Lekarze namawiali 26-latkę do usunięcia ciąży. W Gorzowie urodziła zdrowego synka

17 września 2020, 16:00, red
fot. WSzW
Pani Weronika to 26-letnia mieszkanka Gorzowa, która czeka na przeszczep wątroby. Z tego powodu w innych klinikach na terenie Polski lekarze namawiali kobietę do aborcji Natomiast lekarze z Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie podjęli się misji uratowania zagrożonego poronieniem dziecka. Udało się i pani Weronika urodziła zdrowego synka dzięki czemu­ może podjąć dalsze leczenie.
- Leczyłam się na pierwotne stwardniejące zapalenie dróg żółciowych. Byłam już 4 zabiegach. Jeszcze co najmniej trzy były przede mną. Szykowałam się do kolejnego, gdy przy kwalifikacji okazało się, że jestem w ciąży. Lekarze z renomowanego szpitala w województwie mazowieckim powiedzieli, że aby można było dokończyć leczenie muszę usunąć ciążę. Byłam przerażona – opowiada Weronika Danczenko, mieszkanka Gorzowa.

Zdesperowana 26-latka zaczęła szukać pomocy w innych klinikach i szpitalach. Przez szpital w Szczecinie i pracującą tam hepatolog (specjalistkę zajmującą się schorzeniami wątroby, pęcherzyka żółciowego i dróg żółciowych) trafiła do Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie. Tu zajął się nią zespół doświadczonych i ambitnych ginekologów-położników.

- Dla nas była to pierwsza taka pacjentka i zadanie nie było proste. Ciąża zmienia wiele nie tylko w życiu kobiety, ale także, a może przede wszystkim w jej organizmie. On sam robi wiele, by chronić nowe rozwijające się w macicy życie. Tak też było w tym przypadku. Choroba trochę wyhamowała, dzięki czemu mogliśmy skupić się na dziecku nie tracąc z oczu jego matki - opowiada Krzysztof Kaczmarek, kierownik Oddziału Położniczo-Ginekologicznego z Pododdziałem Ginekologii Onkologicznej oraz Diagnostyki i Leczenia Niepłodności.

Celem ginekologów-położników z Gorzowa było utrzymanie ciąży tak długo, jak tylko się da; co najmniej do 32. tygodnia. Dlatego też pani Weronika przyjeżdżała do gorzowskiego szpitala przez ponad pół roku na badania, gdzie spędzała maksymalnie dwie doby.

- Bywało bardzo ciężko. Czułam się tak źle, że nie miałam siły na nic. Na szczęście ciąża rozwijała się prawidłowo. Ale powiem szczerze, że nie zawsze wierzyłam, że to się uda. Teraz jestem bardzo szczęśliwa. Poród przez cesarskie cięcie odbył się 27 sierpnia. Synek jest wcześniakiem, urodził się w 35 tygodniu ciąży. To miesiąc za wcześnie, ale dziś już wiem, że wszystko będzie dobrze. Mi też się musi udać, bo nic tak nie dodaje skrzydeł jak pierwszy krzyk dziecka i świadomość, że teraz mam jeszcze jeden ważny powód, by żyć – wspomina pani Weronika.

To była pionierska - pierwsza w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie i nieliczna na skalę krajową - misja uratowania zagrożonego poronieniem dziecka i jego matki, która zakończyła się sukcesem.


Podziel się


Komentarze


Imprezy


Pozostałe wiadomości


x