Usuwanie wgniecień po gradobiciach

Wypili litr wódki i wysmarowali 15-latka ketchupem

17 grudnia 2018, 12:54
W poniedziałek w Sądzie Rejonowym w Gorzowie rozpoczął się proces w sprawie 19-letniego Mirosława G. i 19-letniego Pawła N., którzy są odpowiedzialni za śmierć 15-letniego Mateusza w Ciecierzycach koło Gorzowa. Nastolatkowie wspólnie bawili się i pili alkohol na imprezie, a następnie zostawili kompletnie pijanego 15-latka na poboczu drogi w Ciecierzycach, gdzie ten zmarł.

Podczas rozprawy, która rozpoczęła się w poniedziałek 17 grudnia w Sądzie Rejonowym w Gorzowie prokurator Piotr Kordacz odczytał akt oskarżenia w którym Paweł N. i Mirek G. zostali oskarżeni o to, że kupili 1 litr wódki i wypili go wspólnie z 15-letnim Mateuszem, a następnie pomiędzy godz. 22.30, a 23 zdając sobie sprawę z tego że jest pijany, wywieźli taczką chłopca i pozostawili go na dworze, przez co doprowadzili do nieumyślnej śmierci 15-latka. Jak się okazało, 15-latek miał w organizmie ponad 3 promile alkoholu. Paweł N. i Mirek G. przyznali się do zarzucanych im czynów i powiedzieli, że bardzo żałują tego, co się stało.

Z zeznań, które odczytała sędzia Magdalena Kowalczyk dowiedzieliśmy się, że cała trójka – Paweł N., Mirek G. i Mateusz K. wraz jeszcze z jednym kolegą spotkali się w domu Mirka G., gdzie zaczęli pić kupioną wódką, były to dwie butelki po 0,5 litra. W trakcie imprezy, ściągnęli 15-letniemu Mateuszowi spodnie i majtki i wysmarowali całego chłopca ketchupem. Następnie zaczęli robić mu zdjęcia i wrzucać je na grupę „alkusy”, którą założyli na meseengerze.

W tracie imprezy Mateusz zaczął wymiotować. Około godz. 22.30 wzięli taczkę z podwórka Mirka i zawieźli Mateusza w okolice domu Pawła. Tam Mirek stwierdził, że zostawi Mateusza z Pawłem i wróci do domu.

- Żałuję, że nie odprowadziłem Mateusza do domu, tylko zostawiłem go razem z Pawłem. Jest mi bardzo przykro z powodu tego co się stało – podkreślał Mirek G. w zeznaniach. Z kolei Paweł N. twierdził, że Mateusz o własnych siłach wstał z taczki i zaczął iść o własnych siłach do swojego domu, do którego miał zaledwie 700 metrów.

- Myślałem, że Mateusz dojdzie normalnie do domu. Nie wiedziałem, że to się tak skończy. Rano próbowałem dodzwonić się do Mateusza, ale nie odbierał. Zobaczyłem przed domem karetkę. Mama powiedziała mi, że znaleźli kogoś w krzakach. Poznałem Mateusza po butach, ale całego ciała nie widziałem. Bardzo żałuję, że to wszystko tak się skończyło – opowiadał Paweł N. podczas przesłuchania.

Prokurator Piotr Kordacz powiedział, że będzie wnioskował o karę bezwzględnego pozbawienia wolności. Natomiast obrońcy oskarżonego Pawła N. i Mirosława G. chcą roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata oraz dozoru kuratora.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x