Wiadomości

Ponad 1 mln zabitych ptaków i 13 tys. ton obornika

23 lutego 2017, 10:06, aw
Służby wojewody okrzyknęły sukces, jeżeli chodzi o walkę z ptasią grypą w okolicach Gorzowa. Oczywiście nie wszystko w rzeczywistości było takie piękne, jak przedstawiono to podczas specjalnej konferencji.

Wirus ptasiej grypy pod Gorzowem od samego początku wywoływał spore emocje. Pierwsze ognisko wykryto na początku grudnia w Deszcznie, później zarażonych ferm było już kilkanaście i to w różnych miejscach. Łącznie w powiecie gorzowskim wykryto 16 ognisk ptasiej grypy.

Łącznie w fermach zagazowano 1 076 283 sztuki ptaków. To wszystko dało ponad 6 tys. ton martwych kur, kaczek, indyków czy gęsi, które trzeba było przewieźć do miejsca utylizacji. Takich punktów było w całym kraju 5 – w miejscowości Ciepielówek w województwie lubuskim, Śmiłowo w województwie wielkopolskim, Olszówka w województwie kujawsko-pomorskim, Danielów w województwie łódzkim i Gołcza w województwie małopolskim. Do tego celu wykorzystano 167 ciężarówek, które przejechały w 62 konwojach pod nadzorem policji. Ciężarówki wiozące zabite ptaki były pilnowane przez ponad 8 tys. policjantów, a do tego celu użyto 3,4 tys. radiowozów, którymi przejechano 218,9 tys. kilometrów. Koszt całego przedsięwzięcia to 54 mln zł. 

Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

Najwięcej emocji spowodowała jednak wywózka obornika, który został składowany w dwóch miejscach – w miejscowości Łupowo w gminie Bogdaniec oraz w Wysokiej w gminie Lubiszyn. Oczywiście lokalizacje były nieprzypadkowe, bo należały wcześniej do Kurii Biskupiej od której ziemię w grudniu 2016 roku wydzierżawił prywatny przedsiębiorca. Składowanie obornika z ferm,gdzie wykryto ptasią grypę w Łupowie i Wysokiej spowodowało protesty mieszkańców. Niestety na nic się zdały argumenty ludzi, bo władza dalej robiła swoje i wzywała patrole policji, kiedy trzeba było rozgonić protestujące osoby. Łącznie do Łupowa i Wysokiej trafiło 13,4 tys. ton odpadów.

Kolejną sprawą, która zbulwersowała właścicieli gospodarstw, ale tych małych, przydomowych – było zabicie ich drobiu oraz zostawienie go przez kilka dni w oborze. W niedzielę 12 lutego do redakcji portalu gorzowianin.com odezwali się właściciele przydomowych gospodarstw z Łagodzina i Krasowca, którzy opowiedzieli o całej sytuacji. Drób został zabity w środę 8 lutego, a został odebrany dopiero we wtorek 14 lutego po naszej interwencji i wizycie w gospodarstwie Krasowcu.

Natomiast podczas konferencji prasowej wicewojewoda Robert Paluch stwierdził, że to wszystko jest nieprawdą, a właściciele gospodarstw wyolbrzymili sprawę, bo martwe ptaki leżały tylko od piątku 10 lutego do poniedziałku 13 lutego i przecież nic wielkiego się nie stało. Owszem stało się, ale nikt oczywiście oficjalnie się do tego nie przyzna. Jeżeli chodzi o przydomowe gospodarstwa, gdzie drób był zdrowy, to zabita tam łącznie blisko 10 tys. sztuk ptaków.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

Fotoreportaż



Podziel się

Komentarze

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości