Bagietka z zakalcem: Mówię wam ekolodzy: Wypie...ć na drzewo!

30 marca 2017, 23:02, Robert Bagiński
Są w życiu miasta momenty, których właściwe wykorzystanie, może zmienić wszystko na plus. Są też i takie, których zaniechanie lub spartaczenie, skutkuje utratą szansy na zawsze. Gorzów to w rzeczywistości Polska w pigułce – lubimy być mądrzy po szkodzie, jesteśmy bardzo zawistni.

Może więc warto zagonić „Dżina z butelki” tam, gdzie jego miejsce i nie ryzykować, że najbardziej wyczekiwana inwestycja w mieście, nie zostanie zrealizowana, bo niektórzy uczynili z jej torpedowania falę, na której chcieliby pływać politycznie. Słuchając argumentów tzw. ekologów i Ludzi dla Miasta, zaangażowanych w uniemożliwienie rozpoczęcia remontu ulicy Kostrzyńskiej, łatwo się pogubić, nie wiedząc, czy właśnie wchodzi się na oddział zamknięty, czy z niego wychodzi.

„Te drzewa dają ochronę ludziom, przed hałasem i pyłem, który jest nawiewany od Warty” – to głos pirata Grzegorza Witkowskiego. „Miasto nie jest bez winy” – to już lider Nowoczesnej Jerzy Wierchowicz, który jak zwykle szuka „konsensusu”. Nie inaczej przebrana w szaty troski o miasto Marta Bejnar-Bejnarowicz: „Miasto mogło wcześniej zainteresować się problemem drzew”.

Zabójcza dla miasta aktywność, nosi twarz przede wszystkim Ludzi dla Miasta, którzy jeden protest w sprawie drzew już zorganizowali. Trzy lata temu Marta Bejnarowicz i Alina Czyżewska uwijały się w ukropie w alejkach przy Marcinkowskiego, by nie dopuścić do remontu i wycinki drzew, a fakt jest taki, że remontu nie było. Teraz może być podobnie.

„Protest w stosunku do nietoperzy okazał się bzdurą i w ten sposób, możemy działać bardzo długo, szukając Pędzliczka lub Pachnicy, a także wielu innych chronionych gatunków. Możemy nie zrealizować Kostrzyńskiej i utracić dofinansowanie” – powiedział prezydent Jacek Wójcicki podczas ostatniej sesji Rady Miasta i trudno się jego irytacji dziwić, skoro nie od dziś wiadomo, że ruchomiejscy i ekologiczni działacze, okazują się ostatnimi czasy bardziej upierdliwi i szkodliwi, niż ryjący w angielskim trawniku kret.

Ta polityczna w zamyśle, ekologiczna w treści i antygorzowska w formie akcja przeciwników Wójcickiego, ma wykazać nieprofesjonalne przygotowanie remontu Kostrzyńskiej, ale obnaży głupotę i krótkowzroczność tych, którzy nie rozumieją, iż miasto jest dla ludzi, a nie Pendliczka, Pachnicy i nietoperzy. Ta proekologiczna i antymiejska propaganda ruchomiejskich cwaniaków, jest tak prymitywna oraz niemądra, że śmierdzi na odległość.

Brak rychłego rozpoczęcia remontu Kostrzyńskiej to ryzyko utraty części bezkonkursowych pieniędzy w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych, a w formie konkursowej konkurentów będzie już wielu. Akceptowanie zabaw zapałkami na stacji paliw, bo tym w istocie są działania Ludzi dla Miasta oraz ekologów w sprawie Kostrzyńskiej, jest niedopuszczalne. To karykatura bycia aktywnym i maskarada troski o sprawy mieszkańców. Jeśli dla kogoś ważniejsze są drzewa niż strategiczna dla miasta inwestycja, to... „Na drzewo!” – jak lapidarnie powiedziałaby młodzież.


Podziel się


Komentarze




Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże