Bagietka z zakalcem: Radni "wypięli" się na teatr...

1 września 2016, 12:56, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
W kolejnym odcinku telenoweli pt. „Bagietka z zakalcem” Robert Bagiński opisuje sytuację, jaka miała miejsce podczas ostatniej sesji rady miasta. Chodzi o dofinansowanie kwotą 40 tysięcy złotych remontu ogrodzenia wokół teatru.

„Wieśniactwo” nie jest kategorią geograficzną, lecz socjologiczną – można być radnym miejskim, ale o mentalności „wsioka” dla którego wydarzeniem kulturalnym jest „potupajka”, darmowa „wyżerka” po Grand Prix, bijatyka lub pożar. To wiedzą już wszyscy. Dlatego nie jest łatwo określić, gdzie w politycznym światku kończą się w Gorzowie retoryczne popisy prowincjonalnych mówców, a zaczynają funkcjonować przejawy głębokiego kryzysu kultury. Trudno określić, kto jako pierwszy powiedział: „Co za dużo, to niezdrowo”, ale pewne jest, że miał rację. Dyskusja gorzowskich polityków na temat wsparcia niewielką kwotą ważnej instytucji kultury - na przekór tematyce i dziedzinie - bardzo mało miała wspólnego z kulturą, a nawet polityczną pragmatyką.

Na próżno wśród większości gorzowskich radnych szukać ludzi oczytanych – stąd roczna dotacja dla biblioteki na zakup książek to jedynie 13 groszy na mieszkańca – ale dziwić powinno, że nie doceniają oni roli teatru i wypowiadają otwartą wojnę marszałek Elżbiecie Polak, której administracja tylko w tym roku przekazała na rewitalizację gorzowskiego Teatru im. Juliusza Osterwy kwotę 2 milionów złotych, a w latach poprzednich od 2013 roku było to ponad 2 565 000 zł.

„W teatrze dokonywany jest właśnie istotny remont i pojawił się problem z ogrodzeniem, które należy do miasta. Wiem, że wiceprezydent Radziński spotkał się w tej sprawie z marszałek Polak i chodzi o niewielką kwotę 40 tysięcy złotych, by odnowiony teatr miał również odnowione ogrodzenie. Czy są już jakieś decyzje w tej sprawie ?” – zagadnął pod koniec środowej sesji uznany prawnik, radny i lider Nowoczesnej Jerzy Wierchowicz.

Wyjaśnić ślepcowi rolę kolorów, a głuchemu funkcję nut, nie jest łatwo. Nikogo więc nie powinno dziwić, że postulat radnego Wierchowicza nie spotkał się ze zrozumieniem i entuzjazmem – chociaż 40 tysięcy w konfrontacji z prawie 2 milionami na prezydenckie „potupajki” to kropla w morzu – ale wycieczkami politycznymi, które w niczym miastu na pewno nie pomogą.

„Ogrodzenie jest na terenie teatru, a teatr otrzymał bardzo dużą dotację na remont i jest własnością marszałka. Zapewne z tak dużej dotacji może wyremontować ogrodzenie we własnym zakresie” – wypalił świeżo upieczony wiceprezydent Artur Radziński, a wtórował mu prowadzący obracy wiceszef Rady Miasta Jan Kaczanowski. „Tak, teatr jest marszałka i jak stać ich na finansowanie lotniska w Babimoście, to stać też na remont ogrodzenia” – skwitował Kaczanowski.

Pochwała postawy wiceprezydenta Radzińskiego i wiceprzewodniczącego Kaczanowskiego, byłaby zaproszeniem do „intrygującego” świata w którym kwitnie w najlepsze prostactwo i buractwo, a w którym z łatwością można dostrzec deficyt chociażby przeciętnej wrażliwości na kulturę i jej potrzeby. Symbolem kulturalnej wrażliwości tych panów, a także nowego stylu w podejściu do dbałości o instytucje kultury, jest bulwarowy „Janusz”, który - wypisz wymaluj- przypomina gorzowskie „elity” i jako ich ikona winien być traktowany.

Szkoda tylko, że to co nie mieści się z powodów intelektualnych w ich głowach i czego nie rozumieją – a więc sztuki, kultury i teatru – mają najzwyczajniej w świecie w dupie. Teatr jest im potrzebny, ale tylko wtedy, gdy odbywa się tam oficjalna akademia, są media i wymienia się ich z nazwiska. Reszta się nie liczy.

Takie kulturowe równanie gorzowskiej władzy ku brukowi, zapewne jeszcze wiele lat będzie stanowić składnik gorzowskiej polityki.

Przewodniczący Kaczanowski zarzuca marszałek Polak finansowanie lotniska w Babimoście, ale co będzie, jak ona zapyta się o wkład miasta w promocję finansowanych przez nią za prawie półtora miliona złotych połączeń kolejowych do Berlina ?


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości