Wiadomości

Pociąg po żarówkę miałby jechać 240 kilometrów. W Gorzowie padły mocne słowa o nowej spółce kolejowej

20 kwietnia 2026, 09:20, Marcin Kluwak
Stacja Gorzów Wielkopolski
fot. Marcin Kluwak
Jeśli nowa wojewódzka spółka kolejowa oprze się tylko na jednej bazie w Czerwieńsku, mieszkańcy Gorzowa mogą dalej oglądać ten sam chaos, tylko pod nowym szyldem. W sobotniej audycji Kończymy tydzień na antenie Radia Gorzów radni sejmiku mówili wprost, że bez zaplecza na północy regionu pociągi nadal będą jeździły setki kilometrów na pusto, a pasażerowie dalej będą stać na dworcach, czekać na autobusy zastępcze i tracić godziny w drodze między Gorzowem a Zieloną Górą.

Czy jedna baza w Czerwieńsku wystarczy?

Dyskusję wywołał kolejny apel Stowarzyszenia Komunikacja.org w sprawie utworzenia na północy regionu bazy serwisowej pociągów. Zarząd województwa uważa, że wystarczy jedna baza w Czerwieńsku. Część radnych mówi jednak jasno, że taki model od początku będzie kulawy.

Tomasz Gierczak z Koalicji Obywatelskiej przyznał, że po zapoznaniu się z argumentami stowarzyszenia uważa je za zasadne. - Dla mnie osobiście są to argumenty uzasadnione. Zaraz potem przeszedł do rzeczy, która dla mieszkańców Gorzowa jest najważniejsza, czyli codziennej praktyki. Padły słowa, które najlepiej pokazują absurd tej koncepcji - ja nie uważam, że byłoby to celowe, gdyby do wymiany żarówki pociąg jechał faktycznie 240 km w obie strony do Czerwieńska - mówił radny Tomasz Gierczak. 

Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

Gierczak mówił też wprost, że największą bolączką kolei na północy są awarie. I właśnie dlatego temat bazy serwisowej w Gorzowie albo w północnej części regionu nie jest technicznym detalem dla kolejarzy, tylko sprawą, która może zdecydować o tym, czy pasażer znów utknie w drodze.

Studenci jechali do Gorzowa 4,5 godziny

W tej samej rozmowie padł przykład, który pokazuje skalę problemu lepiej niż urzędowe prezentacje. Tomasz Gierczak opisał sytuację studentów wracających z Zielonej Góry do Gorzowa. - Pojawiła się komunikacja zastępcza i nie było nigdzie informacji. Pociąg powinien wyjeżdżać 18.30, wyjechał 19.30. Dlaczego? Bo konduktora nie było. Finał był taki, że - podróż trwała 4,5 godziny - relacjonował radny KO.

Padł też drugi konkret. Gierczak mówił, że pasażerowie wracający ze Zbąszynka czekali dokładnie 155 minut, aż autobus zastępczy z Zielonej Góry dojedzie na miejsce. W takich historiach nie chodzi już o politykę ani o spór między północą i południem województwa. Chodzi o zwykłych ludzi, którzy chcą wrócić do domu i po raz kolejny słyszą, że coś się wysypało.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

Padła kwota około 60 milionów złotych

Mocny wątek dołożył też Roman Jabłoński z Prawa i Sprawiedliwości. Opowiadał o posiedzeniu Komisji Gospodarki, na którym obecny był nowy prezes tworzonej spółki. Według relacji radnego prezes wyraźnie powiedział, że Czerwieńsk jest zakładany jako główna i jedyna baza do naprawy oraz konserwacji taboru. Ale najciekawsze padło chwilę później.

Jabłoński mówił, że zapytał prezesa, dlaczego spółka mówi o budowie własnej bazy, skoro wcześniej padały zapewnienia o korzystaniu z istniejącej infrastruktury. Jak relacjonował -  prezes autorytatywnie stwierdził, że my musimy wybudować hale. Potem padła kwota - ona będzie kosztowała mniej więcej około 60 milionów złotych - mówił radny Prawa i Sprawiedliwości.

To zmienia całą rozmowę. Jeśli i tak trzeba będzie budować własną halę za dziesiątki milionów złotych, pytanie o dodatkowe zaplecze na północy przestaje być fanaberią. Staje się pytaniem o to, czy nowa spółka naprawdę ma być szyta pod całe województwo, czy znów głównie pod jego południową część.

Gorzów boi się, że znów zostanie z niczym

Marek Halasz z PSL mówił, że właśnie teraz jest moment, by ten temat rozstrzygnąć, bo spółka ma jeszcze cztery lata na przygotowanie się do przejęcia przewozów. W jego ocenie brak częściowego zaplecza na północy sprawi, że dla pasażerów niewiele się zmieni. Mówił też, że przy planowanym połączeniu z Gorzowa do Poznania naturalne byłoby to, by skład kończący bieg można było obsłużyć właśnie tutaj, a nie wysyłać go za każdym razem do Czerwieńska.

Halasz przypomniał też, jak dziś wygląda odbiór przewoźnika przez pasażerów. Mówiąc o wcześniejszych tłumaczeniach prezesa Polregio, stwierdził - bardziej mówić, że nie mam waszego płaszcza i co mi zrobicie. To jego ocena, ale dobrze oddaje nastroje wielu pasażerów, którzy od dawna nie wierzą już w zapewnienia, że tym razem wszystko będzie działało.

Co dalej z bazą dla pociągów na północy regionu?

Na razie nie ma decyzji, ale padła zapowiedź dalszych rozmów. Tomasz Gierczak mówił, że radni sejmiku powinni doprowadzić do spotkania z Departamentem Infrastruktury Transportowej i Tomaszem Drostem ze Stowarzyszenia Komunikacja Org. Jego zdaniem - wymiana pism do niczego nie doprowadzi. Dodał też, że trzeba to skonfrontować z faktycznymi danymi finansowymi.

To chyba najważniejszy wniosek po tej dyskusji. W Gorzowie nikt nie chce już słuchać ogólników o nowym otwarciu w kolei. Mieszkańcy od lat widzą awarie, zastępcze autobusy i połączenia, którym trudno ufać. Jeśli nowa spółka ma naprawdę coś zmienić, musi zacząć od odpowiedzi na jedno proste pytanie - czy północ województwa dostanie realne zaplecze, czy znowu usłyszy, że ma cierpliwie czekać?

Marcin Kluwak

Marcin Kluwak

marcin.kluwak@gorzowianin.com

Podziel się

Komentarze

Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości