Wstrząsający list ratowniczki medycznej ze Słubic

29 października 2020, 19:29, red
fot. Daniel Szurka/ Nasze Słubice
Jedna z ratowniczek medycznych ze szpitala w Słubicach postanowiła napisać list, którego treść jest po prostu wstrząsająca. Kobieta opisuje, że w szpitalach brakuje miejsc, a ludzie po prostu będą umierać na ulicy, a karetka nie przyjedzie bo czeka nawet 14 godzin przed SORem. Ratowniczka podkreśla, że też boi się o swoje życie i zdrowie, a pełnienie dobowego dyżuru w kombinezonie wcale przyjemne nie jest.

Od środy 28 października Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Szpital im. prof. Zbigniewa Religi w Słubicach pełni do odwołania rolę szpitala II poziomu zabezpieczenia COVID-19. W lecznicy przygotowano 115 łóżek dla osób zakażonych koronawirusem i zawieszono działalność Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz wszystkich szpitalnych oddziałów. W związku z tą sytuacją, jedna z ratowniczek medycznych słubickiego szpitala postanowiła napisać wstrząsający list, który w czwartek 29 października wysłała do mediów. Poniżej pełna treść listu.

„Szanowne koleżanki, koledzy, znajomi, mniej znajomi i zupełnie obcy… W imieniu ratowników medycznych chciałbym powiedzieć „przepraszam”! Mimo, że to nie my powinniśmy was przepraszać. Przepraszamy za to, że nie udzielimy wam pomocy, za to, że będziecie umierać w domach bo przychodnie w większości się na was wypięły i każą wam wzywać pogotowie do waszego chorego dziecka lub zrobią teleporadę przepisując w ciemno antybiotyk a my... A my nie przyjedziemy bo.. Bo czekamy pod SOR-em 3, 4, 5 lub 14 godzinę!

Tak, dobrze słyszycie! 14 godzin próbując przekazać pacjenta na SOR! To się dzieje w Polsce! Tuż obok was, ale telewizja wam tego nie pokaże! Telewizja mówi, że jest wystarczająca liczba łóżek! Serio? Gdzie? W hotelach? Bo nie w szpitalach! Koleżanki i koledzy pracujący na SOR także są bezradni, bo nie mają gdzie przekazywać pacjentów! Wszędzie miejsc brak! Zdarza się, że ktoś umiera na SORze więc... Robi się jedno miejsce i wtedy karetka będąca pierwszą w kolejce cieszy się, bo po kilku godzinach oczekiwania wreszcie może przekazać swego pacjenta. A następni stoją, stoją, stoją... Jeśli bez kombinezonów ochronnych to jeszcze jakoś da się żyć.. Można coś zjeść, napić się, załatwić potrzeby fizjologiczne..

Jeśli masz pecha i masz pacjenta z COVID-19 lub podejrzanego, to siedzisz w tym dziadostwie z maską na twarzy kilka godzin.. Spocony, niedotleniony, zestresowany.. Bo też jesteśmy ludźmi...Też się boimy! Bo coraz więcej naszych kolegów i koleżanek z pracy idzie w kwarantannę z powodu dodatniego wyniku na COVID-19 i wykrusza się kolejna załoga i kolejna karetka nie wyjeżdża. I znowu długo czekacie na nasz przyjazd. I znowu się na nas denerwujecie i macie pretensje…

Nie, to nie science fiction, to dzisiejsze realia. System ochrony w Polsce umiera. Wielokrotnie o tym mówiliśmy, że do tego dojdzie ale nikt nas nie słuchał. Nie szanowano nas i nie szanuje się nadal. Rządzący mają nas w dupie! My was potencjalni pacjenci nie mamy tam, gdzie oni nas, ale nie możemy nic z tym zrobić. A oni ciągle mówią, że jest dobrze.. Nie jest dobrze!

I to nie nasz prezes szpitala czy starostwo powiatowe jest winne, tylko ci na górze, którzy zdecydowali o przekształceniu szpitala w Słubicach na szpital tylko dla pacjentów z COVID-19. Myślicie państwo, że my lekarze, pielęgniarki, ratownicy, laboranci, salowe się nie boimy idąc każdego dnia na dyżur i wiedząc że czeka nas piekło? Walka. Strach. Ciężka praca w kombinezonach przy pacjencie z koronawirusem, jednym w ciężkim stanie, drugim w trochę lepszym. Czy my tego chcieliśmy? Przekształcenia ? Zmian? Do tej pory przyjmowani byli pacjenci z dodatnim wynikiem na COVID-19 i w zależności od ich stanu zdrowia przekazywani na oddział zakaźny w miarę możliwości bo takie szpitale pękają w szwach. Czytając niektóre wypowiedzi że koronawirus nie istnieje, ze to wymysł, aby zniszczyć nasz kraj to zapraszamy do pracy. Po co mam się ubierać w kombinezon i cały sprzęt skoro to tylko fikcja. Trzymać za rękę pacjenta i utwierdzać w przekonaniu, że to tylko zwykłe przeziębienie. Że wirus nie istnieje. Zapraszam. Albo do karetki… dzisiaj mam dobowy dyżur.

Myślicie że my pomimo tego że to nasza praca się nie boimy? Tak wiem, „jak nie dajesz rady zmień pracę, z moich podatków ci płacą” . My ratownicy kochamy to co robimy i też płacimy podatki. Ale w chwili obecnej jadąc do pacjenta ze strachem w oczach, bo co będzie jak jednak te bóle w klatce piersiowej okażą się zawałem, ten niedowład udarem, poród o miesiąc wcześniej czy dziecko spadło ze schodów, a najbliższy szpital kilkadziesiąt kilometrów stąd, a na pokładzie sam ratownik i kierowca, który próbuje jak najszybciej dojechać. I oby w miarę szybko przyjęli. Uwierzcie nam też jest ciężko. Mamy rodziny, dzieci czy wnuki.

Czytając niektóre komentarze, że szpital w Słubicach to krematorium, umieralnia, personel do wymiany itp., czułam ogromny żal. Teraz, gdy został przekształcony nagle się wszyscy obudzili jak jednak ważnym ogniwem jest w naszym powiecie ten nasz malutki budynek, w którym niejedno życie uratowane i nie jedno na świat przyszło. Nie winić nas - medyków. Nie winić naszych tutejszych władz. Decyzje odgórne . Trudno. Trzymajmy się razem, a przetrwamy te ciężkie czasy i pokonamy wirusa”.

*źródło: Nasze Słubice

Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x