"Szlag mnie zaraz trafi", czyli gorzowianie za kierownicą...

15 maja 2015, 18:54, MK
Ile razy zdarzyło się Wam przekląć za kierownicą? Ile razy staliście w długim korku i to zupełnie nie wiadomo z jakiego powodu? Są takie miejsca w Gorzowie, które lepiej omijać szerokim łukiem.

Najpierw miał być to ranking tzw. lewoskrętów. Nie można jednak powiedzieć, że na którymś ze skrzyżowań w Gorzowie stoi się dłużej w korku, niż na innym. Można co najwyżej policzyć w myśli ile to razy staliśmy w tym miejscu, w tym samym korku i ile to razy obiecywaliśmy sobie, że już tędy nie pojedziemy?

Tak, są takie miejsca w Gorzowie, w których zastanawiamy się głośno: „Co za baran to wymyślił”? Czasami łatwiej wsiąść jest w autobus czy tramwaj i przejechać zupełnie inną drogą, niż stać 10 minut przy problematycznym lewoskręcie.

Jeden z instruktorów nauki jazdy opowiadał kiedyś historię, jak to kursantka zawsze skręcała w prawo. Nigdy nie chciała pojechać w lewo. Krążyła po uliczkach tak długo, aż dotarła do celu. Powód był bardzo prozaiczny. Nie potrafiła poradzić sobie ze skrętem w lewo. Skręcając w lewo musimy ustąpić pierwszeństwa przejazdu tym po lewej i tym po prawej. Na dodatek musimy uważać na pieszych i rowerzystów. A jak do wyjazdu ze skrzyżowania „służy” tylko jeden pas ruchu, to mamy już ogromny problem.

Taki jak przy skrzyżowaniu Owocowa/Wyszyńskiego. To miejsce jest tak samo oblegane, jak i znienawidzone przez kierowców. Szczególnie tych jadących od ulicy Wiejskiej. Bez większego problemu mogłoby zająć pierwsze miejsce w naszym rankingu. Zaczyna się od tego, że ulicą Wyszyńskiego, od strony Kłodawy mamy nieprzerwany ruch pojazdów. Jadą tędy Ci z Kłodawy i Ci z "Manhattanu" i wcale nie zamierzają kogokolwiek przepuścić. Tak samo jest w przypadku aut jadących od strony centrum. Dodatkowo, wąskie gardło jakim jest mostek na Kłodawce nie pozwala, aby stworzyć dwa pasy ruchu – jeden dla skręcających w lewo, drugi dla tych bardziej uprzywilejowanych, którzy mogliby już dawno pojechać w prawo i zapomnieć o korku. Jednak oczywiście ktoś z przodu stanie na skrzyżowaniu tak idealnie, że zmieści się tylko on sam... W tylko trochę lepszej sytuacji są jadący Wyszyńskiego i skręcający w lewo w Owocową. Oni chociaż mają swój pas ruchu, ale odczekać swoje muszą – dodatkowo irytując tych, którzy to „czają” się na lukę, aby skręcić w lewo po 15-minutowym oczekiwaniu.

Drugie miejsce w kategorii „lepiej tamtędy nie jechać” przyznaliśmy Alei Odrodzenia. To co prawda ulica dwupasmowa, szeroka i prawie nowoczesna, ale pośrodku ma ogromną „wadę”. Jest to tzw. Rondo Wyszyńskiego. W godzinach komunikacyjnego szczytu – od samej góry – do samego ronda – wszyscy stoją w jednym dużym korku. Można tak zaprojektować rondo, aby osoby, które na nie wjeżdżają mogły to zrobić płynnie. Tutaj chyba komuś pomysłu zabrakło i przedobrzył. Efekt mamy taki, jak widać na zdjęciu:

Całkiem niedaleko, kilkaset metrów od wspomnianego ronda znajduje się kolejne miejsce, które co bardziej nerwowych kierowców przyprawia o palpitację serca. Chodzi o skrzyżowanie Mickiewicza z Wyszyńskiego i lewoskręt. Jeszcze kilka lat temu, w czasach gdy budowano inne drogi, skręt w lewo z Mickiewicza był z pierwszeństwem przejazdu. Teraz, gdy nie trafimy na kilku uprzejmych kierowców jadących sznurkiem Wyszyńskiego postoimy tyle samo czasu, co na Owocowej. Kierowcy mówią, że korki czasami sięgają do Lidla.

Kolejnym newralgicznym punktem jest skrzyżowanie ulic Walczaka z Szarych Szeregów. Klną w niebogłosy Ci, którzy muszą tamtędy jechać: od ronda Gdańskiego w kierunku Strzelec. Tam płynność ruchu zaburzają wszyscy Ci, którzy chcą skręcić w lewo w ulicę Szarych Szeregów. Wąskie gardło, brak pobocza i wszyscy z tyłu stoją, mimo że znajdują się na drodze z pierwszeństwem. W jeszcze gorszej sytuacji jest ten kierowca, który na tym samym skrzyżowaniu chce skręcić w lewo z Szarych Szeregów. Jeżeli ktoś ma silne nerwy, może w tym miejscu poćwiczyć asertywność.

To nie koniec. Przykładów można byłoby mnożyć. W centrum są to skrzyżowania Sikorskiego i Garbary, Jagiellończyka z Chrobrego i Borowskiego z Kosynierów Gdyńskich. Jednak jak widać z powyższego, największy problem jest w północnej części miasta i to właśnie w okolicach Wyszyńskiego. Ulica ta krzyżuje się z Wróblewskiego – tuż przy KMP. Tam jednak chyba kierowcy są bardziej uprzejmi i wpuszczają częściej tych, którzy skręcają w lewo. Pewnie działa tak na nich pobliska komenda policji.

Takie obrazki, jak ten wyżej to niestety rzadkość. Ile razy widzieliście kierowcę, który przepuszcza kilkanaście samochodów, sam stojąc na skrzyżowaniu? I to nie jest zaaranżowana sytuacja. Tak było dziś przy skrzyżowaniu Mickiewicza z Wyszyńskiego. Tylko na uprzejmość kierowców nie ma co liczyć, bo takich jak ten na zdjęciu można szukać „ze świecą”. Przebudowa skrzyżowań, ich poszerzenie i zainstalowanie sygnalizacji świetlnej w niektórych przypadkach rozwiążą problem długiego oczekiwania na włączenie się do ruchu. I wówczas nie trzeba będzie jeździć tylko w prawo!


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x