Lubuscy "Misiewicze" są tu od dawna...

28 września 2016, 14:39, Robert Bagiński/nadwarta.blogspot.com
"Misiewicze" bulwersują, ale nad Wartą wszyscy do nich przywykli już lata temu. Co więcej, oni tu mieszkali od dawna, choć nigdy jeszcze nie objawili się w takiej ilości jak obecnie. Traktowanie instytucji publicznych jako „łupu” jest domeną wszystkich partii politycznych, a zatem - krytykując Prawo i Sprawiedliwość – nie można zapominać o tym, co wyprawiali poprzednicy.

Inna sprawa, że „dobra zmiana” miała przynieść również zmianę standardów, a te zostały „zrewitalizowane” radykalizmem w promowaniu lokalnych „Misiewiczów”. Niewykluczone, że w tej dyscyplinie PiS pobił dotychczasowe rekordy a problem partii Elżbiety Rafalskiej w Lubuskiem polega na tym, że chce pokazać nową jakość, przy pomocy starych działaczy, którzy patologie polityków Platformy Obywatelskiej twórczo rozwinęli.

W utrwalaniu „dobrej zmiany” w Gorzowie i Zielonej Górze, politycy PiS-u korzystają ze wskazówek klasyków, a dokładniej Włodzimierza Ilicza Lenina, który twierdził, że „najważniejsze są kadry”, za nic mając przestrogi Jarosława Kaczyńskiego. „Zagrożenie ,które jest przed nami: możemy się potknąć o własne nogi” – powiedział w piątek w podwarszawskiej Jachrance.

Lubuscy działacze PiS-u, chcą najwyraźniej upiec kilka pieczeni przy jednym partyjnym ognisku: zmniejszyć bezrobocie wśród działaczy, podnieść PKB na członka partii, wspomóc wykluczonych zawodowo – by nie musieli dorabiać w biurze europosła (Tomasz Rafalski, Sebastian Pieńkowski) – oraz wesprzeć całe rodziny inżynierią polityczno-samorządową: Mirosław Rawa dostaje posadę w oddziale państwowej spółki i radzie nadzorczej K-SSSE, a jego żona nominację na Lubuskiego Kuratora Oświaty, ale w zamian za to rezygnuje z mandatu radnego, robiąc w ten sposób miejsce synowi minister Rafalskiej - Tomaszowi Rafalskiemu.

Taktyka wydaje się więc prosta jak budowa cepa. „Kasa misiu kasa” – mawiał selekcjoner polskiej reprezentacji piłki nożnej. Inaczej mówiąc: skoro taka szansa zdarza się raz na ćwierć wieku – a latka szybko lecą – to nic, tylko skorzystać z okazji, ustawiając na publicznym najbliższych. Krótsza lub dłuższa obecność na stanowiskach w agencjach i w spółkach, pozwala „odkuć się” lokalnym „Misiewiczom”, po chudych latach, gdy musieli pracować na wolnym rynku.

Czystki i nominacje, a szczególnie ich tempo, w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Agencji Nieruchomości Rolnych, gdzie dyrektorskie posady otrzymali m.in. szef struktur powiatowych PiS Sebastian Pieńkowski, a także sekretarz PiS w Krośnie Odrzańskim Andrzej Rochmiński pokazują, że w „księstwie” minister Rafalskiej nie ma żadnych ograniczeń. W pełnym majestacie prawa i bez konkursów, pracę w tych agencjach dostało wielu innych „Misiewiczów” – od szefa powiatowego PiS w Sulęcinie Zenona Fabianowicza zaczynając, a na Romanie Jabłońskim kończąc.

Nominacje pokazują pewną „kastowość” wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości, a także podział na działaczy lepszych i gorszych. „Biali o aryjskich” – czytaj PiS-owskich – rysach twarzy, otrzymali dobrze płatne posady w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim (Roman Sondej, Robert Paluch, Władysław Dajczak), agencjach i spółkach, a ci będący „misiewiczowskimi metrami z Sevres” ochłapy w inspekcjach i administracji niższego szczebla, gdzie pensje są dwu i trzykrotnie niższe: Jan Kaźmierczak oraz Krystian Norek w Inspekcji Handlowej, a Dariusz Obiegło w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Temu ostatniemu nie można zarzucić cynizmu, bo jest osobą ze wszech miar uczciwą i pokazał to jako wieloletni szef Schroniska Brata Alberta, ale do zarządzania ZUS-em potrzeba większych kwalifikacji, bo Bartłomiejowi Misiewiczowi dobrych i szczerych intencji również nie brakowało.

Te „niechlebowe” posady – mniej atrakcyjne finansowo niż prezesostwo K-SSSE dla Krzysztofa Kielca, wiceprezesura dla Stanisława Iwana czy rada nadzorcza dla Bogdana Bakalarza – to dla takich działaczy jak Kaźmierczak, Norek czy Obiegło, życiowy awans. Trochę narzekają po cichu, ale wyboru nie mieli, bo „lepszy rydz, niż nic”.

"Misiewicze" są obecni również w mediach, a dyrektorowanie publicznej TVP Gorzów przez radnego PiS-u Roberta Jałowego - który "zawiesił" członkostwo w partii - tylko to potwierdza. "Przypadkowo po wyborach pięciu radnych gorzowskiego PiS-u dostało dobrze płatne posady w administracji i spółkach" - powiedział w Radiu Gorzów eksposeł, radny Nowoczesnej i sędzia Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Wierchowicz.

Jeśli jednak szukać idealnego „Misiewicza” w Lubuskiem, to typ może być jeden i jest lepszy niż „oryginał”: 24-letni Paweł Ludniewski, asystent minister Rafalskiej, który tym różni się od B. Misiewicza iż ten pracy się nie bał i ma staż zawodowy z apteki w Łomiankach, a Ludniewski nigdy i nigdzie nie pracował. Teraz jest dyrektorem ministerialnego gabinetu politycznego, a także szefem klubu radnych PiS, mimo iż mandat otrzymał w wyniku „inżynierii politycznej” – a więc rezygnacji Krzysztofa Kielca, po nominacji do państwowej spółki. Gdyby tylko ktoś zechciał go jeszcze odznaczyć czymkolwiek, przebiłby oryginalnego Misiewicza we wszystkim.

To chyba największy paradoks, że partia założona przez autora formuły TKM – a więc „Teraz Kur...a My” – krytykująca ruchy kadrowe Akcji Wyborczej Solidarność, po wielu latach system TKM rozbudowała w Lubuskiem do monstrualnych rozmiarów.

Niestety otwarte buzie polityków Platformy Obywatelskiej nie pomagają w krytyce poczynań Prawa i Sprawiedliwości, bo jednak mianowanie Lubuskim Kuratorem Oświaty niezwykle kompetentnej Ewy Rawy, to jakościowa zmiana w odniesieniu do nominacji bez konkursu na stanowiska kierownicze dla córek poseł Krystyny Sibińskiej i ważnego radnego wojewódzkiego PO Leszka Turczyniaka, syna wojewody Heleny Hatki czy szwagra byłego szefa Sejmiku Wojewódzkiego Tomasza Mozejki.

Misiewicze wiecznie żywi i obecni na lubuskiej ziemi od dawna...


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x
-->