Bagietka z zakalcem: PiS-owski zamach na samorządy?

28 sierpnia 2016, 21:00, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Tydzień temu było o zamachu na media, teraz o jawnym zamachu na samorządy. Znany gorzowski bloger – Robert Bagiński głośno zastanawia się, czy PiS zechce powrócić do dawnego sposobu wyboru prezydentów, burmistrzów i wójtów...

Nowa władza wszem i wobec głosi swoją tromtadracką propagandę o „dobrych zmianach”, które mają uleczyć państwo i politykę, ale trudno się w tym wszystkim doszukać czegokolwiek, poza próbą podporządkowania sobie wszystkiego i wszystkich. Prawo i Sprawiedliwość przygotowuje na jesień nowe otwarcie, ale wśród samorządowców obawy budzą dochodzące z politycznych stron postulaty, by powrócić do dawnego sposobu wyboru prezydentów, burmistrzów i wójtów…

...co byłoby poważnym krokiem w tył, a nawet zalegalizowaniem ułomnej sytuacji w której samorząd staje się domeną konkurujących ze sobą politycznych koterii i gangów. Pomysł jest więcej niż kontrowersyjny i szkodliwy, ale nie o rzeczowość i zasadność tu chodzi, lecz możliwość zdobycia tego, co od lat jest poza zasięgiem rządzącej dzisiaj Polską partii – władzy samorządowej.

„Bezpośrednie wybory to był istotny krok do przodu w uniezależnieniu samorządów od bieżącej polityki, a powrót do starych zasad, to powrót do , która charakteryzowała się wiecznymi awanturami, naciskami koalicji oraz podejmowaniem nieracjonalnych decyzji, by utrzymać się na stanowisku” – komentuje w rozmowie z Nad Wartą były prezydent Gorzowa, a obecnie wicemarszałek Tadeusz Jędrzejczak.

Jako namiastkę problemów, które mogłyby przyjść do samorządu wraz ze zmianą sposobu wyboru prezydentów miast, wskazuje prezydenta Jacka Wójcickiego. „Mając silny mandat dał się podporządkować partiom, a one chcą teraz decydować nawet o obowiązywaniu kodeksu pracy w Filharmonii Gorzowskiej, a gdyby mógł zostać przez radę odwołany, to byłoby jeszcze gorzej” – dodaje eksprezydent, dziś wicemarszałek.

Nie jest tajemnicą, że po reprywatyzacyjnych kontrowersjach w Warszawie, postulat powrotu do starych zasad, by można było odwołać włodarza miasta w sytuacji podejrzeń o nieprawidłowości – tu w politycznym castingu na „czarną owcę” wybrano już prezydent Warszawy – postulat tylko nabierze na wadze i znaczeniu.

Samorządowcy mają jednak wątpliwości.

„Zmiana władzy na bardziej kolegialną, a więc taką, która ma miejsce obecnie w powiatach, wcale nie musi oznaczać zmiany pozytywnej. Doskonale widać to na przykładzie powiatu słubickiego, że zbudowanie koalicji wcale nie musi być takie proste i może dojść do paraliżu jednostki” – mówi z kolei dla NW burmistrz Gubina Bartłomiej Bartczak, zaznaczając, że jedyną korzyścią byłoby „odspawanie” od stolków wójtów, których mieszkańcy wybierali siłą przyzwyczajenia. Ale i tu dostrzega zagrożenia. „Dziś wyborcy wybierają kogo chcą mieć w mieścia, a po zmianie tego wyboru dokonywaliby radni. Burmistrzem lub wójtem może zostać niekoniecznie najlepszy, ale najwygodniejszy dla danego układu” – dodaje burmistrz Bartczak.

Stanowczy sprzeciw samorządowców nie jest niczym dziwnym, bo nieformalny pomysł powrotu do starego trybu wyboru włodarzy miast, to dla praktykujących samorządowców wręcz aberracja. Swoje wie na ten temat były wicemarszałek województwa, później burmistrz Kargowej, a obecnie radny wojewódzki Sebastian Ciemnoczołowski.

„Gdyby to wdrożono, to burmistrz lub wójt będzie zakładnikiem radnych i nie będzie miał mandatu wyborców. Nie będzie tak suwerenny w swoich decyzjach, jak obecnie. Będzie rządził pod dyktando większości w radzie, która w większości gmin wynosi 8 głosów na 15. To niech PiS wprowadzi wybory Prezydenta Polski przez Sejm” – konstatuje Ciemnoczołowski.

Spór idzie więc o wizję państwa, a nowa władza chce przewrócić wszystko „do góry nogami” i zaprowadzić porządki w których Polska nie będzie stała samodzielnymi i uzbrojonymi w kompetencje oraz środki finansowe samorządami, lecz silnym rządem centralnym oraz układami, które szybko przekształcą się w „polityczne gangi”. Silne państwo PiS zmierza do osłabienia samorządów, chociaż nie od dziś wiadomo, że demokracja i społeczeństwo obywatelskie zaczyna się nie w partiach, ale w gminach i miastach.

„Trudno mi komentować dawną formułę, bo znam ją głównie ze słyszenia i przekazu kolegów samorządowców. W przypadku Lubniewic, niemal co sesję stawiany był wniosek o odwołanie Józefa Kruczkowskiego, a jego poprzednik odwołany został po zaledwie 100 dniach urzędowania. Jest więc tak, że niby przedstawiciele społeczeństwa mogliby szybciej wywierać wpływ na wójta, jest też ogromne niebezpieczeństwo w przypadku samorządów, gdzie interes partyjny bierze górę nad lokalnym” – to już opinia bardzo dobrze ocenianego wójta Lubniewic Tomasza Jaskuły.

Samorząd w wydaniu PiS-u, szybko może się okazać „atrapą” w której słaby prezydent, burmistrz lub wójt, będzie podporządkowany jeszcze słabszym działaczom partyjnym. Szybko zakróluje nieudolność i buta, mierność i wierność kadr poszczególnym koteriom.

„Szanuję swoją radę i mam w niej wszystkie uchwały 15:0, bo u nas nie ma miejsca na politykę, a po ewentualnych zmianach będzie polityka jak w sejmiku czy niektórych powiatach. Nic z tego dobrego nie wyjdzie” – mówi NW wójt Deszczna Paweł Tymszan.

A przecież pierwsze kroki w kierunku uzależniania samorządów od polityki zostały już zrobione. Dla samorządów groźna jest zmiana ustawy o Regionalnych Izbach Obrachunkowych, gdzie konkursy na prezesów ma ogłaszać premier i to właśnie rząd będzie miał w komisjach większość, a także przekazanie kuratoriom wpływu na obsadzanie dyrektorów szkół oraz decyzji w kwestii likwidacji placówek szkolnych.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości