Wiadomości

Miała złamane żebra, on twierdził, że ją ratował. 68-latek nie przyznaje się do winy

11 sierpnia 2026, 18:29, Anna Kluwak
proces sądowy 68 latka Antoni R Gorzów śmiertelne pobicie połamane żebra zarzuty prokuratorskie
fot. Weronika Jaworska
Przed Sądem Okręgowym w Gorzowie ruszył proces 68-letniego Antoniego R., który odpowiada za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym. Według śledczych mężczyzna brutalnie pobił swoją partnerkę, łamiąc jej żebra. 65-letnia Barbara K. zmarła, a oskarżony od początku utrzymuje, że rozległe obrażenia klatki piersiowej to wyłącznie efekt prowadzonej przez niego reanimacji. Mężczyźnie grozi od 3 do 20 lat pozbawienia wolności.
Wkrótce

Dramat rozegrał się na początku stycznia 2026 roku w Gorzowie. Śledczy ustalili, że 68-letni Antoni R. zadał swojej partnerce liczne ciosy w klatkę piersiową. Obrażenia były bardzo poważne i doprowadziły do obustronnych złamań żeber od II do VI stopnia, a także do rozległych wylewów krwawych i ostrej niewydolności oddechowo-krążeniowej. 65-letnia Barbara K. zmarła.

"Miała złamane żebra, on twierdził, że ją ratował"

Mężczyzna od początku nie przyznawał się do winy. Przekonywał śledczych, że chciał jedynie pomóc swojej partnerce. Tłumaczył, że podjął reanimację, ponieważ takie dostał polecenie po zgłoszeniu zdarzenia służbom i to właśnie podczas resuscytacji krążeniowo-oddechowej doszło do złamania żeber.

Dalsza część artykułu pod reklamą
REKLAMA

Biegli lekarze jednoznacznie wykluczyli, aby śmierć 65-latki nastąpiła z przyczyn chorobowych. Ustalono, że obrażenia powstały w zbliżonym czasie, jeszcze za życia ofiary.

68-letni Antoni R. został oskarżony o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u swojej życiowej partnerki, w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, czego następstwem był zgon pokrzywdzonej. Grozi mu od 3 do 20 lat pozbawienia wolności.

Wypili pół litra wódki, bo dostali pismo z ZUS o podwyżce emerytury

We wtorek 11 sierpnia w Sądzie Okręgowym w Gorzowie ruszył proces przeciwko 68-letniemu Antoniemu R. Mężczyzna podtrzymał swoją wersję wydarzeń i odmówił składania nowych wyjaśnień, dlatego sędzia odczytał jego wcześniejsze zeznania. Wynika z nich, że tragicznego dnia mężczyzna otrzymał pismo z ZUS o podwyżce emerytury, co skłoniło go do zakupu alkoholu. Razem z partnerką wypili pół litra wódki.

Widzisz coś nietypowego lub masz sprawę z Gorzowa?

Napisz do nas przez Messengera, WhatsAppa lub wyślij zgłoszenie. Możesz zostać anonimowy.

Podczas wcześniejszych zeznań mężczyzna twierdził, że po południu wyszedł przed budynek na spotkanie ze znajomym hydraulikiem, a po powrocie znalazł kobietę klęczącą i opartą o wersalkę. Zapewniał, że od razu położył ją na podłodze, zadzwonił pod numer 112 i z polecenia dyspozytora rozpoczął reanimację. Odpierał zarzuty o pobicie partnerki i twierdził, że obrażenia klatki piersiowej mogły powstać podczas akcji ratunkowej.

"Wszystkie oznaki stwierdzały, że kobieta nie żyła od ponad pół godziny"

Zupełnie inny obraz sytuacji wyłania się z zeznań ratowników medycznych, którzy przyjechali na miejsce około godziny 23. Zastali w mieszkaniu spokojnego, będącego pod wpływem alkoholu Antoniego R. Kobieta leżała na podłodze, jednak medycy od razu zorientowali się, że nie żyje od dłuższego czasu.

- Kobieta była już wychłodzona. Na monitorze była linia prosta, brak czynności serca. Okazało się, że to nie było nagłe zatrzymanie krążenia, tylko takie, które trwało jakiś czas. Wszystkie oznaki stwierdzały, że kobieta nie żyła od ponad pół godziny - zeznawał przed sądem jeden z ratowników.

Medycy zwrócili również uwagę na świeże rany na głowie 65-latki oraz niespójne tłumaczenia partnera. Mężczyzna początkowo mówił, że był u kolegi, gdzie pił alkohol, a po powrocie znalazł martwą kobietę. Później zmieniał wersję, twierdząc, że to on prowadził reanimację. Ratownicy nabrali podejrzeń i wezwali na miejsce policjantów.

Tajemniczy huk w mieszkaniu. Zeznania sąsiada przed sądem

Przed sądem zeznawał również właściciel domu i sąsiad z góry, który przyznał, że para często nadużywała alkoholu i się kłóciła, a w przeszłości na miejscu interweniowali policjanci. Zeznał, że po powrocie z pracy usłyszał niepokojące dźwięki dochodzące z parteru.

- Będąc u siebie na piętrze, słyszałem około 16:15 huk dochodzący z dołu. Oni mają na podłodze deski, to huk był głośny. Pomyślałem, że ktoś się przewrócił. Z dołu głośno włączony był telewizor. Krzyków i awantur nie było - relacjonował sąsiad.

O śmierci 65-letniej kobiety dowiedział się dopiero późnym wieczorem, gdy na miejsce przyjechała karetka pogotowia.

Anna Kluwak

Anna Kluwak

anna.kluwak@gorzowianin.com

Podziel się

Komentarze

Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości