Jerzy Sobolewski mówił wprost – jego zdaniem Gorzów miał dobry rok. Wskazywał na wydarzenia kulturalne i sportowe, koncerty, Grand Prix na żużlu, mecze w Arenie Gorzów i frekwencję na trybunach. – Mieszkańcy mieli szeroki wachlarz propozycji. To był dobry rok dla miasta – podkreślał.
Na to ostro odpowiadał Tomasz Rafalski.
– Jeżeli podsumowanie roku sprowadza się do koncertów i imprez, to znaczy, że nie ma się czym pochwalić w kwestii rozwoju miasta – mówił. – To był rok rolek, zdjęć i propagandy sukcesu, a nie realnych decyzji.
Tu nie chodziło o gust, ale o definicję sukcesu miasta. Dla jednych – wydarzenia i oferta dla mieszkańców. Dla drugich – inwestycje, gospodarka i pozycja Gorzowa w regionie.
Sobolewski przekonywał, że deficyt budżetowy nie powinien niepokoić, biorąc pod uwagę skalę budżetu.
– Przy budżecie blisko półtora miliarda złotych deficyt rzędu 100 milionów nie jest niczym wyjątkowym – argumentował. – Są miasta znacznie bardziej zadłużone niż Gorzów.
Rafalski odpowiadał, że problemem nie jest sama kwota, ale kierunek.
– Nie chodzi o to, że dziś jest źle. Chodzi o to, że robimy skok w deficycie, a to oznacza, że w kolejnych latach będzie tylko gorzej – mówił. – To są symptomy, które powinny zapalać lampkę ostrzegawczą.
Gdy padł temat inwestycji przy ul. Przemysłowej, ton debaty wyraźnie się zaostrzył. Rafalski nie zostawił tu pola do interpretacji.
– Przemysłówka została zrobiona za potężne pieniądze i dziś jest wymieniana jako jedna z największych porażek budowlanych w Polsce – mówił. – To są fakty. Ten wątek był jednym z przykładów, które opozycja wskazywała jako dowód na to, że miasto więcej mówi o sukcesach, niż je faktycznie osiąga.
W ocenie sytuacji Stali Gorzów również nie było zgody. Albert Madej podkreślał, że klub został ustabilizowany, a odpowiedzialność za jego funkcjonowanie przejęli gorzowscy przedsiębiorcy. – Najważniejsze, że sytuacja została uporządkowana i miasto nie zarządza już klubem – wskazywał. Rafalski odpowiadał jednak, że to nie zamyka sprawy.
– Klub został uratowany, ale do dziś nie ma rozliczeń, kto i dlaczego doprowadził go do tego miejsca – mówił. – Mieszkańcy i kibice mają prawo znać odpowiedzi.
Jednym z najmocniejszych punktów sporu była ocena relacji z Urzędem Marszałkowskim. – Miliony złotych są ładowane w Babimost i projekty poza Gorzowem, a my mamy problem z podstawową komunikacją – mówił Rafalski. – Gorzów nie potrafi uderzyć ręką w stół i walczyć o swoje. Ten wątek nie doczekał się równie ostrej riposty ze strony radnych koalicji, co tylko podkreśliło różnicę w podejściu do polityki regionalnej.
Albert Madej próbował stać pomiędzy skrajnymi ocenami. Z jednej strony przyznawał, że rok przyniósł pozytywne wydarzenia i inwestycje, z drugiej – nie negował, że część decyzji była podejmowana bez konsultacji i w złym momencie. – Były dobre rzeczy, ale były też błędy, które dziś wracają – mówił.
Ta debata nie była spokojnym podsumowaniem roku. To było zderzenie dwóch wizji Gorzowa. Jednej, w której liczy się oferta wydarzeń i jakość życia „tu i teraz”. Drugiej, w której kluczowe są inwestycje, gospodarka i pozycja miasta w regionie.
Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo