Urząd marszałkowski przeprasza, a organizator DWL nie widzi nic złego

30 czerwca 2015, 12:06, aw
fot. Anna Warchoł
Podczas Dni Województwa Lubuskiego w Zielonej Górze miał miejsce dosyć nieprzyjemny incydent, który uraził gorzowian. Chodzi mianowicie o wypowiedź konferansjera, który będą na scenie mówił do tłumu „kto nie skacze ten z Gorzowa”. O wyjaśnienie tej sytuacji poprosiliśmy zarząd województwa.

Wszystko działo się w niedzielę 28 czerwca podczas Dni Województwa Lubuskiego w Zielonej Górze. Na tę imprezę wybrał się gorzowianin Tomasz Kubiak razem ze swoją żoną i 3-letnią córeczką. Niestety tym, co usłyszał ze sceny w trakcie imprezy poczuł się bardzo urażony – zapewne, tak samo jak pozostali gorzowianie, którzy w ten dzień wybrali się do Zielonej Góry.

A chodzi o tekst „kto nie skacze ten z Gorzowa”, który konferansjer prowadzący imprezę powiedział ze sceny do publiczności. Urażony i oburzony pan Tomasz zwrócił się do nas w niedzielny wieczór z prośbą o wyjaśnienie tego nieprzyjemnego incydentu. Więcej przeczytasz TUTAJ.

W tej sprawie wysłaliśmy zapytanie do urzędu marszałkowskiego z prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji.

- Rzeczywiście, w mojej ocenie wypowiedź spikera można uznać za niefortunną, skoro jeden z uczestników poczuł się nią urażony. Dlatego proszę, by przyjął przeprosiny w imieniu Zarządu Województwa Lubuskiego – możemy przeczytać w odpowiedzi od Michała Iwanowskiego, rzecznika prasowego zarządu województwa lubuskiego.

Ponadto swoje wyjaśnienie złożył również Tomasz Siemiński, dyrektor Regionalnego Centrum Animacji Kultury, które organizowało imprezy w ramach Dni Województwa Lubuskiego.

Wyjaśnienie Tomasza Siemińskiego

"Praca konferansjera wymaga dużej "elastyczności", błyskotliwości, refleksu intelektualnego oraz tzw. "pomysłu na siebie w kontekście tematu wydarzenia". W mojej ocenie forma, jaką zaproponował prowadzący była trafiona i odpowiadała charakterowi imprezy. Co najważniejsze - odpowiadała publiczności zgromadzonej na zielonogórskim rynku (mieszkańcom całego regionu, bo to było ich święto). Konteksty słowne, jakimi posługuje się prowadzący, jego potencjał tzw. anegdotyczności zawsze powinien być opatrzony cudzysłowem. Gdybyśmy przeanalizowali pełne dwa dni wypowiedzi konferansjera i nie posiadali - jako czynni odbiorcy - dystansu do wypowiadanych słów, to z pewnością również młodzi narzeczeni, teściowe,  małżeństwa, niezdecydowani panowie i kobiety z werwą etc., etc. mogliby się poczuć urażeni. Rozumiem również, że konwencja żartu dotyka spraw drażliwych. Żart wówczas cenniejszy.  Jednak sztuką jest, by nie złamać bezpiecznej granicy dobrego smaku.  Jest mi oczywiście przykro, że mieszkaniec Gorzowa poczuł się urażony, pomimo że prowadzący nie miał takiej intencji, a granica dobrego smaku nie została przekroczona"


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości