Nie w telewizyjnej migawce leży jednak pies pogrzebany, lecz w tym, co działo się pod dywanem nad Wartą. Przy okazji wyścigu miasto znów pękło na pół, pokazało całą swoją plemienną nędzę i urzędnicze zacietrzewienie. Nie mieszkańcy – ci zawsze chętnie popatrzą na coś więcej niż dziury w jezdni – ale nasza gorzowska „władza”. Ta uchwałodawcza, mająca większość w radzie, i ta wykonawcza, zalegająca w gabinetach magistratu.
Kulisy są proste jak konstrukcja cepa. Tour de Pologne „załatwiły” władze województwa. A te, jak wiadomo, urzędują w Zielonej Górze i noszą barwy Koalicji Obywatelskiej. I w tym momencie w ratuszowych głowach zapaliła się czerwona lampka z napisem: „Obraza majestatu”. Niby prezydent stanął do pamiątkowej fotki z marszałkiem i gospodarzem Winnogrodu, niby odtrąbiono sukces, ale zgrzyt było słychać aż w Puszczy Noteckiej.
Gorzów znalazł się na trasie wielkiej imprezy, lokalne media bębniły o tym od tygodni, a gorzowski magistrat – dysponujący przecież całą machinerią marketingową, zwaną dziś dla niepoznaki częścią Miejskiego Centrum Kultury – nagle nabrał wody w usta. I to tyle, że śmiało możny byłoby ugasić nią pożar katedry. Nikt, dosłownie żaden z ratuszowych orłów, nie potrafił wykorzystać potencjału, jaki niesie ze sobą jedna z najważniejszych imprez sportowych w kraju.
Zdumiewające było patrzenie na tę parade urzędniczej niemocy. Arena Gorzów – potężny obiekt z wielkim parkingiem i placem – stała pusta i głucha jak pień. „To nie nasza impreza” – dało się usłyszeć w kuluarach. I tak też to potraktowano. Samo „miasto” milczało od początku do końca. Jedyne, co serwowano mieszkańcom, to urzędowe epistoły o „utrudnieniach w ruchu” dłubane przez Miejskiego Inżyniera Ruchu, a jakiekolwiek koonkrety o imprezie rozsyłał Wydział Sportu. Sam ratuszowy PR zapadł w letarg. Rzecznik – cisza. Prezydent – cisza. Wydział promocji – śmierć kliniczna.
A przecież aż się prosiło, by zrobić tam miasteczko kibica, wciągnąć mieszkańców do zabawy, zorganizować cywilizowane parkingi. Kiedy grają u nas siatkarze czy koszykarki, da się bez problemu zamknąć pół ulicy Słowiańskiej. Przy Tour de Pologne nagle się nie dało. Można było połączyć wyścig z miejskimi wydarzeniami, pomysłów na promocję poprzez sport jest zazwyczaj bez liku, a strumień pieniędzy na ten cel płynie z miejskiej kasy od lat szeroką rzeką.
Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.
Dlaczego więc prezydent i jego dwór obrazili się na Tour de Pologne? Odpowiedź jest porażająco banalna. To impreza Zielonej Góry i Koalicji. Skoro to nie nasze dziecko, nie nasze zasługi i nie nasz sukces, to niech się sami bawią. I bawili się. Na starcie zameldowała się wiceprezydent Piotrowicz, brylowała posłanka Sibińska, wojewoda Cebula i marszałek Ciemnoczułowski. Ludzi ze ścisłego otoczenia prezydenta próżno było szukać nawet z lupą.
Było, minęło, peleton pojechał dalej. Po Gorzowie zostało jedynie wspomnienie dwuminutowego migotania na ekranie i kolejny, podręcznikowo wręcz zmarnowany potencjał. Ale kogo to w Ratuszu obchodzi, skoro polityczne ego wygrało z interesem miasta? Ot, nadwarciański Matrix.
|
Bad Boys Blue, No Mercy, Francesco Napoli i Joy
3 października 2026
kup bilet |
|
NIRVANA SYMPHONIC TRIBUTE - przebojowy program na żywo w Polsce
6 listopada 2026
kup bilet |
|
LORD OF THE DANCE - 30th Anniversary Tour
9 grudnia 2026
kup bilet |
|
Kabaretowa Biesiada Śląska
22 listopada 2026
kup bilet |