Śmierdzący problem w autobusach i tramwajach

1 lutego 2016, 17:30, red
Zima to czas, kiedy ten problem jest szczególnie odczuwalny – i to dosłownie. Żul w autobusie i tramwaju to rzecz wręcz naturalna, tak powszechnika jak umiejscowienie kasownika. Pół biedy, jeżeli osoba taka dba o higienę, ale to zdarza się niezwykle rzadko.

Każdy kto na co dzień korzysta z usług gorzowskiego MZK wie o czym mowa. Żule są wszechobecni, „podróżują” gdzie chcą i kiedy chcą. Poznać ich można po wyglądzie, ale to nie stanowi takiego problemu. Największym jak zapach, a raczej ogromny smród. Nie trzeba nawet szczególnie przyglądać się pasażerom, żeby wiedzieć że w tramwaju czy w autobusie znajduje się żul.

Sprawę opisał w e-mailu do naszej redakcji jeden z pasażerów, który codziennie podróżuje do pracy tramwajem linii 3. - Bezdomnych jestem w stanie tolerować, ale pijanych i zaszczanych żuli już nie – pisze czytelnik. Obowiązkiem przewoźnika powinno być zapewnienie komfortu pasażerom, którzy płacą za przejazd. - Płacę za bilet, więc wymagam – dodaje. Nasz czytelnik słusznie też zwraca uwagę, że samo bycie bezdomnym nie obliguje do zaniedbywania podstawowej higieny.

Codzienne obcowanie z żulami to niestety problem w wielu miastach. W Gorzowie kierowca ma prawo odmówić przewozu takiej osobie. Przypadki takie regulują odpowiednie przepisy. W rozdziale 2 przepisów porządkowych czytamy, że „pasażer […] mogący spowodować np. zanieczyszczenie pojazdu lub odzieży innych pasażerów, także uciążliwy lub zachowujący się agresywnie w stosunku do innych pasażerów, który nie stosuje się do wezwań obsługi pojazdu, personelu nadzoru ruchu komunikacji miejskiej lub osób uprawnionych do kontroli biletów, obowiązany jest opuścić pojazd na ich wezwanie na najbliższym przystanku”.

Od razu nasuwa się pytanie na ile skuteczne są te wezwania i czy w ogóle ktoś z obsługi reaguje, gdy do tramwaju, czy autobusu w siada żul. Według relacji naszego czytelnika, to przepis martwy, a kierowcy czy motorniczowie zajmują się „śmierdzącym problemem” dopiero na przystanku końcowym. Najczęściej wzywana jest policja, która też coś musi zrobić z takim „jegomościem” - opowiada nasz czytelnik

Radni Warszawy chcieli ostatnio usunąć podobny do naszego zapis w uchwale, na bazie którego osoby bezdomne, które były uciążliwe dla otoczenia, były wypraszane z pojazdów komunikacji miejskiej. Według nich zapis o osobach „budzących odrazę” jest dość kontrowersyjny. Po tym, jak jeden z portali internetowych napisał, że warszawscy radni chcą zezwolić bezdomnym na podróżowanie komunikacją miejską bez żadnych ograniczeń, szybko wycofano się z tego pomysłu. Ma forach internetowych zawrzało, pasażerowie wyrażali głośno swoje oburzenie. A jakie jest Wasze zdanie?


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x