Dramatyczny wypadek do którego doszło 20 czerwca na wrocławskim torze podczas rundy Grand Prix wykluczył Jacka Holdera z najważniejszej części sezonu. Gwiazdor Stali Gorzów, który w obecnych rozgrywkach notował średnią 2,452 pkt/bieg, walczy o powrót na motocykl przed końcem roku. Ewentualny brak Australijczyka w składzie żółto-niebieskich do końca sezonu oznacza dla gorzowian ogromne problemy w nadchodzącej fazie play-down o utrzymanie w PGE Ekstralidze.
Do fatalnego zdarzenia doszło w siódmym biegu turnieju Grand Prix Polski we Wrocławiu. Było to klasyczne domino, w którym Kacper Woryna uderzył w Jasona Doyle’a, a ten bezwładnie wpadł na zawodnika z Gorzowa. Jack Holder uderzył w bandę z ogromnym impetem. Badania w szpitalu potwierdziły czarny scenariusz: złamaną rękę, co początkowo wykluczyło go z kolejnych rund zmagań, w tym zawodów w szwedzkiej Malilli.
Dopiero szczegółowa diagnostyka całego ciała pokazała, jak poważny był to wypadek. Australijczyk zmaga się z wieloma urazami, które na pewien czas przykuły go do wózka inwalidzkiego. Obecnie żużlowiec porusza się o kuli, a w czwartek pojawił się na meczu swojej drużyny w angielskim Ipswich.
Zawodnik przyznaje, że początki po wypadku były wyjątkowo trudne, zwłaszcza czas spędzony w samotności w polskim szpitalu. O szczegółach swoich kontuzji opowiedział stacji British Speedway Network.
- Dosyć poważnie złamałem kość ramienną i musiałem przejść operację. Oprócz tego mam złamaną stopę, prawą kostkę i kilka żeber. Żebra potrafią być cholernie uciążliwe, ale z nimi jest już w porządku. Złamałem też kość krzyżową w miednicy. I to jest obecnie chyba najgorszy uraz. Siedzenie sprawia mi ogromny dyskomfort. Mam już tego serdecznie dość. Ręka to poważna sprawa. Robię po prostu wszystko, co w mojej mocy, aby wrócić jak najszybciej. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze wsiąść na motocykl w tym roku - wyznał Jack Holder, zawodnik Stali Gorzów.
W rozmowie z portalem fimspeedway.com zawodnik wrócił pamięcią do momentów tuż po kraksie - Szczerze mówiąc, w ogóle nie czułem stopy, dopóki nie zrobiono mi prześwietlenia całego ciała. Lekarze powiedzieli: Ta stopa jest spuchnięta. Boli pana? Okazało się, że jest załatwiona. Zaraz po wypadku moja ręka była wykręcona w drugą stronę, a w plecach czułem ogromny, niepokojący dyskomfort. Jedyne, co wtedy robiłem, to starałem się ruszać dłońmi i nogami tak bardzo, jak to możliwe, chciałem się tylko upewnić, że mam w nich pełne czucie. Widok tej ręki nie należał do przyjemnych - dodał Jack Holder.
Australijczyk podkreśla, że w procesie rehabilitacji gigantycznym wsparciem okazała się rodzina. Jego rodzice są już na miejscu, pomagając mu w codziennym funkcjonowaniu. Na pomoc przyjechał również brat Chris, a partnerka Jessica wraz z synem dbają o jego samopoczucie. Holder zaznacza, że czuje się niewinną ofiarą zdarzenia we Wrocławiu - To gorzka pigułka do przełknięcia. To nie była moja wina. Po prostu znalazłem się w złym miejscu i o złym czasie. Zaplątaliśmy się w siebie i biedny ja, jadąc zupełnie swoją ścieżką, oberwałem najmocniej - podsumował zawodnik Stali Gorzów.
|
Piotr Rubik - "Psałterz wrześniowy" Koncert jubileuszowy - 20-lecie
11 kwietnia 2027
kup bilet |
|
NIRVANA SYMPHONIC TRIBUTE - przebojowy program na żywo w Polsce
6 listopada 2026
kup bilet |
|
Kabaretowa Biesiada Śląska
22 listopada 2026
kup bilet |
|
OD NOWA: Kortez | Igo | Ralph Kaminski | Kasia Sienkiewicz
26 lipca 2026
kup bilet |