Dzielnicowi dobrze znają swoje rejony. Wiedzą, gdzie zimą pojawiają się osoby, które próbują przetrwać w pustostanach, altanach, piwnicach czy na klatkach schodowych. To nie są przypadkowe wizyty. Funkcjonariusze wracają w te same miejsca, często spotykając te same osoby, z którymi rozmawiali już wcześniej.
W ostatnich dniach do działań włączają się także policjanci prewencji. Wspólnie z pracownikami Gorzowskiego Centrum Pomocy Rodzinie sprawdzają, czy ktoś nie potrzebuje pilnej pomocy. Informują o noclegowniach, o możliwości zjedzenia ciepłego posiłku, o miejscach, gdzie można się ogrzać choćby na kilka godzin.

Najtrudniejsza część tych interwencji zaczyna się wtedy, gdy pada pytanie o pomoc. Wielu bezdomnych odpowiada, że nie jest nią zainteresowanych. Przekonują, że radzą sobie sami, że mają swoje sposoby na zimę. Zdarza się, że rozmowy ciągną się latami i nie przynoszą żadnej zmiany.
Są też sytuacje trudniejsze. Niektórzy reagują nerwowo, czasem agresywnie, zarówno wobec pracowników socjalnych, jak i policjantów. Mimo to służby wracają. Chodzi o to, by nawet osoby, które dziś odmawiają wsparcia, wiedziały, gdzie mogą się zgłosić, gdy sytuacja stanie się naprawdę niebezpieczna.
Zimą odpowiedzialność nie leży wyłącznie po stronie służb. W takich warunkach każdy sygnał może uratować życie. Osoba śpiąca na ławce, leżąca na ziemi, mająca wyraźne problemy z poruszaniem się czy kontaktowaniem się z otoczeniem, to znak, że nie można przejść obojętnie.