Rozkładające się ciała zabitych kur pozostawione gospodarzom

12 lutego 2017, 15:07, aw
Po kilka dni leży zagazowany drób w przydomowych gospodarstwach pod Gorzowem. To spory problem dla mieszkańców, którzy nie wiedzą co robić, bo nikt nie odbiera zabitego ptactwa - a to zaczyna śmierdzieć.

Wydawałoby się, że problem ptasiej grypy nie dotyczy już mieszkańców gminy Deszczno i gmin ościennych. W końcu całe ptactwo z terenu zapowietrzonego i zagazowanego zostało wybite – zarówno te z wielkich hodowli, jak i przydomowych gospodarstw. Jednak nic bardziej mylnego.

Właściciele ferm mają już ptasią grypę z głowy, bo drób został wybity i wywieziony, a na konta wpłynęły pierwsze pieniądze z odszkodowań. Teraz martwić się muszą osoby, które w swoich przydomowych gospodarstwach mają niewielkie ilości kur czy gęsi.

Do naszej redakcji na kontakt@gorzowianin.com napisała pani Ela, córka jednej z właścicielek takiego małego, przydomowego gospodarstwa w Łagodzinie. Jej mama trzymała 120 kur na własny użytek. Niestety, drób musiał zostać zabity, ponieważ znajdował się w strefie zapowietrzonej. Owszem, ptactwo zostało zagazowane, ale na tym koniec.

- Kury zostały zagazowane w środę. Jednak do tej pory nikt ich nie odebrał i zostawili je w oborze. Z tego co wiem, miały być popakowane w worki, jednak osoby gazujące je, nie zrobiły tego. Z kolei w piątek przyjechał pan po odbiór, ale ostatecznie ich nie zabrał, bo nie były w workach. Okazało się, że osoba zabierająca kury, nie pakuje ich w worki, tylko ma je już w tych workach zabrać – opowiada właścicielka gospodarstwa z Łagodzina.

Jak przyznaje, zabite kury leżą w oborze, jednak na dworze unosi się już ogromny smród. Nawet osoby przechodzące obok drogą zwracają uwagę na fetor rozkładających się ciał kur. - Teraz są minusowe temperatury, zabite kury są częściowo zamarznięte, a i tak to wszystko zaczyna się rozkładać i śmierdzieć. Co to dopiero będzie jak przyjdzie odwilż? - pyta się w liście do naszej redakcji pani Ela.

Służby weterynaryjne na telefony gospodarzy rozkładają ręce - natomiast w sobotę już nikt nie nawet odbierał . Gospodarze chcieliby pozbyć się już padłych kur, ale sami nie mogą tego zrobić i czekają na jakąkolwiek pomoc i zajęcie się sprawą.

- Boję się o dzieci mojej córki, które biegają po podwórku. Nawet sama staram się nie wychodzić na dwór, bo smród jest niesamowity. Mam nadzieję, że przez to nie wybuchnie jakaś większa epidemia – martwi się właścicielka gospodarstwa i przyznaje, że problem zagazowanego drobiu, który nie został odebrany dotyczy również kilku innych miejscowości.

Zagazowane ptactwo, które rozkłada się i śmierdzi, to problem dotyczący m.in. Dzierżowa. Tam również pozostawiono gospodarzom na głowie zabity drób, który leży niepopakowany i rozkłada się.

Właścicielka gospodarstwa z Łagodzina nie zamierza odpuszczać i w poniedziałek ma zamiar dalej dzwonić do lekarza weterynarii, aby ktoś w końcu zabrał te śmierdzące zwłoki kur. Również nasza redakcja skontaktuje się w tej sprawie z lekarzem weterynarii oraz wojewodą.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości