Wracamy do tematu podpalenia kantoru przy autostradzie A2 w Świecku, tuż przed granicą z Niemcami do którego doszło w marcu 2025 roku. W nocy zamaskowany mężczyzna wtargnął do kantoru wymiany walut, zażądał pieniędzy, a gdy ich nie dostał - oblał wnętrze łatwopalną cieczą ropopochodną i podpalił.
W środku była pracownica kantoru, która została uwięziona w płomieniach. Mimo poparzeń rąk i nóg zdołała wydostać się z budynku i dotrzeć na pobliską stację paliw po pomoc. Kobieta trafiła do szpitala z poparzeniami obejmującymi około 20 procent powierzchni ciała. Pożar całkowicie zniszczył budynek kantoru wraz z wyposażeniem i banknotami o wartości 518 800 zł.
Natomiast w czerwcu w Boczowie doszło do kolejnego napadu. Według ustaleń śledczych, ten sam mężczyzna wszedł do kantoru, groził właścicielowi przedmiotem przypominającym broń palną i rozlał wewnątrz substancję ropopochodną. Zażądał wydania pieniędzy, ale gdy pracownik stawił opór - uciekł, nie zabierając gotówki.
W lipcu policjanci z Sulęcina zatrzymali 51-letniego Piotra J., kierowcę transportu międzynarodowego. Mężczyzna usłyszał zarzuty i został tymczasowo aresztowany.
W połowie grudnia Prokurator Rejonowy w Sulęcinie skierował do Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim akt oskarżenia przeciwko Piotrowi J. Oskarżony odpowie za usiłowanie zabójstwa, usiłowanie rozboju oraz zniszczenie mienia znacznej wartości.
Akt oskarżenia obejmuje również zniszczenie mienia znacznej wartości. W wyniku podpalenia kantoru w Świecku spaleniu uległ budynek wykonany z blachy, jego wyposażenie oraz banknoty w różnych walutach.
Straty oszacowano na 8 800 zł na szkodę Katarzyny B. oraz 363 442,33 zł na szkodę spółki Waluty Świata.
- Przesłuchany w charakterze podejrzanego Piotr J. przyznał się do napadów rabunkowych, jednak nie przyznał się do usiłowania pozbawienia życia kasjerki. Dodał, że jego czyny były motywowane problemami finansowymi. Wyjaśnił też, że nie miał zamiaru skrzywdzenia kasjerki, w szczególności nie usiłował pozbawić jej życia. Stwierdził, że przypadkowo, ze zdenerwowania pstryknął zapalniczką, ale nie wiedział, że dojdzie do podpalenia uprzednio rozlanej łatwopalnej cieczy - opowiada prokurator Mariola Wojciechowska-Grześkowiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie.
W tej części wyjaśnień prokurator nie dał wiary oskarżonemu. Po zasięgnięciu opinii biegłych z dziedziny pożarnictwa ustalono, że ramy czasowe od rozlania cieczy do jej zapłonu wykluczają możliwość przypadkowego wzniecenia pożaru. Zdaniem śledczych wersja Piotra J. stoi w rażącej sprzeczności z ustaleniami śledztwa.
Piotr J. nie był wcześniej karany sądownie. Pracował jako kierowca w transporcie międzynarodowym. Obecnie przebywa w areszcie tymczasowym.
Mężczyźnei grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Zobacz, jak wygląda Gorzów teraz – kamera na żywo