Miasto ruszyło z nową edycją budżetu obywatelskiego i chwali się rekordową pulą ponad 10,6 mln zł. Tymczasem dane z ostatniego głosowania pokazują, że udział mieszkańców był bardzo niski. Ten problem wprost wskazują także gorzowscy radni, którzy mówią o spadającej frekwencji, powtarzalnych projektach i coraz mniejszym zaangażowaniu mieszkańców.
Ruszył Budżet Obywatelski 2027 - wnioski można składać do 26 lutego, a do podziału jest 10 654 811 zł. Mieszkańcy mogą zgłaszać pomysły zarówno na zadania twarde, jak i miękkie - od inwestycji infrastrukturalnych po wydarzenia społeczne, sportowe czy kulturalne.
Miasto zachęca do udziału i zapowiada spotkania informacyjne oraz maraton pisania wniosków. W tle nowej edycji pojawia się jednak problem, o którym coraz częściej mówią także sami radni.
W poprzedniej edycji budżetu obywatelskiego, gdy w 2025 roku wybierano projekty do realizacji w 2026 roku, w głosowaniu wzięło udział zaledwie 4 651 osób. Na koniec 2025 roku w Gorzowie zameldowanych było 106 561 mieszkańców. Nawet przy założeniu, że realnie uprawnionych do głosowania było około 50 tysięcy osób, frekwencja wyniosłaby zaledwie nieco ponad 9 procent.
To liczby, które trudno uznać za masowe zainteresowanie mieszkańców wpływem na miejskie wydatki.
Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.
Na problem niskiej frekwencji zwracał uwagę podczas radiowej dyskusji radny Roman Sondej. Wprost mówił o tym, że aktywność mieszkańców spada.
- Dlaczego spada uczestnictwo mieszkańców w tych spotkaniach? Widzimy, że liczba uczestników z roku na rok jest coraz mniejsza, pomimo dużej kampanii medialnej - podkreślał w rozmowie na antenie Radia Gorzów Roman Sondej, radny Prawa i Sprawiedliwości.
Sondej zwracał też uwagę, że w praktyce budżet obywatelski coraz częściej opiera się na wąskiej grupie najbardziej aktywnych osób.
- Mieszkańcy wiedzą, że ktoś „wie, jak to zrobić”, przychodzą do niego ze swoimi pomysłami i projekty są składane pod jednym nazwiskiem. To nie rozwiązuje problemu niskiej aktywności - mówił.
O słabym udziale mieszkańców mówiła także radna Maria Szupiluk, która podkreślała, że miasto tworzy procedury i organizuje konsultacje, ale bez obecności ludzi cały proces traci sens.
- Na spotkaniach nie spotyka się tylu osób, ile byśmy chcieli. A potem słyszymy narzekanie w mediach społecznościowych. Budżet obywatelski działa tylko wtedy, gdy mieszkańcy realnie w nim uczestniczą - mówiła w radiu Maria Szupiluk, radna Koalicji Obywatelskiej.
Szupiluk zwracała uwagę, że bez rozmów i aktywności obywatelskiej nawet najlepiej zaprojektowane narzędzia nie spełnią swojej roli.
Z kolei radny Albert Madej przypominał, że budżet obywatelski miał być nie tylko listą inwestycji, ale przede wszystkim sposobem na integrację lokalnych społeczności.
- To świetne narzędzie, ale tylko wtedy, gdy mieszkańcy chcą z niego korzystać. Bez zaangażowania ludzi nawet coraz większe pieniądze nie przełożą się na poczucie współdecydowania o mieście - przyznał na antenie Radia Gorzów Albert Madej, radny z klubu Gorzów Plus.
Madej wskazywał również, że w niektórych dzielnicach brakuje projektów „miękkich”, które mogłyby przyciągać mieszkańców i zachęcać ich do udziału w budżecie obywatelskim.
Budżet Obywatelski 2027 ruszył z rekordową pulą pieniędzy i nowymi zasadami. Jednocześnie dane z poprzedniego głosowania oraz głosy samych radnych pokazują, że problemem nie są środki, lecz frekwencja i realne zaangażowanie mieszkańców.
Czy nowa edycja przełamie ten trend? Okaże się w kolejnych miesiącach. Na razie liczby i komentarze z Rady Miasta pokazują, że hasło „rekordowy budżet” niekoniecznie idzie w parze z realnym zaangażowaniem samych Gorzowian.