Bywamy w Gorzowie: Indyjski raj w "Raj India"

31 stycznia 2016, 15:53, Dawid Zieleniak
Dzisiaj zawitaliśmy do jedynej w Gorzowie indyjskiej restauracji. Niewielki lokal mieszczący się przy ulicy Lutyckiej oferuje niespotykane doznania smakowe jakich na próżno szukać w popularnych fast-foodach czy chociażby sieciowych knajpach.

Przekraczając próg lokalu przy ulicy Lutyckiej przenosimy się do zupełnie innego świata. Przy samym wejściu powitał mnie uśmiechnięty od ucha do ucha kucharz, który jest z krwi i kości Hindusem. Do tego kompozycja wcześniej nie znanych zapachów unoszących się z kuchni zlokalizowanej w dolnej części restauracji. Na górę prowadzą nas dość strome schody, ale na szczęście oświetlone miniaturowymi świeczkami.

Sala konsumpcyjna to jeden większy stół do spotkań rodzinnych i trzy stoły dla maksymalnie czterech osób. Na ścianach hinduskie krajobrazy idealnie komponujące się z muzyką wydobywająca się z telewizora, na którym to zobaczymy utwory rodzimej (hinduskiej) produkcji.

Karta dań dość obszerna i samemu, bez pomocy obsługi trudno się połapać. Na szczęście obsługa w lokalu jako jedyna mówi po polsku i służy wyjaśnieniami. Dań do wyboru, do koloru – ceny również od kilku do kilkudziesięciu złotych. Ogólnie lokal tani nie jest, ale też jedzenie nie jest z dolnej półki marketu (przynajmniej tak nie smakuje).

Kulinarną ucztę rozpoczynam od przystawki. Po polsku nazywane pierogami – po hindusku to Samosa. Są to dwa kruche pierożki nadziewane warzywami. Bardzo dobrze przyprawione, wyśmienicie podane – palce lizać. Miłośnicy pikantniejszych potraw będą wniebowzięci.

Do dań z karty warto od razu poprosić o coś do picia. Tutaj oczywiście możemy zadowolić się colą, czy też fantą, ale jak już po hindusku, to koniecznie lassi. Jest to indyjski napój przyrządzany z jogurtu, wody i przypraw spożywany dla orzeźwienia w upalne dni. Mój wybór padł na lassi z bananem i cynamonem oraz na deser na lassi z mango. Napój doskonale ugasił ogień w ustach.

Po przystawkach, czas na pierwsze danie. Co do zupy z krewetkami, to można śmialo stwierdzić, że zarówno wygląd, jak i zapach zachęcał do spróbowania. Po pierwszej łyżce, było na początku czuć delikatnie warzywa, a następnie uderzał mocny smak indyjskich przypraw. Wszystko dopełniały krewetki, których kucharz nie żałował. Wydawało się, że tak mała porcja nie będzie wystarczająco sycąca, ale to były tylko pozory. Ogólnie całość na duży plus.

Teraz danie główne, ja zdecydowałem się na kurczaka curry. Dostałem na talerzu mały kociołek wypełniony kurczakiem i obok miseczkę ryżu. Zdziwi się jednak ten, kto pomyśli, że to ryż z torebek – duży i czasami niedogotowany. Ten był drobny – idealnie ugotowany i lekko doprawiony. Sam kociołek miał w środku kawałki piersi z kurczaka, kruche warzywa (głównie marchewkę) i sos. Kompozycja wręcz idealna, popijana wspomnianym lassi – niebo w gębie.

To tak naprawdę wierzchołek góry – dań w restauracji RAJ INDIA jest niesłychanie dużo – baranina, kurczak, kebab, naleśniki Dosa, Rotti z warzywami i do tego sałatki... do wyboru do koloru.

Fotoreportaż


1/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

1/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

2/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

2/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

3/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

3/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

4/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

4/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

5/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

5/5 Kuchnia indyjska w Gorzowie

Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x