Prokuratura wyjaśni tragedię nad jeziorem

1 lipca 2019, 11:07, red
fot. archiwum
W sobotę nad jeziorem w Nierzymiu utonął 23-letni mieszkaniec Gorzowa. Mężczyzna zniknął pod wodą i przez ponad 2,5 godziny trwały jego poszukiwania. Ciało mężczyzny odnaleźli dopiero płetwonurkowie na dnie jeziora. Decyzją prokuratora ciało zostało zabezpieczone do sekcji zwłok, a sprawa prowadzona jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci.

Przez 2,5 godziny trwały poszukiwania 23-letniego Kamila P., który zniknął pod wodą nad jeziorem w Nierzymiu. Zanim na miejsce przyjechały służby, świadkowie zdarzenia wraz z ratownikami ruszyli do akcji ratunkowej i próbowali odnaleźć mężczyznę, niestety bezskutecznie. W działaniach poszukiwawczych brali udział płetwonurkowie z grupy wodno-nurkowej z Kostrzyna nad Odrą oraz strażacy. W miniony weekend w województwie lubuskim utonęły aż 4 osoby.

Dyżurny gorzowskiej straży pożarnej otrzymał zgłoszenie o zdarzeniu w sobotę 29 czerwca o godz. 13.55, natomiast ciało mężczyzny zostało wyciągnięte z wody o godz. 16.30. Ciało 23-latka zlokalizowali na dnie jeziora płetwonurkowie, znajdowało się kilka metrów pod wodą, tuż przy pomoście. Niestety w momencie wyciągnięcia na brzeg, mężczyzna już nie żył.

- Decyzją prokuratora ciało 23-letniego Kamila P. zostało zabezpieczone do sekcji zwłok. Wyniki sekcji zwłok również potwierdzą czy mężczyzna był pod wpływem alkoholu, bo takie informacje do nas docierały. Śledztwo prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci. Jest to śledztwo prowadzone w sprawie, a nie przeciwko komuś – komentuje Roman Witkowski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie.

Jak doszło do tragedii i czy dało się jej uniknąć? To będą wyjaśniać śledczy, bo pojawia się kilka wersji zdarzenia. Według zgłoszenia, które otrzymała straż pożarna, mężczyzna miał wejść do wody z brzegu jeziora. Następnie zanurzyć się dwa razy pod wodę, ale niestety za drugim razem nie wypłynął już na powierzchnię.

Z kolei według relacji świadków, 23-latek nie potrafił pływać oraz miał być pod wpływem alkoholu. Jeden z plażowiczów był bezpośrednim świadkiem zdarzenia. - Wszystko się wydarzyło obok mnie i dwójki moich znajomych. Graliśmy w piłkę przy bojach od strony brzegu, tam człowiek średniego wzrostu ma grunt. I ten mężczyzna wraz z kolegą kąpał się obok nas. Wyleciała nam piłka za boje i spytałem jednego z nich czy nam ją poda, bo mieli blisko. Nie znaliśmy się, nie wiedziałem czy umieją pływać czy nie. Chłopak, który nie żyje udał się w kierunku piłki, ale po chwili odrzucił ją nam jego kolega. Ten kolega powiedział mi, że jego kumpel nie potrafi pływać. Po chwili odwróciłem się i słyszałem jak ten kolega krzyczy, że jego kumpel topi się - opowiada Michał, który był świadkiem zdarzenia.

Świadkowie narzekają również na opieszałość ratowników, którzy znajdowali się na plaży – kąpielisko nad jeziorem w Nierzymiu jest strzeżone przez ratowników. „Ratownicy byli kompletnie nieprzygotowani na taką akcję”. „Widziałam zachowanie ratowników. Ruszali się jak muchy w smole, gdy liczy się każda sekunda. Widziałam jak dwóch z nich stało na plaży i się po prostu patrzyło, zamiast nurkować”. "Chłopak krzyczał kilka rzy, że jego przyjaciel topi się. Ratowniczki po chwili wstały i pobiegły po koło, gdzie chłopak już był pod wodą. Po czym jedna z nich wskoczyła do wody, a reszta stała. Szybciej zaczęli reagować świadkowie, którzy zaczęli nurkować, niż ratownicy". To tylko niektóre komentarze osób, które w sobotnie popołudnie wypoczywały nad plaży nad jeziorem w Nierzymiu.

Fotoreportaż



Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x