Wiadomości

Bieda na torach, zimny wychodek i pociąg widmo. Oto obraz kolejowego Gorzowa

4 października 2022, 16:07, Marcin Kluwak
W dalekobieżnej komunikacji z Gorzowa nie będzie żadnych rewolucji. Jest nawet nieco gorzej, jeżeli spojrzymy na kierunek południowy, bo od 12 grudnia znika pociąg, który ani razu nie odjechał z gorzowskiego dworca. Mowa tu o łączniku do IC Matejko.

Gorzów to naprawdę bardzo dziwne miasto. O tym, że komunikacyjnie jesteśmy zacofani, nikomu nie trzeba mówić. Wiedzą to wszyscy. Ale dzieją się u nas takie rzeczy, które są po prostu niezwykłe. Zanim jednak przejdziemy do dalekobieżnych połączeń, kilka słów o gorzowskich perełkach. Ot, chociażby słynny toi-toi, który dumnie stoi przed dworcem kolejowym. Wszyscy zdążyli się do niego przyzwyczaić, nie wszyscy - z wiadomych przyczyn korzystają, ale już nam spowszedniał. Na miejscowych nie robi już wrażenia, tylko nieliczni turyści przybywający do naszego miasta z politowaniem patrzą na niebieski wychodek w miejscu, gdzie jeszcze niedawno planowane było wielkie centrum przesiadkowe. Toaleta z prawdziwego zdarzenia wciąż jest w planach, ale na razie idzie zima i aż strach pomyśleć, z jakim trudem będziemy ściągać swoje ubranie, gdy niespodziewanie zachce nam się skorzystać z tego przybytku. Tym bardziej że obłożenie może być większe, bo 1 października zamknięto dworzec PKS, a wraz z nim toalety. Co prawda były za 4 złote od "głowy", ale chociaż było ciepło i była bieżąca woda. Teraz zostanie nam wielkie g... Dosłownie!

Kolejnym ewenementem w mieście, jest znikający pociąg. Chociaż to też trochę na wyrost, bo pociąg ten NIGDY nie pojawił się żadnym z peronów dworca kolejowego w Gorzowie. IC Matejko miał wozić mieszkańców Gorzowa czy też Skwierzyny i Międzyrzecza do Krakowa, a nawet Przemyśla. I to nowoczesnymi wagonami z nieco mniej nowoczesną lokomotywą. Jednak skład nigdy nie wjechał na tory, bo wagonów z pasażerami nie było jak dostarczyć do Zielonej Góry, czyli do  stacji, gdzie miały być dołączane do innego pociągu. Przez rok autobus służył jako pociąg. Przedłużający się wciąż remont na linii Zbąszynek - Zielona Góra skutecznie storpedował  plany PKP Intercity, a nas - mieszkańców miasta wojewódzkiego pozbawił jedynego połączenia na południe kraju. Teraz kradną tam linie energetyczne, a zarząd województwa głowi się skąd wziąć pieniądze na odbudowę odbudowanej wcześniej linii. Na nic zdały się też interpelacje poseł Sibińskiej w sprawie likwidacji pociągu-widmo. Minister grzecznie odpisał, że ostateczny projekt rozkładu jazdy nie został jeszcze zatwierdzony i że nie wszystko stracone. Oczywiście, że już wszystko było stracone. To było wiadome już od czerwca, gdy do sieci wyciekły projekty nowych rozkładów jazdy. Po roku dowożenia pasażerów do Zielonej Góry, PKP Intercity postanowiło więc wyciąć to połączenie i czekać na lepsze czasy. Mieszkańcy mieli, chociaż szybkie połączenie autobusowo-kolejowe z Zieloną Górą poprzez S3. Od grudnia i to zniknie.

Nie ma co narzekać - powiedzą niepoprawni optymiści. Przecież z Gorzowa odjeżdża codziennie 40 pociągów. I to najprawdziwsza prawda. Policzyliśmy i tak właśnie wyszło. Taką dużą ilość "nabijają" głównie składy na linii Kostrzyn - Gorzów - Krzyż - Poznań. Gdy jeżdżą regularnie, na czas, to jest w miarę okej. Gorzej, gdy rozsypie się, chociażby jeden "szynobus", to cały misterny plan nakreślony przez zielonogórskie Polregio bierze w łeb. Sypie się siatka połączeń, opóźnienia sięgają kilkudziesięciu minut, a pasażerowie klną wniebogłosy, wypisując skargi do przewoźnika i mediów. 

W rozkładzie są też "bezpośrednie" połączenia do Zielonej Góry, które od dłuższego czasu też są fikcją. Pociągiem i to gdy mamy szczęście, dojechać możemy co najwyżej do Zbąszynka. Od tej stacji wiezie nas autobus, bo tu znów kłania się wciąż nieskończony remont na linii do Zielonej Góry. I tak - kolkowialnie mówiąc - wysypują się kolejne pociągi z tych wyliczonych przez nas 40. 

Od grudnia w nowym rozkładzie jazdy nie pojawi się nic nowego. Wciąż nasz narodowy przewoźnik proponuje nam popołudniową wycieczkę nad Bałtyk, do Trójmiasta. Dwa wagony, jedna psująca się lokomotywa. Jest też coś dla lubiących hardcore. Poranny pociąg do Lublina, który wyjeżdża z Gorzowa o bardzo nieprzyzwoitej godzinie. O 4:48 raz można pojechać, ale częstsza podróż tym pociągiem, to już naprawdę niezłe wyzwanie, w stylu ninja warrior. Odnoszę dziwne wrażenie, że pociąg z Gorzowa odjeżdża tak szybko, aby to pasażerowie z Poznania mieli dobre połączenia do stolicy o bardzo wygodniej dla nich godzinie. Pasażerowie zoombi z Gorzowa, którzy odsypiają pobudkę pod 3 rano, aby zdążyć na ten super-pociąg są tam w mniejszości. 

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Paweł Pleśniar, pasjonat kolei, powiedział, że to my powinniśmy wybrać porę, o której chcemy jechać, a nie żebyśmy musieli nasze plany dostosowywać do istniejących, mizernych połączeń. O 4:40  pociągiem, czy o 7:30 autobusem. Łatwiej jest zaplanować podróż, jak ma się połączenie co 2 godziny do Poznania niż 2-3 pociągi dalekobieżne w inne części Polski. Czy dożyjemy tych czasów?  Setki milionów potrzeba na elektryfikację linii do Krzyża i dalej do Piły. W PKP PLK doskonale o tym wiedzą, że to ekonomicznie nieuzasadniona inwestycja. Nikt tylko głośno o tym nie mówi, bo nie ma czym się chwalić. 

P.S. Jest jeden promyczek nadziei, ale całkiem w innym kierunku. Od połowy roku przyszłego ma wrócić bezpośrednie połączenie do Berlina. Niemcy nie mają takich problemów, jak my na linii pomiędzy Zbąszynkiem a Zieloną Górą i remont mostu kolejowego cały czas posuwa się do przodu.

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News
Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia? Coś Cię denerwuje? Nagrałeś film lub zrobiłeś zdjęcie? Daj nam znać!
tel. +48 450 066 400
Wyślij nam wiadomość poprzez Messengera lub WhatsAppa

Podziel się

Komentarze

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości