Karetka omijała szlaban, zawiesiła się na kamieniu [zdjęcia]

12 grudnia 2017, 10:20, ak
fot. Stanisław Brygier
Do niebezpiecznej sytuacji doszło w poniedziałek w Gorzowie. Karetka, która transportowała dziecko próbowała wyjechać z jednego z osiedli, gdzie był ustawiony szlaban. Próby objechania skończyły się interwencją straży pożarnej.

Do redakcji portalu gorzowianin.com zgłosił się ratownik medyczny pan Stanisław, który ma już dosyć szlabanów ustawianych na gorzowskich osiedlach. - Kiedy się skończy to z tymi szlabanami w mieście, żeby można było wyjechać normalnie z osiedla. Czy potrzebna jest kolejna tragedia? - pyta się pan Stanisław i opisuje kolejną niebezpieczną sytuację.

Wszystko działo w poniedziałek 11 grudnia przed godz. 8 rano. Karetka pogotowia pojechała na sygnałach do dziecka na osiedle przy ul. Paderewskiego. Kiedy pogotowie próbowało wyjechać z osiedla, szlaban który był oznaczony SOS, czyli taki który powinien otworzyć się na dźwięk sygnałów ratowniczych – niestety nie otworzył się.

Dlatego też załoga karetki, z dzieckiem na pokładzie postanowiła wyjechać bokiem, ale ta próba skończyła się niepowodzeniem. Samochód zawiesił się na kamieniach, które były poustawiane na pasie zieleni. Konieczna była pomoc straży pożarnej. - To w tym wszystkim było najgorsze, że nie mogliśmy wyjechać, kiedy mieliśmy w karetce małego pacjenta – przyznaje ratownik medyczny. Na miejsce przyjechał wóz techniczny gorzowskich strażaków, którzy przy użyciu podnośnika wyciągnęli spod pojazdu kamień, na którym zawiesiła się karetka.

Niestety załogi pogotowia ratunkowego w Gorzowie praktycznie codziennie spotykają się z utrudnionym wjazdem na osiedla, gdzie są zamontowane szlabany. - Niektórzy nasi kierowcy już nawet nam nie zgłaszają takich sytuacji, ponieważ musieliby robić to niemal codziennie. Na szczęście niektóre spółdzielnie poszły po rozum do głowy i zamontowały szlabany, które otwierają się na dźwięk karetki czy straży pożarnej oraz podały nam uniwersalne kody do domofonów. Niestety pozostali w ogóle się tym nie przejmują, grodzą się szlabanami i chyba tylko czekają aż wydarzy się tragedia, wtedy dopiero zaczną myśleć – komentuje Andrzej Szmit, dyrektor wojewódzkiej stacji pogotowia ratunkowego w Gorzowie.

Tylko w 2016 roku doszło do dwóch sytuacji w których było zagrożone życie pacjentów, a które zostały nagłośnione przez media. Pierwsza z nich miała miejsce w kwietniu, kiedy karetka jechała do dziecka z drgawkami, które traciło przytomność. Zespół ratowników, który pojechał na ul. Bogusławskiego na osiedlu Górczyn w Gorzowie nie mógł wjechać na zamknięte osiedle, ponieważ wjazd uniemożliwiał szlaban zamknięty na pilota oraz poprzeczka ograniczająca wjazd pojazdów do wysokości 2 metrów. Samochód pogotowia ratunkowego okazał się za wysoki i karetka nie mogła wjechać na dziedziniec osiedla. Ratownicy zmuszeni byli zostawić karetkę i ze sprzętem ratowniczym biec kilkadziesiąt metrów do mieszkania chorego dziecka.

Kolejna sytuacja miała miejsce we wrześniu, wtedy pogotowie zostało wezwane do kobiety po operacji serca, która zasłabła. W tym przypadku liczyła się każda sekunda. Niestety karetka przyjeżdżając na osiedle natknęła się na szlaban, który uniemożliwił wjechanie pod blok. Ratownicy medyczni próbowali otworzyć szlaban, jednak bezskutecznie.  

Fotoreportaż



Podziel się


Komentarze




Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!