Wiadomości

SOR w Gorzowie niewydolny po gołoledzi. „Armagedon” i kilka godzin czekania

26 stycznia 2026, 15:45, Anna Kluwak
fot. Weronika Jaworska
Gołoledź sparaliżowała Gorzów, a jej skutki widać dziś najmocniej na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Od rana na SOR trafiają dziesiątki mieszkańców z urazami po upadkach. - To jest sytuacja kryzysowa – przyznają wprost ratownicy medyczni ze szpitala.

Od wczesnych godzin porannych oblodzone chodniki i jezdnie w Gorzowie zamieniły się w lodowisko. Efekt? Lawina zgłoszeń i pacjentów, którzy po poślizgnięciach trafiają na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim. Do godziny 14 sytuacja znacząco się pogorszyła.

„Nasi pracownicy mówią wprost: armagedon”

- Do świtu było około 10 pacjentów, a teraz mamy ich około 60. Kolejni dojeżdżają. Zdarzało się, że jednocześnie podjeżdżały cztery karetki. To jest sytuacja kryzysowa - mówi Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie.

Jak podkreśla, tak trudnego dnia personel nie pamięta od dawna. Na SOR trafiają głównie osoby, które przewróciły się na oblodzonych chodnikach, schodach i jezdniach.

Złamania, zwichnięcia, urazy głowy

- To są urazy głowy, kończyn, miednicy. Typowe sytuacje, gdy pacjent upada do tyłu i próbuje się asekurować. Najwięcej jest złamań rąk i nóg, są zwichnięcia, wypadnięcia barku – wylicza Trzciński. Jak dodaje, szczególnie niebezpieczne są urazy głowy. - Takich przypadków też mamy i staramy się od razu wykonywać badania obrazowe, żeby wykluczyć poważniejsze obrażenia.

Choć jak zaznacza - nie wszystkie przypadki są ciężkie, dla wielu pacjentów oznacza to wielotygodniową rekonwalescencję.

Czas oczekiwania wydłużony nawet trzykrotnie. „SOR jest w tym momencie niewydolny”

Przy takiej liczbie poszkodowanych problemem staje się przede wszystkim diagnostyka. - Czas oczekiwania wydłużył się dwu-, a nawet trzykrotnie. Mamy określoną przepustowość, zwłaszcza jeśli chodzi o tomografię czy rezonans. Prosimy pacjentów o cierpliwość - mówi rzecznik szpitala.

Podobnie sytuację opisują ratownicy medyczni pracujący na miejscu. - Sytuacja wygląda dramatycznie. Mamy mnóstwo pacjentów urazowych, około 60 osób, co jest raczej niespotykane. SOR jest w tym momencie niewydolny, a czas oczekiwania sięga kilku godzin - przyznaje Wojciech Brandt, ratownik medyczny Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

Jak dodaje, niemal każdy uraz głowy wymaga wykonania tomografii. - To sprawia, że obsługa się przeciąga, mimo że zaangażowano dodatkowe siły.

„Czekam już ponad cztery godziny”

Na korytarzach SOR-u czekają pacjenci, którzy poślizgnęli się w drodze do pracy lub podczas codziennych czynności. Jedna z kobiet przyznaje, że czeka już ponad cztery godziny.

- Fakt, że obsługa jest w miarę tutaj zorganizowana, ale mimo wszystko jest dużo pacjentów i długo się czeka. W tej chwili mam czekać powyżej czterech godzin - mówi jedna z pacjentek. Jak dodaje, warunki na zewnątrz są bardzo trudne. - Przede wszystkim nawet przejście z jednego chodnika na drugi to tragedia, bo wszędzie jest ślisko.

Kobieta podkreśla, że nie poślizgnęła się na chodniku, lecz na jezdni. - Upadłam na jezdni. Dobrze, że byli panowie obok, pomogli mi wstać i posadzili na murku. Potem zadzwoniłam do dzieci i przywieźli mnie tutaj - relacjonuje.

Druga z pacjentek trafiła na SOR po tym, jak jej stan zaczął się pogarszać kilka godzin po upadku. - Ja jeszcze czekam krótko, ale z tego co widzę, to jest powyżej czterech godzin czekania - mówi. Kobieta opisuje, że do urazu doszło wcześnie rano, w drodze do pracy. - O piątej rano uderzyłam głową o asfalt. Jezdnie są jako tako rozjeżdżone, ale chodniki… nic nie jest ogarnięte - dodaje.

Jak relacjonuje, początkowo pojechała do pracy, jednak z czasem jej stan się pogorszył. - Pojawiły się typowe objawy wstrząśnienia mózgu. Wezwałam taksówkę i przyjechałam, bo obawiam się krwawienia po silnym uderzeniu w głowę - tłumaczy.

Pacjentka zaznacza, że mimo długiego oczekiwania rozumie sytuację na oddziale. - Jest pełno ludzi, każdy cierpi, każdy jest z czymś. Trzeba czekać. W każdej chwili, jeśli ktoś poczuje się gorzej, może podejść i zgłosić to personelowi - mówi.

Zarówno dyrekcja szpitala, jak i personel medyczny apelują do mieszkańców Gorzowa i okolic o maksymalną ostrożność. - Zostańcie w domu, jeśli nie musicie wychodzić. To wyjątkowo trudny dzień i robimy wszystko, co możemy, ale każdy kolejny upadek to kolejne osoby, które muszą czekać na pomoc - podkreślają ratownicy.


Podziel się

Komentarze

Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości