Wiadomości

Kolejowy pogrom w Gorzowie i regionie. Rozkład jazdy przestał istnieć

30 czerwca 2026, 13:59, Marcin Kluwak
Sytuacja, z którą od początku tygodnia muszą mierzyć się pasażerowie odprawiający się z gorzowskiego dworca oraz mniejszych stacji w regionie, wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli. O ile jeszcze w poniedziałkowy poranek komunikaty mówiły o utrudnieniach i paraliżu, o tyle kolejne godziny przyniosły brutalną weryfikację rzeczywistości taborowej. Rozkład jazdy pociągów pasażerskich w północnej części województwa lubuskiego praktycznie przestał istnieć, a pasażerowie zostali skazani na wielogodzinne oczekiwanie lub podróż autobusami zastępczymi.

Wszystko zaczęło się w poniedziałek, który w pamięci pasażerów zapisze się jako czarny dzień lubuskiej kolei. Z planowanych w rozkładzie czterdziestu dziewięciu pociągów, które miały tego dnia wyjechać lub przejechać przez stację Gorzów Wielkopolski, na torach pojawiło się zaledwie jedenaście składów - wyliczyło stowarzyszenie komunikacja.org Pozostałe połączenia zostały bezpowrotnie wykreślone, a pasażerom pozostało szukanie alternatywnych rozwiązań.

W poniedziałek z Gorzowa zdołały wyruszyć pociągi Regio o godzinie 5:16 do Zielonej Góry oraz o 6:27 z Kostrzyna do Poznania, który zanotował jedynie trzy minuty opóźnienia. Ponadto ze stacji odprawiono składy Intercity do Poznania o godzinie 7:54, 11:52 i 15:05, pociąg Regio do Kostrzyna o 13:28 oraz popołudniowe kursy Regio do Poznania o 16:44, a także wieczorne składy Intercity do Jarocina o 18:23 i 19:47. Poniedziałkową dobę zamknął pociąg Regio do Kostrzyna o godzinie 22:35. Wszystkie pozostałe kursy zniknęły z tablic odjazdów.

Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

Jeden sprawny pociąg na całą linię

Najbardziej dramatyczny przebieg miały wydarzenia na linii kolejowej numer 203, łączącej Kostrzyn przez Gorzów z Krzyżem. W relacji z Kostrzyna w kierunku Gorzowa i Krzyża odprawiono zaledwie dwa kursy, które były wydłużonymi pociągami w stronę Poznania. Aż siedemnaście z dziewiętnastu par pociągów Polregio zaplanowanych na tej trasie zostało całkowicie odwołanych. Powodem tak gigantycznej skali utrudnień okazał się brak sprawnego taboru. Do prawidłowej i zgodnej z rozkładem obsługi tej trasy przewoźnik regionalny potrzebuje pięciu spalinowych zespołów trakcyjnych. Tymczasem w poniedziałek sprawny i zdolny do jazdy był tylko jeden jedyny pojazd.

Fatalnie potoczyły się również losy pasażerów chcących podróżować w stronę Zbąszynka i Zielonej Góry. Na tej trasie standardowo kursuje dziewięć par pociągów, w tym siedem par połączeń regionalnych oraz dwie pary dalekobieżnych. W poniedziałek na tory wyjechała zaledwie połowa z nich. Pierwszy poranny pociąg do Zielonej Góry co prawda dotarł na stację docelową, ale z powodu awarii nie był już w stanie wyruszyć w drogę powrotną. Konsekwencje tego stanu rzeczy odczuli mieszkańcy mniejszych lubuskich miast. W Międzyrzeczu ostatni pociąg pasażerski w kierunku Gorzowa odjechał o godzinie 6:02 rano, po czym ruch kolejowy zamarł na resztę dnia.

Kolejny dzień przyniósł powtórkę z rozrywki

Kto liczył na to, że wtorek przyniesie uspokojenie sytuacji i powrót do normalności, ten przeżył głębokie rozczarowanie. Stan na wtorek trzydziestego czerwca na godzinę 14:00 pokazał, że kryzys taborowy trwa w najlepsze.

