Porwanie dziecka jest łatwe. Szokujący eksperyment w gorzowskich przedszkolach

31 maja 2021, 16:24
fot. Piotr Wleklik
Porwanie dziecka jest dużo prostsze, niż nam się wydaje. Udowodniła to gorzowska reporterka Polsat News, która w poniedziałek przeprowadziła eksperyment w dwóch przedszkolach na terenie Gorzowa. Reporterce udało się "uprowadzić" z placu zabaw kilkoro dzieci. Tylko jeden chłopiec odmówił i uciekł.

W ostatnich dniach cała Polska żyła tematem śmierci i uprowadzenia 11-letniego Sebastiana z Katowic. Chłopiec został porwany z placu zabaw, a następnie zamordowany przez 41-letniego mężczyznę. Po tych tragicznych wydarzeniach wiele mówiło się o bezpieczeństwie dzieci i o tym, jak je uchronić przed porwaniem. 

Dlatego też tuż przed Dniem Dziecka dwa gorzowskie przedszkola - Przedszkole Miejskie nr 10 przy ul. Lelewela oraz Przedszkole Miejskie nr 17 przy ul. Maczka wspólnie z gorzowską ekipą Polsat News, przeprowadziły eksperyment, który miał sprawdzić czy rodzice rozmawiali z dziećmi i jakie są tego efekty. Po uzyskaniu zgody rodziców oraz wydziału edukacji Urzędu Miasta Gorzowa, reporterka przekonywała dzieci, bawiące się na placu zabaw, aby poszły z nią zobaczyć w samochodzie króliczka, pieska, na lody czy po klocki lego. Na udział w eksperymencie wytypowano 10 dzieci, których rodzice oczywiście wcześniej wyrazili na to zgodę. Natomiast same maluchy o niczym nie miały pojęcia.

Wyniki tego eksperymentu są szokujące. Aż 9 na 10 dzieci bez żadnego zastanowienia się i poinformowania przedszkolanki o tym, że idą gdzieś z obcą osobą, brały reporterkę za rękę i szły z nią w kierunku wyjścia z placu zabaw. Tylko jeden chłopiec odmówił i uciekł.

- Okazało się, że otwartość dzieci, ciekawość świata, łatwość nawiązywania kontaktów to także zagrożenia. Trzeba o nich rozmawiać i tłumaczyć. Z dwóch placówek po krótkiej rozmowie , w sumie chciało ze mną wyjść dziewięcioro na dziesięcioro dzieci. Tylko jeden chłopiec o imieniu Hubert odmówił, nie chciał ze mną rozmawiać i zdecydowanym krokiem odszedł. Ale inna dziewczynka powiedziała „to ja mogę pójść”. Chłopiec tłumaczył później, że o bezpieczeństwie rozmawiali z nim rodzice i wiedział, że nie może rozmawiać z nieznajomymi. Z kolei jedna dziewczynka, kiedy zapytałam się czy nie musi powiedzieć pani o tym, że ze mną wychodzi, od razu odpowiedziała, że nie i wzięła mnie za rękę – opowiada Dorota Wleklik, gorzowska reporterka Polsat News.

Wniosek jest jeden - dziecko można porwać nawet w kilkadziesiąt sekund. Bez krzyków i scen budzących jakiekolwiek wątpliwości, nawet wśród obserwujących dorosłych. Dlatego też po eksperymencie, odbywało się spotkanie z całą grupą dzieci, w którym uczestniczyły wychowawczynie, dyrekcja oraz reporterka, aby wytłumaczyć się co się stało i jak na przyszłość się zachowywać w podobnych sytuacjach. 

- Obie panie dyrektor były bardzo zaskoczone, wręcz zdziwione łatwością tego kontaktu, szybką reakcją dzieci, które zostawiały piłkę lub zabawkę i zrywały się do wyjścia, podając rękę nieznajomej osobie – podkreśla reporterka Polsat News.

Również policjanci apelują, aby edukować dzieci od najmłodszych lat i uczyć je, jak zachować się w kryzysowych sytuacjach. - Dzieci ze swojej natury są ufne i bardzo często nieświadome czyhającego na nie zagrożenia. Czujność dzieci dużo łatwiej można osłabić, kiedy tzw. „wabikiem” jest młoda kobieta, a kiedy dodatkowo ma ze sobą „chorego pieska”, którego trzeba wspólnie przenieść do samochodu, to niestety nawet najbardziej wyedukowane dzieci zapominają o czujności. Dlatego mając tą wiedzę powiedź dziecku, że „żaden dorosły nie będzie potrzebował pomocy przypadkowego dziecka w takiej sytuacji” i że nigdy z obcym nie wolno wsiadać do samochodu lub iść do domu. W ostateczności, jeżeli doszłoby do sytuacji, że dziecko zostanie zaatakowane fizycznie i ktoś będzie usiłował je gdzieś wciągnąć ważne, aby nie bało się drapać, kopać, gryźć i oczywiście krzyczeć wzywając pomocy. - czytamy na profilu Z pamiętnika policjantki.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x