Bagietka z zakalcem: Jesteśmy w czarnej dupie, ale jest pomysł...

23 kwietnia 2017, 17:28, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Czy tego chcemy, czy też spróbujemy zaprotestować, Lubuskie jako całość zmienia się na lepsze, a Gorzów jakby utknął w „czarnej dziurze”, której zgodnie z teorią względności nie może opuścić, bo to obszar czasoprzestrzeni, w której rządzi grawitacja.

I nie jest problemem, że nie wszystko idzie jak trzeba z inwestycjami drogowymi, bo takie sytuacje mają miejsce w wielu miastach. Nie ustrzegli się przed nimi również poprzednicy Wójcickiego, choć na mniejszą skalę. Gorzowianom nie przeszkadza także prezydent, bo wielu nie wie nawet, jak się on nazywa. Problemowi na imię obojętność i bezrefleksyjność wszystkich polityków, a jego paliwem jest brak chęci zrobienia czegoś więcej – wystarczy, by było „w sam raz”. Najlepiej oddaje to cytat Stefan Kisielewskiego: „To, że jesteśmy w czarnej dupie, to jasne. Problem w tym, że niektórzy zaczynają się w niej urządzać”.

„Jesteśmy miastem wojewódzkim” – to zdanie gorzowscy politycy powtarzają jak mantrę, ale nic z tego nie wynika. Mając do wykorzystania w ramach unijnego wsparcia kilkaset milionów złotych, powinniśmy zmienić optykę patrzenia na miasto. Ujmując rzecz obrazem, bardziej przemawiającym w Gorzowie: jeździmy dzisiaj na żużlowym stadionie podobnym do tego w Wawrowie, ale chcemy się przenieść na ten im. Edwarda Jancarza. To wymaga nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim zmiany sposobu myślenia o tym, co chcemy zrobić. Minimalizm w odniesieniu do Centrum Edukacji Zawodowej, traktowanie Wydziału Obsługi Inwestora jako zsyłki dla tych, którzy nie radzą sobie gdzie indziej i wreszcie niszczenie dorobku Gorzowskiego Ośrodka Technologicznego, to dowód na to, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na zmianę stadionu.

Nigdy nikt nie podarował żadnemu miastu rozwoju i sukcesu, chociaż gorzowscy politycy marzą o takim podarunku. Przeświadczenie, że miasto nad Wartą może się stać stolicą województwa, jeśli będzie się ciągle o tym mówiło, jest czymś w rodzaju „wishful thinking”. Mamy piękną filharmonię, wspaniały teatr, nagradzane bulwary, jeden z lepszych stadionów żużlowych w Polsce, ale mimo tego wszystkiego, jesteśmy przykładem miasta, które środki europejskie i zaciągnięte kredyty, przeznaczyły na wybudowanie efektownych inwestycji, które nie tworzą podstaw do rozwoju na przyszłość. Ta zaś nie rysuje się dobrze.

Teoretycznie Gorzów ma ponad 124 tysiące mieszkańców, ale to tylko dane meldunkowe, bo mieszka ich nad Wartą mniej niż 100 tysięcy. Wyjazdy młodych na studia, a nawet do szkół ponadgimnazjalnych, przestały być wyjazdami w celach edukacyjnych, ale stały się emigracją definitywną, której szkoła lub uniwersytet w Poznaniu, Szczecinie i Zielonej Górze, są ledwie początkiem. Dzisiaj problemu jeszcze nie ma, ale on wróci za 20-25 lat, co pozwala gorzowskim elitom o tym nie myśleć, bo ich interesuje dzisiaj, ewentualnie następna kadencja, lecz nie perspektywa dwóch dekad.

Spójrzmy oczyma wyobraźni: co będzie, gdy rodzice tych wyjeżdżających, będą po siedemdziesiątce? Będą mieszkać w centrum, na Staszica, na Słonecznej i na Zawarciu, staną się sierotami, będą mieszkać samotnie z niską emeryturą po latach pracy w TPV, Tesco, Stilonie i SE Bortnedze. I teraz druga strona medalu. Władze Gorzowa mają w swoich zadaniach własnych opiekę nad najsłabszymi. Kiedy nie będzie młodych, mniejsze będą wpływy podatkowe, a więc i w kasie Gorzowa będzie mniej pieniędzy. Majaczymy o budowie hali sportowej, choć bardziej potrzebne okażą się ośrodki pogodnej starości, gdzie mniej starzy gorzowianie, będą się opiekować tymi starszymi. Myślimy o ożywieniu Chrobrego, ale większym problemem będzie wyludnienie się niektórych części miasta.

Co zrobić, by przed negatywnymi konsekwencjami społecznych zjawisk uchronić Gorzów, albo nawet zdyskontować je na swoją korzyść ?

Jednym z pomysłów, a może nawet jedyną szansą, aby odwrócić negatywny dla Gorzowa trend automarginalizacji, jest zamienienie słabych stron w mocne, a także sięgnięcie po już posiadane atuty. Wyróżnikiem miasta nad Wartą powinna być infrastruktura dla osób starszych, dla których Gorzów byłby zdrowotno-rehabilitacyjną mekką. Tak dla tych z Polski, jak też zza zachodniej granicy. Fundamenty są i to bardzo solidne. Wystarczy spojrzeć na kierunki studiów w gorzowskim wydziale AWF: fizjoterapia w geriatrii, fizjoterapia w chorobach cywilizacyjnych, opieka nad osobami z językiem niemieckim oraz kilkanaście innych kursów o podobnej specjalizacji. Jeśli dodać do tego doświadczenie i możliwości Medycznego Studium Pielęgniarskiego i zasoby „Słowianki”, to aż się prosi, by na Gorzów za 10-20 lat patrzeć nie przez „różowe okulary”, ale tak jak jest w rzeczywistości.

Nie będziemy miastem akademickim, przynajmniej tak jak to widzą akademicy z „klasztoru” Jakuba z Paradyża, ale możemy być miastem ważnym dla wielu i z wyróżniająca się infrastrukturą dla seniorów. To wymaga myślenia o tym, a także decyzji i inwestycji, już dzisiaj. Środki europejskie mogą w tym pomóc, ale nie można się w „czarnej dupie” meblować. Trzeba meblować Gorzów przyszłości, nawet jeśli nie będzie to Gorzów młodych. Rada i Karta Seniorów to substytut i erzac rozumienia problemu.

Uciekać do przodu i nie dać odebrać sobie szansy bycia „sanktuarium dla seniorów”, to spójny i skuteczny program dla Gorzowa i choć dzisiaj takie myślenie, to dla wielu abstrakcja, dla przyszłości Gorzowa może być zbawienne.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże