Bagietka z zakalcem: Potrzebna jest praca u podstaw

3 kwietnia 2017, 11:44, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Pojawia się zagrożenie sztampą, rutyną, a nawet obciachem i szmirą. Ten jeden dzień w Gorzowie pokazał, jak mało „seksowny” jest już Komitet Obrony Demokracji, którego ludzie już nie potrzebują, choć ten bardzo potrzebuje ludzi. Przedwczesne wołanie: „Wilki, wilki !”, gdy te były jeszcze daleko w lesie i nie groziły bezpośrednio owcom, przyniosło odwrotne efekty.

Gdy polityczne drapieżniki zaatakowały nasz dom Polskę, na całego – zmieniając zasady politycznej gry, sposób komunikowania się i zagarniając kolejne obszary życia – nikt już nie reaguje. Dlaczego ? Bo o ile „dobra zmiana” potrafiła i jeszcze potrafi diagnozować potrzeby ludzi, opisując je kolejnymi „plus”, to opozycja jest oderwana od rzeczywistości...

...i nie potrafi stworzyć atrakcyjnego i zrozumiałego przekazu, którym w prosty – wręcz „łopatologiczny” sposób-można by pokazać, co się straci, gdy ograniczy się konstytucyjne prawa obywatelskie. Masowy udział w „Czarnym marszu” czy „Strajku kobiet” zgromadził w Gorzowie setki wspaniałych kobiet, ale nie był przejawem ich patriotyzmu, lecz dobrze pojętego „egoizmu” – chciały głośno powiedzieć o należnych im prawach i godności, co zresztą uczyniły skutecznie. Politycy Prawa i Sprawiedliwości mocno się ich boją, a ci z opozycji, jak zwykle, chcieli załatwić swoje interesy ich obecnością, aktywnością i siłą.

Nudziarskie gderanie o konstytucyjnych prawach, to opowieści nie mniej irytujące, niż wspomnienia pradziadka – potrzebna jest nowa narracja o starych prawdach, a tej nie dokonają ludzie myślący w kategoriach „wczoraj”, ale ci potrafiący myśleć i rozmawiać językiem „jutra” – płytszym, gorszym, skrótowym, wkurzającym i mniej inteligenckim, ale zrozumiałym dla tych, którzy w ostatnich wyborach gremialnie poparli „dobrą zmianę”.

„Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym” – mówił w niedzielne południe, podczas zorganizowanej przez Komitet Obrony Demokracji akcji „Czytamy Konstytucję” eksposeł, a dzisiaj wiceprezydent Warszawy i sędzia Trybunału Stanu Witold Pahl, a słuchali tego działacze gorzowskiego KOD-u, którzy w ramach wewnątrzorganizacyjnej demokracji, pozbawieni zostali jakiegokolwiek wpływu na kierunki rozwoju ruchu w regionie. O jednolitym froncie i wspólnej aktywności z liderem lubuskiego KOD-u Dariuszem Nockiem nie ma co marzyć.

To tylko obrazuje, w jak skomplikowanej sytuacji jest opozycja – parlamentarna i pozaparlamentarna – która zajmuje się głównie sobą, a więc łatwo sobie wyobrazić, że z partiami będzie jeszcze gorzej, choć te chętnie się przy KOD-ie ogrzewają.

Ten romans z partiami i przejęcie ich sposobu funkcjonowania, nie wyszedł lubuskiemu KOD-owi na dobre, bo ludzie chcieli zobaczyć w tej organizacji nową jakość, której nie dawały im partie identyfikowane z Krystyną Sibińską i Waldemarem Sługockim z PO, Bogusławem Wontorem z SLD czy Jolantą Fedak z PSL. Otrzymali kolejny zielonogórsko-gorzowski konflikt o władzę i ten sam zestaw polityków, którzy chętnie czerpią z doskonałej sprawności organizacyjnej KOD-owców.

Trudno nie odnieść wrażenia, że dla wielu „spóźnionych obrońców demokracji”, udział w eventach Komitetu Obrony Demokracji, to jedyna możliwość na to, by do politycznego CV wpisać sobie zasługi bojownika o wolność i demokrację. „Będę zawsze pamiętał dwanaście dwa tysiące piętnaście, a więc grudzień 2015 roku, gdy zamiast szykować się na Wigilię, broniliśmy wolności mediów w Senacie” – perorował podczas manifestacji senator Władysław Komarnicki, który raczej nie walczy o nic dla społeczeństwa, ale o to, by było jak niegdyś – kiedy decydował się na start w wyborach i wierzył, że będzie po stronie rządzących, a nie w opozycji.

Regionalny KOD wychodzi z ogólnopolskich ekscesów Mateusza Kijowskiego i reszty, mocno poobijany, ale nie powinien wierzyć, że Platformie Obywatelskiej, Nowoczesnej czy organizacjom lewicy, zależy na jego trwaniu. Zależy im na megaaktywności Moniki Twarogal, Leszka Pielina, Katarzyny Miczał i wielu innych, ale nie na tym, by KOD był zbyt silny. Inna sprawa, że KOD-owcy są niedojrzali politycznie, bo szczerzy i uczciwi, i nie do końca rozumieją, w co grają politycy, a ci walczą o to, by być słyszalnymi poza portalami społecznościowymi, lokalnymi telewizjami-których nikt nie ogląda-oraz partyjnymi spotkaniami.

KOD im to dotychczas gwarantował, ale to się właśnie kończy, choć wcale nie musi – pod warunkiem, że uda się znaleźć nową formułę. Jeśli ktoś nie zauważa tego, to jest w najlepszym razie oderwany od rzeczywistości, a jeśli to dostrzega i nie zamierza tego zmieniać, nie powinien się dziwić, że „seksapil” roztopił się i znikł.

Trzeba dawać wiarę szczerości aktywistów KOD-u, bo są szczerzy, uczciwi w intencjach i zaangażowani, ale nie należy mieć złudzeń, że komukolwiek z polityków kręcących się wokół ruchu, zależy na czymś więcej, niż tylko wykorzystaniu ich organizacyjnego potencjału. Co innego ludzie pokroju profesora Pawła Leszczyńskiego czy ekskuratora oświaty Radosława Wróblewskiego, to ideowcy, oddani sprawie i wielokrotnie już pokazali, że mają klasę.

Co dalej i jak programować przyszłość ?
Łatwiej stwierdzić, czego nie robić. Lepiej mniej i rzadziej publicznie, ale za to bardziej intensywnie bez mikrofonów – w terenie, tam 10-15 kilometrów od Gorzowa i Zielonej Góry, gdzie nikt nie emocjonuje się facebookowymi wpisami, blogami nad Wartą, porannymi rozmowami oraz osobistymi relacjami tego czy tamtego polityka. To jest trudniejsze, ale w Gorzowie i Zielonej Górze mieszka zaledwie jedna czwarta mieszkańców całego województwa, reszta mieszka w innych ośrodkach.

I jeszcze ten język, choć to akurat zależy od liderów krajowych, bo nie da się karmić ludzi patosem. Trzeba to profesjonalnie opisać i trafić „w punkt”.

Jeśli KOD-owcy będą liczyć na polityków, a politycy na ich zdolności operacyjne – a wszyscy razem będą czekać na upadek PiS i przechytrzenie siebie nawzajem – efekty będą katastrofalne. Potrzebna jest praca „u podstaw” i w terenie, w różnych środowiskach. Pokazał to PiS w okresie ośmioletnich rządów PO-PSL, tworząc Kluby Gazety Polskiej, Kluby Ronina, czy wspierając Biura Radia Maryja. Platformerskie i wielkomiejskie kluby wzajemnej adoracji pod nazwą Klub Obywatelski, to za mało, a właściwie nic. Dosłownie nic.

Powyborcza żałoba i Kisielowskie „układanie się w czarnej dupie” musi się skończyć. Czas zakasać ręce i do roboty – nawet jak nie przyjdzie żaden dziennikarz, bloger, reporter.

Kluczem są młodzi, a oni imprezki pod namiotem mają głęboko w du...e, a KOD-owskie „topienie kaczanny", to dla nich przejaw głębokiego obciachu. Nie mniejszy niż dla dziennikarzy...


Podziel się


Komentarze




Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże