszystko było.

Wszystko na granicy jest w pełni gotowe, poza samym pociągiem. Połączenie kolejowe Gorzów – Berlin funkcjonowało z powodzeniem od 2016 roku i zostało zawieszone w 2021 roku wyłącznie z powodu budowy nowego mostu granicznego na Odrze. Inwestycję zakończono i oddano do użytku dwanaście miesięcy temu, ale pasażerowie wciąż nie mogą z niej skorzystać.

Przewoźnik nie ma wolnych pociągów dla Gorzowa

Z wcześniejszych informacji uzyskanych z Departamentu Infrastruktury Transportowej wynika, że uzgodniono z niemieckim związkiem komunikacyjnym VBB uruchomienie pięciu par pociągów dziennie z Berlina do Gorzowa, z czego trzy pary miały dojeżdżać aż do Krzyża. Przewoźnikiem miał być NEB, czyli niemiecki operator dopuszczony do jazdy po polskich torach, a pojazdy były rzekomo gotowe do eksploatacji w obu krajach.

Pociągi jednak nie wyjechały na tory, ponieważ NEB nie miał dostępnych składów. Wszystkie pojazdy utknęły w tym samym czasie na przeglądach technicznych. Władze województwa lubuskiego informują, że temat połączenia regularnie poruszają w rozmowach z VBB, a ówczesny marszałek Marcin Jabłoński rozmawiał o tym nawet z premierem Brandenburgii. Konkretów jednak brak. Nie ma żadnej oficjalnej daty ani planu awaryjnego, a jedyny komunikat ze strony urzędników brzmi: czekamy na gotowość przewoźnika.

Gorzów odcięty od Europy i skazany na boczny tor

Efekt tych wszystkich zaniedbań jest taki, że Gorzów jako jedyne duże miasto regionu wciąż nie ma bezpośredniego połączenia z Berlinem. Zielona Góra, Poznań, Szczecin – stamtąd bez problemu można dojechać pociągiem do stolicy Niemiec. Z Gorzowa bezposrednio się nie da. Miasto zostało odcięte od logicznego, codziennego kontaktu z europejską metropolią, która znajduje się zaledwie 2–3 godziny jazdy stąd.

Uruchomienie tego pociągu to nie jest fanaberia ani projekt z kategorii fajnie by było. To absolutna konieczność, jeśli Gorzów ma się rozwijać, przyciągać ludzi i nie zostać w tyle za innymi miastami w zachodniej Polsce.

Ankieta

Czy Gorzów potrzebuje bezpośredniego pociągu do Berlina?

  • Tak, to niezbędne połączenie87.64%
  • Tak, ale wystarczy jeden kurs dziennie3.18%
  • Nie, nie widzę potrzeby6.18%
  • Nie wiem, nie korzystam z kolei3%
Ankieta zakończona. Dziękujemy!
Oddanych głosów: 534

Mieszkańcy regionu nie zamierzają jednak milczeć i jednoznacznie wskazują, jak bardzo potrzebują tego połączenia. W specjalnej ankiecie przeprowadzonej na łamach portalu gorzowianin.com, w której udział wzięły dokładnie 534 osoby, głos czytelników okazał się miażdżący dla dotychczasowej polityki transportowej. Ponad osiemdziesiąt siedem procent ankietowanych, czyli aż 87,64 procent głosujących, uznało bezpośredni pociąg do Berlina za połączenie absolutnie niezbędne dla Gorzowa. Jedynie nieco ponad trzy procent wskazało, że wystarczyłby jeden kurs dziennie. Przeciwnego zdania było niewiele ponad sześć procent uczestników, którzy nie widzą potrzeby uruchamiania takich składów, a równe trzy procent badanych wybrało odpowiedź, że nie wie lub w ogóle nie korzysta z kolei. Tak jednoznaczne liczby pokazują, że temat nie jest wyłącznie problemem urzędników, ale realną i palącą potrzebą codziennego życia setek gorzowian.

Marcin Kluwak

Marcin Kluwak

marcin.kluwak@gorzowianin.com

Podziel się

Komentarze

Elvis
Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości