Protesty w Gorzowie: Od tłumu ludzi do garstki osób

4 listopada 2020, 12:15
Jeszcze tydzień temu w protestach przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, brały udział tłumy mieszkańców Gorzowa. W największej manifestacji, jaka się odbyła w mieście uczestniczyło nawet 2 tys. osób. Natomiast teraz, na protesty przychodzi zaledwie kilkadziesiąt osób. Organizatorzy podkreślają, że protest się nie wypalił i będzie dalej trwał, ale w innej formule.

W Gorzowie pierwszy protest przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnemu w sprawie aborcji odbył się w piątek 23 października. Wówczas w manifestacji przed biurem Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Hawelańskiej zebrało się około 200 osób, które zapaliły znicze w symbolicznym "pogrzebie praw kobiet". Natomiast z każdym dniem w protestach brało udział coraz więcej osób, które chciały pokazać swój sprzeciw wobec zaostrzenia przepisów aborcyjnych, ale również pokazać politykom i duchowym, że nikt nie ma prawa decydowania o ciele kobiet. Tym bardziej zmuszać kobiet do heroizmu i urodzenia ciężko chorego dziecka, które tuż po porodzie nie będzie miało szans na przeżycie.

Najwięcej osób wzięło udział w manifestacji która odbyła się w poniedziałek 26 października. Wówczas w manifestacji, która przeszła ulicami Gorzowa mogło wziąć udział nawet 2 tys. osób, ponieważ cały marsz miał około kilometr długości. W kolejnych protestach aż do 31 października uczestniczyło od około 700 do 1 tys. osób.

Natomiast od niedzieli 1 listopada na manifestacje zaczęła przychodzić garstka ludzi. W niedzielę było to około 30 osób, niewiele więcej pojawiło się również we wtorek przed biurem PiS przy Hawelańskiej. Wydawało się, że w środę 3 listopada w muzyczno-tanecznym proteście na Starym Rynku weźmie udział ponownie tłum młodych ludzi, ale „impreza” okazała się totalną klapą. Na placu pojawiło się znowu kilkadziesiąt osób. Mało tego, zaplanowany przemarsz nie odbył się, a protestowanie przy muzyce ruszyło dopiero z godzinnym opóźnieniem. Młodzi ludzie, którzy przyszli na Stary Rynek zatańczyli poloneza.

Czy to oznacza, że protesty Strajku Kobiet wypaliły się w Gorzowie i nie będą już przyciągać tłumów, jak jeszcze przed kilkoma dniami? A może nie będą już organizowane w naszym mieście?

- Protest się nie wypala, on będzie trwał dalej, ale w innej formule. Bierzemy pod uwagę różne możliwości. Tłumów nie ma, ponieważ ludzie mają swoje zajęcia popołudniami. Ciężko jest utrzymać w ciągłym napięciu ten protest i żeby codziennie było tutaj 1,5 tys. osób. Jak na Gorzów, cieszę się, że jakiekolwiek osoby tutaj w ogóle są – komentuje Monika Drubkowska, jedna z organizatorek gorzowskich protestów.

O tym co dalej ze strajkami zdecyduje Marta Lempart, szefowa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Obecnie trwa rada konsultacyjna, która próbuje nawiązać jakikolwiek dialog z rządem.


Podziel się


Komentarze


Imprezy


Pozostałe wiadomości


x