Wykolejony Gorzów

6 czerwca 2014, 18:19
Fot: Marcin Kluwak
Miało być tak pięknie, a wyszło, jak zawsze. Gorzów znów przegrał walkę o bytność na kolejowej mapie. Już nie tylko Polski, która traktuje nasze miasto jak piąte koło u wozu, ale także Europy. A my wciąż żyjemy nadziejami, że w końcu pojedziemy do Berlina bez przesiadki w Kostrzynie.

Do tej pory nie wiadomo, co tak naprawdę stoi na przeszkodzie, aby choć jeden pociąg z Gorzowa nie kończył swojej trasy w Kostrzynie, a jechał dalej - do stolicy Niemiec. Jak mówi stare polskie porzekadło - skoro nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze.

 

Żądza pieniądza

Nikogo to nie dziwi. W końcu mamy szeroko pojętą demokrację i nikt za darmo nie będzie pracował, nikt za darmo nie wydrukuje gazety, nikt za darmo nie wybuduje mostów, dróg... Nie ma więc co się dziwić, ze nikt za darmo nie wpuści na niemieckie szyny przewoźników obcej spółki. Obcej dla naszych sąsiadów zza Odry, rodzimej dla nas. Skoro według niemieckiego przewoźnika, bilet z Berlina do Gorzowa, na pociąg obsługiwany przez DB musiałby kosztować ponad 100 euro, to nikomu nie możemy się dziwić, że to mało opłacalny biznes. Zarówno dla przewoźnika, jak i pasażera. Nawet jak założymy, że w naszym kraju usługi są tańsze, to i tak przejazd musiałby kosztować około 50 euro, co już dla wielu z gorzowian/lubuszan jest ceną zaporową. I tu mamy prosta odpowiedź na pytanie, dlaczego wciąż nie mamy bezpośredniego połączenia Gorzów - Berlin.


Pesa wciąż bez homologacji

Kolejnym problemem jest brak homologacji dla pociągów zakupionych przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego. To kolejna kuriozalna sprawa, skoro od 10 lat jesteśmy w jednej, zjednoczonej Europie. Pendolino nie ma homologacji na polskie tory, bo tak szybko jeździć u nas się nie da, a Linki bydgoskiej Pesy nie mają homologacji na jakiekolwiek inne tory, poza polskimi. To dokładnie tak samo, jak przy kupnie samochodu z zagranicy. Nie wiedzieć dlaczego, jeszcze do niedawna, sprawdzając auto np. z Niemiec, gdzie było dopuszczone do ruchu, u nas musiało przejść kolejny przegląd. Bo być może przekraczając granicę uległo uszkodzeniu, spadło do rzeki, wybuchła w nim bomba? Polacy zawsze muszą utrudniać sobie życie. Skoro cokolwiek ma homologację na tory w Polsce, to dlaczego takim problemem jest uzyskanie tejże homologacji na tory u zachodnich sąsiadów? Czy przejeżdżając most na Odrze w Kostrzynie nad Odrą, tory nagle stają się szersze? Pytań można zadawać setki...


Czarna dziura na kolejowej mapie

Choć jest już o niebo lepiej, niż było kilka lat temu, Gorzów wciąż pozostaje czarna dziura na kolejowej mapie Polski i jak się okazuje - Europy. Przeglądając fora internetowe największego w naszym kraju serwisu internetowego "Rynek Kolejowy", możemy natrafić na setki wpisów dotyczących właśnie Gorzowa. Tam wylewane są wszelkie żale pasażerów zamieszkujących północną cześć województwa lubuskiego. Tam możemy przeczytać, czego tak naprawdę domagają się gorzowianie, a co tak naprawdę mamy. Jednym z pomysłów (oczywiście pozostanie ono w sferze marzeń) jest uruchomienie dwóch pociągów TLK - jednego na trasie Berlin - Kostrzyn - Gorzów - Krzyż - Poznań - Warszawa - Lublin - Chełm, a drugi na trasie Olsztyn - Berlin przez Bydgoszcz, Toruń, Piłę, Gorzów i Kostrzyn. To, według wielu, zapewniłoby skomunikowanie Gorzowa z Berlinem, Poznaniem, Warszawą i praktycznie całą Polską. Rozwiązanie wydaje się być nawet sensowne, na przeszkodzie może stanąć jednak wiele czynników. O ekonomiczną stronę bym się nie obawiał, gorzej może być już ze wspomnianymi wcześniej homologacjami, oraz z koniecznością zmiany lokomotyw, odpowiednio w Krzyżu bądź Pile. I tu znów wracamy do kolejnej niespełnionej nadziei gorzowian, jaką jest elektryfikacja odcinka Piła - Kostrzyn.

Na pomoc miały przyjść zapowiadane szumnie Koleje Dużych Prędkości. Jeszcze kilka lat temu, przed wyborami do naszego parlamentu, ówczesny kandydat, a dziś oczywiście poseł - Witold Pahl, organizował konferencję prasową przed dworcem PKP w Gorzowie i roztaczał szumne wizje wielkiej kolei, która miałaby mknąć przez nasze miasto. Były plakaty, ulotki, obietnice. Ba, nawet gwarancje. Dziennikarze, nie mający alternatywy, temat podchwycili i wszyscy zachwycaliśmy się pomysłami uruchomienia szybkich pociągów. Kampania wyborcza się skończyła, Witold Pahl został posłem i o KDP już zapomniał. Przypomniała sobie o tym ostatnio minister Bieńkowska, która podczas otwarcia S3 z Międzyrzecza do Gorzowa wyraźnie powiedziała, że projekt KDP upadł i nikt się nim nie zajmuje. Zresztą, same obietnice naszego posła i tak by nic nie dały, bo w Warszawie, gdy jeszcze pomysł KDP nie upadł, o poprowadzenie supernowoczesnej kolei nie przez Gorzów, ale przez Zieloną Górę starała się inna poseł - Bożenna Bukiewicz. Nie ukrywajmy, ale większe plecy w stolicy ma szefowa PO w regionie, niż zwykły poseł (nie obrażając oczywiście posła Witolda Pahla).


306 milionów na elektryfikację

Takim oto sposobem, pozostaliśmy bez Kolei Dużych Prędkości, bez bezpośredniego połączenia z Berliniem i tylko z jednym pociągiem "na doczepkę" do stolicy. O elektryfikacji też nie ma co marzyć. - Elektryfikacja linii kolejowej to nie tylko postawienie słupów i zawieszenie sieci trakcyjnej. Niezbędne jest również stworzenie infrastruktury zapewniającej zasilanie i przesyłanie energii elektrycznej. - wyjaśnia Zbigniew Wolny z zespołu prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Jak się okazuje, na odcinku Krzyż ? Kostrzyn linia kolejowa przebiega przez tereny niezurbanizowane, pozbawione rozwiniętej sieci elektroenergetycznej, która zapewniłaby dostarczenie odpowiedniej ilości energii. - Poprawa tego stanu wymaga wysokich nakładów finansowych i czasu na realizację. Ponadto ewentualna elektryfikacja linii kolejowej nie spowoduje zwiększenia przewozu ładunków, ani nie wpłynie na wzrost jej przepustowości. Między Krzyżem a Kostrzynem odbywa się głównie ruch pasażerski, a istniejące obecnie parametry techniczne linii umożliwiają jego zwiększenie. - dodaje Wolny. PKP Polskie Linie Kolejowe szacuje, że elektryfikacja 1 kilometra linii to wydatek rzędu 3 milionów złotych. Trasa Krzyż ? Gorzów ? Kostrzyn, to 102 kilometry. Inwestycja musiałaby kosztować 306 milionów złotych. Pytania?

 

 

Link-iem do Poznania

Kolejnym postulatem internautów jest zwiększenie ilości połączeń do Poznania, co pozwoliłoby na lepsze skomunikowanie z pozostałą częścią Polski. Nie ma co ukrywać, że mimo tego, że na trasie Kostrzyn-Gorzów-Krzyż, po zakupie "Link-ów" jest o wiele lepiej, przyjemniej i szybciej, to większa ilość bezpośrednich połączeń do Poznania pozwoliłaby na sprawniejsze poruszanie się po kraju. Teraz, aby dojechać w odległe zakątki naszego kraju, musimy jechać do Krzyża jednym szynobusem, stamtąd najczęściej do Poznania zdezelowanym EN57 lub drogim TLK. Dopiero ze stolicy Wielkopolski mamy okno na świat. Na szczęście, to ma nastąpić już niebawem.


 


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x