Wiadomości

Gorzowski Matrix: Narodowy program uziemiania pasażera

8 lipca 2026, 15:41, Marcin Kluwak
Gdyby za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sabotu transportu publicznego przyznawano ordery, lubuscy urzędnicy i spece od taboru mieliby dziś na piersiach więcej blachy niż radzieccy generałowie. Kupowanie za ciężkie miliony z kieszeni podatnika nowoczesnych maszyn, które zamiast wozić ludzi wolą permanentnie wieść spokojny żywot w warsztatach, to już nie jest zwykła nieudolność. To jest wyższy poziom wtajemniczenia w sztukę urzędniczego marnotrawstwa, w którym pasażer stojący na peronie staje się jedynie uciążliwym dodatkiem do statystyk.

Prawdziwym festiwalem czystego, nieskażonego myśleniem komizmu są jednak techniczne detale, przy których bledną sceny z filmów Stanisława Barei. Weźmy chociażby mityczną, ultranowoczesną hybrydę 227M, dumę regionalnej stajni. Pojazd ten od początku cierpiał na chroniczną egzystencjalną depresję, ale prawdziwe apogeum nastąpiło, gdy za nastawnikiem usiadł tutejszy „wirtuoz” sztuki kolejowej. Chłop z taką pasją i fantazją gnał przed siebie, że z impetem wjechał pociągiem wyposażonym w pantograf na tor... gdzie nigdy nie było i nie ma sieci trakcyjnej. Po prostu urwał i zdemolował dach o czyste lubuskie niebo, bo w ferworze jazdy najzwyczajniej w świecie zapomniał, gdzie kończą się druty. Żeby było śmieszniej, drugi pantograf w tym samym składzie spalił się chwilę później w wyniku zwarcia. W efekcie ta wielka, ekologiczna hybryda mogła poruszać się wyłącznie na silnikach spalinowych – o ile akurat, w przypływie dobrej woli, same z siebie nie gasły w trakcie jazdy.

Nie mniej widowiskowo wygląda epopeja z serią SA95. Te składy to już prawdziwi, etatowi pacjenci tutejszych hangarów, którzy na torach bywają wyłącznie przejazdem. Model z numerem 002 stał unieruchomiony od jesieni zeszłego roku przez awarię falownika. Po bólach, jękach i miesiącach serwisowego dłubania, mechanicy triumfalnie wypchnęli go wreszcie na szlak. Sukces? Gdzie tam. Skład pojeździł zaledwie kilka dni, po czym zaprotestował przeciwko nadmiernej eksploatacji i na pełnej szybkości, w szczerym polu, zaczął samoczynnie i niekontrolowanie hamować. Ot tak, bez żadnej logicznej przyczyny, po prostu elektronika uznała, że czas na drzemkę na środku linii. Maszyna stwarzała realne zagrożenie katastrofy, więc z powrotem trafiła tam, gdzie bije jej prawdziwe życiowe centrum – na kołki do warsztatu, gdzie z powodzeniem gnije do dziś. Jej brat bliźniak, model 001, od dłuższego czasu z kolei spektakularnie (za przeproszeniem) rzyga olejem z obu silników i przekładni osiowych, czekając na wymianę kół, która w lubuskim tempie urzędniczym trwa dłużej niż budowa nowej linii kolejowej w Chinaach.

Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

A co słychać u najnowszych, suto opłaconych nabytków? Model 228M to istna kronika medyczna, w której pęknięte koło zamachowe rozrusznika to zaledwie rozgrzewka. Ten nowoczesny pociąg za miliony musiał zostać zablokowany i odholowany bezpośrednio do producenta, bo przerosły go czerwcowe krople deszczu na szybie i wysiadł w nim mechanizm... wycieraczek.

Najpiękniejsze w tym wszystkim jest jednak to, co dzieje się na szczytach tej naszej skarlałej elity transportowej, gdy wokół wszystko stoi na kołkach. Zamiast wziąć ten zepsuty, drogi złom, walnąć pięścią w stół i rozliczyć kogo trzeba, Urząd Marszałkowski i operator utknęli w niemym, formalnym klinczu. Urzędnicy chcieli zrobić niezależne ekspertyzy techniczne, żeby w końcu dowiedzieć się, dlaczego zabawki za miliony psują się od samego stania w miejscu. I co? Druga strona od tygodni skutecznie blokuje podpisanie porozumienia, bo nie zgadza się na zakres badań.

Klincz idealny, winnych nie ma, koszty napraw wiszą w próżni, a pasażer może co najwyżej pocałować zardzewiałą szynę i popatrzeć na stojące w krzakach pociągi-widma. Dopóki transportem w tym regionie rządzi ten specyficzny układ, lubuska kolej nie będzie oknem na świat. Będzie przaśnym, objazdowym cyrkiem, w którym bilet nie jest dokumentem przewozowym, ale losem na loterii. A główną wygraną jest to, że pociąg w ogóle raczy opuścić terytorium warsztatu.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

Marcin Kluwak

Marcin Kluwak

marcin.kluwak@gorzowianin.com

Podziel się

Komentarze

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości