Dodatkowe 2,6 mln zł trafi do gorzowskiej oświaty - tak w środę zdecydowali radni. Pieniądze pójdą na wynagrodzenie i składki wobec ZUS. - To łata dziurę, ale nie rozwiązuje problemu - uważa Barbara Zajbert, szefowa ZNP w Gorzowie, która przypomina, że nauczyciele ostatnie wypłaty dostali z poślizgiem
↕
Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA
Sprawa jest poważna, bo dotyczy 1680 nauczycieli, którzy uczą we wszystkich gorzowskich szkołach, począwszy od podstawówek, kończąc na ogólniakach. Zdaniem Barbary Zajbert, szefowej Związku Nauczycielstwa Polskiego w Gorzowie, nauczyciele nie dostali ostatnio swoich pensji na czas. - Wynagrodzenia za listopad zostały wypłacone z poślizgiem. Do tej pory takie historie się nie zdarzyły, ale to pokazuje, że sytuacja miasta jest krytyczna - mówi Zajbert.
Chodzi o wypłatę za nadgodziny i ich pochodne. Pensje zasadnicze nauczyciele dostali jednak w terminie, czyli na początku miesiąca. - Nauczyciele mieli dostać przelewy na koniec listopada, wielu z nich dostało te pieniądze na początek grudnia. Ci, którzy mają kredyty i inne zobowiązania, które przypadają na koniec miesiąca mieli przez to problem. Musieli debetować konta albo sięgać do oszczędności - opowiada szefowa gorzowskiego oddziału ZNP.
Innego zdania jest Adam Kozłowski, dyrektor wydziału edukacji. - Wypłaciliśmy wynagrodzenia w dopuszczonym terminie - informuje. Jednak jak przyznaje szef wydziału edukacji, w gorzowskim magistracie jest problem. Lekarstwem na dziurawy budżet w oświacie miała być środowa sesja Rady Miasta. Prezydent Tadeusz Jędrzejczak wystąpił z wnioskiem o przesunięcia budżetowe. Dzięki temu na „oświatowe konto” trafiło 2,6 mln zł.
Mimo że radni zgodzili się na propozycję prezydenta i zwiększyli środki na edukację, to wszystko wskazuje na to, że będzie to wciąż zbyt mała kwota. - Dzięki tej decyzji został załatwiony problem ze składkami wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, ale pieniądze są jeszcze potrzebne, bo pieniędzy na edukację i tak nie wystarczy do końca roku - przyznaje dyrektor Kozłowski. Ile konkretnie potrzeba? - Ponad 2 mln zł, bo musimy zapłacić podatek od osób fizycznych i przekazać dotacje dla niepublicznych szkół - wyjaśnia Kozłowski.
Wszystko wskazuje na to, że radni będą musieli jeszcze raz w tym roku przyklepać zmiany w budżecie, żeby zamknąć sprawę. - Niewykluczone, że będą jeszcze potrzebne przesunięcia na potrzeby gorzowskiej oświaty - tłumaczy Małgorzata Zienkiewicz, skarbnik miasta. Radni do sprawy najprawdopodobniej wrócą i to już niebawem. Na 19 grudnia zaplanowano sesję budżetową i to podczas niej radni mogą głosować w sprawie proponowanych zmian.