Kat Mejdej zostanie skazany?

3 kwietnia 2016, 13:03, aw
W poniedziałek przed gorzowskim sądem zapadnie wyrok w sprawie Adama B., który na jesień 2015 roku bił metalową rurką psa powieszonego na drzewie, do momentu aż ten przestał skomleć. Mężczyźnie grozi do 3 lat więzienia.

Podczas poprzedniej rozprawy, która odbyła się 22 lutego – relację prosto z sądu możecie przeczytać TUTAJ – oskarżony do katowanie psa Adam B. przyznał się do winy. Mężczyzna mówił, że powiesił psa na drzewie i bił metalową rurką, bo ten zniszczył sąsiadowi kurtkę. Po kilku uderzeniach zostawił Mejdej, bo myślał, że już nie żyje. Oskarżony był arogancki, krzyczał na sali sądowej i czasami wręcz ubliżał świadkom. Nie chciał tez zbyt wiele mówić. Dużo za to mówili sami świadkowie zdarzenia.

Jednak sędzia Magdalena Kowalczyk zdecydowała, że do wydania ostatecznego wyroku potrzebni są kolejni świadkowie - policjantka, która przyjechała na interwencję; weterynarz, który chciał uśpić psa oraz lekarz weterynarii z lecznicy, gdzie przebywała Mejdej. Te zeznania mogą wiele zmienić w sprawie. Oskarżonemu Adamowi B. za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem grozi do 3 lat więzienia.

Rozprawa odbędzie się w poniedziałek 4 kwietnia o godz. 9 w Sądzie Rejonowym w Gorzowie przy ul. Chopina w Gorzowie. Zapraszamy śledzenia naszej poniedziałkowej relacji na żywo z sądu TUTAJ.

Przypominamy, że do dramatu zwierzęcia doszło na początku września we wsi Łośno. 53-letni Adam B. powiesił swojego psa za pomocą linki na drzewie i bił metalową rurką po głowie. Stan Mejdej był bardzo ciężki – miała ciężkie obrażenia głowy, w tym połamaną czaszkę, rany cięte, krwawienie z nozdrzy oraz sporo innych ran.  Dopiero po półtorej godzinie na miejsce zdarzenia przyjechał weterynarz. Jak zeznawał świadek – jeden z policjantów przybyły na miejsce lekarz wyciągnął strzykawkę i chciał uśpić psa. Policjant próbował przekonać weterynarza, aby ten zabrał psa swoim samochodem do lecznicy. Gdy spotkał się z odmową, zadeklarował, że zabierze Mejdej do lecznicy radiowozem. Dopiero wtedy udało się przekonać weterynarza, aby zabrał suczkę swoim autem. Mejdej długo dochodziła do siebie. Teraz przy boku nowej właścicielki jest pełna energii, radosna – nie przypomina już tej skatowanej psiny sprzed kilku miesięcy.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości