Rodzina nie wierzy w winę Kamila [wideo]

31 marca 2017, 20:34, Anna Warchoł
fot. Marcin Kluwak
W piątek do gorzowskiej prokuratury został doprowadzony 26-letni Kamil K., partner 29-letniej Justyny K., matki małej Hani, która w ciężkim stanie trafiła w środowy wieczór do szpitala. Rodzina mężczyzny podkreśla, że jest niewinny.

Jak podkreśla prokuratura - zebrany materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 26-letniemu Kamilowi K. zarzutu związanego ze spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz zarzutu znęcania psychicznego i fizycznego. To wszystko miało się dziać między 20 listopada 2016 roku, a 29 marca 2017 roku. Matka dziecka została przesłuchana w charakterze świadka, nie postawiono jej żadnych zarzutów i kobieta została zwolniona do domu.

Prokurator zawnioskował o 3-miesięczny areszt 26-latka, a sąd przychylił się do tego wniosku. Kamil K. w drodze do sądu był pytany przez nas o to czy skrzywdził Hanię. Mężczyzna twierdził że tego nie zrobił. W jego niewinność wierzy też jego siostra Joanna z mężem Piotrem.

W czasie, kiedy w sądzie na Chopina trwało posiedzenie aresztowe Kamila K., to domu Joanny i Piotra przyjechała Justyna K. - kobieta chciała zabrać swoją drugą córkę, 6-letnią Oliwię. Dziewczynka od środy była pod opieką rodziny Kamila, która miała prawo do opieki nad dzieckiem.

O tym, co wydarzyło się w domu rodziny, opowiadał Piotr, szwagier Kamila. - Justyna wpadła do naszego domu jakby nigdy nic, razem ze swoją siostrą i matką. Używała wulgaryzmów przy dzieciach, a jej siostra była bardzo agresywna. Kobiety wezwały policję, bo nie chcieliśmy oddać Oliwki w ich ręce. Dziecko było przerażone i nie chciało jechać z matką. Kiedy policjanci przyjechali na miejsce i zobaczyli pismo od opieki społecznej, że mamy tymczasową opiekę nad dzieckiem, pozwolili pozostanie dziecka w naszym domu. Na wyjściu siostra Justyny odgrażała się, że wróci po dziewczynkę, dlatego też pod naszymi oknami jeździ cały czas policja, bo się po prostu boimy – opowiada mężczyzna.

Joanna i Piotr znają Justynę K. od 6 lat. Pamiętają, że kobieta kiedyś uderzyła swoją córkę Oliwię, kiedy ta miała dwa miesiące. Z kolei 2-letnia Hania była niechcianym dzieckiem Justyny. Mężczyzna wspomina, że jak tylko Hania się urodziła, to kobieta miała już podpisane papiery, że chce zostawić dziecko w szpitalu. Dopiero jej siostra namówiła, aby Hania z nią została.

Dlatego też Piotr nie wierzy w to, aby jego szwagier mógł pobić Hanię, bo ma też dwójkę swoich dzieci z poprzednią partnerką i nigdy w życiu nie podniósł ręki na żadne dziecko. - Nie mieści mi się w głowie to, że Justyna nie ma postawionych zarzutów. Gdyby dochodziło nawet do przemocy w domu, to przecież Oliwia powiedziałaby że tata ją bije. Opowiadała za to, że w domu dziadków dochodziło do przemocy – komentuje Piotr.

W środę, kiedy doszło do tragedii i 2-letnia Hania trafiła do szpitala, to osobą która wezwała pogotowie był właśnie szwagier Kamila. - W ten wieczór przyjechała do mnie Justyna z Oliwią i pojechaliśmy na zakupy. W pewnym momencie zadzwonił do mnie Kamil, który był bardzo rozhisteryzowany. Twierdził, że kiedy wyszedł do toalety dziecko wypadło mu z wózka. Przez telefon słyszałem płacz dziecka. Od razu pojechałem na Słoneczną razem z Justyną. Na miejscu zobaczyłem, że Hania leży na łóżku, wtedy od razu sprawdziłem czy dziecko ma puls i zadzwoniłem po pogotowie. W międzyczasie dojechała moja żona. Kiedy jechaliśmy do szpitala, to Justyna nie uroniła ani jednej łzy, była niewzruszona. Natomiast moja żona cały czas płakała – wspomina szwagier oskarżonego mężczyzny.

Piotr podkreślał, że do obrażeń Hani doszło znacznie wcześniej. Rodzina Kamila K. zapowiada, że będzie walczyć o uniewinnienie 26-latka.  


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości