Pyszne pączki prosto z... kiosku

14 maja 2015, 17:57, Marcin Kluwak
fot. Marcin Kluwak
Kiedyś wyrastały, jak grzyby po deszczu. Znaleźć je można było przy każdym większym skrzyżowaniu, czy w pobliżu ruchliwych przystanków komunikacji miejskiej. Dziś „kioski ruchu” w równie zawrotnym tempie znikają z ulic Gorzowa.

Jeden z najbardziej popularnych, usytuowany tuż przy bułkach z pieczarkami stał się właśnie... pączkarnią. Żeby nie było – nie mamy nic przeciwko pączkom. Wręcz przeciwnie. Przy Sikorskiego pachnie teraz nie tylko bułkami, ale również i pączkami. I to pączkami wypiekanymi na oczach klientów. Jest też pan z ogromna czapką, który te słodkości produkuje. W środku jest lada, na niej mąka, ciasto i dodatki. Wcześniej jednak w tym i w wielu innych miejscach miasta był kiosk, potocznie nazywany „kioskiem ruchu”. Można było tam kupić bilet, gazetę, papierosy, czy nawet rajstopy. Teraz kioski odchodzą do lamusa. Dlaczego tak się dzieje?

Odpowiedź jest prosta. Przyczyną są wszechobecne supermarkety i sklepy samoobsługowe. - Niedługo będziemy musieli zamknąć działalność. Po tylu latach, kto by pomyślał? - wyznaje jedna z pracownic kiosku, która chce pozostać anonimowa. Pracuje w tym miejscu od kilku lat. Jak mówi, jeszcze nigdy nie było tak źle. Obroty drastycznie spadły, dlatego właściciel postanowił wycofać się z interesu – dodaje.

Ludzie coraz rzadziej zaglądają do kiosków. Młodzi wolą iść do marketu i przy okazji zakupów wrzucić do koszyka gazetę. Dookoła stoi kilka sklepów samoobsługowych. Nie mamy z nimi szans – mówi sprzedawczyni. Ekspedientka wspomina dni świetności kiosków. Wylicza, że jeszcze do niedawna na osiedlu, na którym pracuje, stało ich pięć. I nikt nie narzekał na brak ruchu. Interes się kręcił. Ludzie przychodzili i robili zakupy. Teraz w okolicy pozostanie tylko jeden, a w całym Gorzowie może kilka.

Utarg ze sprzedaży nie pozwala pokryć bieżących kosztów. Z marnych dochodów trzeba opłacić czynsz za lokal, który pobiera spółdzielnia. Dodatkowo budżet obarczają składki ZUS i podatki. Oczywiście nie jest możliwe prowadzenie punktu, który jest otwarty przez 12 godzin dziennie w pojedynkę. Trzeba zatrudnić pracownika, a to kolejne koszty. Przeciętnie zarabiający kiosk nie jest w stanie udźwignąć takich wydatków.

Często powodem braku klientów są także ceny. Osoba, która podpisuje umowę agencyjną, np. z Ruchem musi zaopatrywać się w towar w wyznaczonych hurtowniach. A nie zawsze należą one do najtańszych. Próba zdobycia produktów u innego dystrybutora grozi sankcjami. W zamian Ruch zobowiązuje się do wyposażenia lokalu, dostarczenia mebli, kasy fiskalnej i przeprowadzania remontów. Schludny wygląd nie skłania jednak przechodniów do zakupów.

Kioski wręcz zapadają się pod ziemię. Jednego dnia stoi, drugiego pozostaje tylko puste miejsce. Tak było np. z kioskiem na pętli Piaski. Był tam od „zawsze”. Któregoś dnia po prostu zniknął. Niektórzy sprzedają kioski, inni je dzierżawią. Ostatnio w kilku tego typu miejscach można było kupić np. wyrabiane „domową” metodą papierosy. Teraz coraz częściej straszą. Powybijane szyby, brudne, pomazane farbą witryny. Kioski odchodzą w zapomnienie, ale na szczęście jest też ktoś, kto potrafi przywrócić im dawną świetność. Chociażby poprzez uruchomienie „pączkarni”. Trzymamy kciuki, oby interes „wypalił”.

Fotoreportaż


1/2 Kioski znikają z ulic miasta

1/2 Kioski znikają z ulic miasta

2/2 Kioski znikają z ulic miasta

2/2 Kioski znikają z ulic miasta

Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x