W kierunku Krzyża z gorzowskiego dworca odwołano pociągi zaplanowane na godzinę 7:33, 9:42, 12:57 oraz 13:43. Jeszcze dłuższa lista odwołanych kursów dotyczyła kierunku na Kostrzyn, gdzie pasażerowie nie doczekali się pociągów o godzinie 6:06, 7:13, 9:56, 10:56, 12:26, a także popołudniowych połączeń o 15:24 i 17:33.

- Tragedia z tymi pociągami Polregio - pisał po godzinie 9 rano pan Krzysztof, jeden z naszych czytelników, który próbował dotrzeć do stolicy Wielkopolski. Chaos na dworcu potęgował kompletny brak rzetelnych komunikatów ze strony przewoźnika. - Ludzie czekają na jakikolwiek autobus, zero informacji. Ostatecznie nie wyjechałem nigdzie, pocałowałem tylko tory na peronie - dodaje z ironią załamany pasażer. Przypadek pana Krzysztofa idealnie obrazuje bezradność setek podróżnych, którzy zamiast na czas do pracy czy urzędu, trafili na kompletną ścianę informacyjną.

W kierunku Zielonej Góry we wtorek do godziny 14:00 odwołano absolutnie wszystko. Dwa pociągi poranne nie wyjechały na tory w ogóle, natomiast trzy składy popołudniowe zostały wycofane z ruchu na kluczowym odcinku od stacji Gorzów Wielkopolski do stacji Zbąszynek. Pasażerom podróżującym na tej trasie pozostała przesiadka do autobusów komunikacji zastępczej. 

Czerwone składy jedyną nadzieją pasażerów

Kryzys nie oszczędził również pociągów dalekobieżnych, które miały stanowić pewniejszą alternatywę dla borykających się z problemami składów regionalnych. Poranny pociąg TLK Krajna relacji Gorzów Wielkopolski – Gdynia Główna został w poniedziałek skrócony i dotarł jedynie do Piły Głównej.

We wtorek sytuacja wyglądała jeszcze gorzej, ponieważ pociąg ten został całkowicie odwołany na odcinku od Gorzowa do stacji Gdynia Postojowa, a pasażerów zabrał autobus. Podobny los spotkał poranny pociąg IC Lubuszanin oraz skład IC Strzelecki zmierzający w stronę Warszawy. Oba te pociągi zostały we wtorek odwołane na odcinku z Gorzowa Wielkopolskiego do Zbąszynka, a przewoźnik wprowadził na tym fragmencie autobusową komunikację zastępczą.

W tym całym komunikacyjnym chaosie jedynym w miarę stabilnym i niezawodnym elementem okazały się charakterystyczne czerwone pociągi SD85 należące do operatora SKPL, który realizuje przewozy na rzecz PKP Intercity. Choć z powodu ogólnego zamieszania na liniach i konieczności krzyżowania składów na trasach łapią one opóźnienia, to jako jedyne regularnie pojawiają się przy gorzowskich peronach. W sytuacji, gdy tabor Polregio stoi niesprawny na bocznicach, te holenderskie trójczłonowe pojazdy spalinowe są obecnie jedynymi maszynami, które realnie i fizycznie wożą pasażerów po szynach w rejonie Gorzowa, ratując region przed całkowitym odcięciem od reszty kraju.

Dla pasażerów każda kolejna decyzja o odwołaniu pociągu i wprowadzeniu autobusu oznacza drastyczne wydłużenie czasu podróży oraz ogromne zmęczenie. Autobusy komunikacji zastępczej nie poruszają się przecież prostą trasą szybkiego ruchu, lecz mają prawny obowiązek dojechania pod każdy kolejny dworzec i przystanek kolejowy na zablokowanym szlaku. Przejazd drogami lokalnymi między małymi stacjami generuje gigantyczne straty czasu, przez co powrót z pracy czy podróż do lekarza zamienia się w wielogodzinną wyprawę.

Marcin Kluwak

Marcin Kluwak

marcin.kluwak@gorzowianin.com

Podziel się

Komentarze

Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości