Bagietka z zakalcem: Miastu pozostał wstyd

14 lutego 2017, 09:30, Robert Bagiński/nadwarta.blogspot.com
Historia gorzowskiej lekarki Lindy H. znalazła w niedzielę swój epilog w ogólnopolskiej stacji „Polsat”, a miastu nad Wartą pozostał wstyd, bo takie rzeczy zdarzają się tylko w miejscach dziwnych. Oto znana na całym świecie medyczna oszustka Linda H., a wcześniej znana jako Linada Astor lub profesor Poddubiuk, znalazła swoje miejsce jako zleceniobiorca w gorzowskim Pogotowiu Ratunkowym.

Co więcej, szef tej placówki, znany medialny celebryta i co najważniejsze: Wojewódzki Konsultant ds. Ratownictwa Medycznego Andrzej Szmit, bezmyślnie oświadczył jakiś czas temu, że znał historię tej lekarki. Kiedy media podniosły zarzut, że wielu mieszkańców było ofiarami jej błędnych diagnoz, nic sobie z tego nie robił, proponując publiczną konfrontację z autorami zarzutów.

Szmit nie krył, że o historii lekarskich błędów lekarki Lindy H. wiedział, co nie wystawia mu dobrego świadectwa jako menadżerowi odpowiedzialnemu za dobór kadry do podległej jednostki. Dzisiaj wiadomo, o czym jako pierwszy poinformował portal gorzowianin.com, że są też przykre konsekwencje fatalnej pomyłki personalnej dyrektora Szmita. Do gorzowskiej prokuratury wpłynęło zawiadomienie, o popełnieniu przestępstwa doprowadzenie do śmierci mężczyzny, który miał kontakt z doktor Lindą H. we wrześniu 2015 roku.

Nie przyłączam się do chóru krytyków pani doktor” – mówił po ujawnieniu faktu zatrudnienia Lindy H. w Gorzowie, jej przełożony i osoba odpowiedzialna z ramienia wojewody lubuskiego za ratownictwo medyczne, Andrzej Szmit. Kilka dni później lekarka z Gorzowa zniknęła, a dyrektor Szmit mógł przez chwilę poczuć ulgę, że zniknął też niewygodny dla niego problem. Zresztą sprawę bagatelizował od początku, choć nie było dla nikogo tajemnicą, że jej praca i fatalne diagnozy mogły narazić wielu pacjentów na niebezpieczeństwo, a nawet utratę zdrowia i życia.

Znam przeszłość pani Lindy. Ale gdy przyjmowaliśmy ją do pracy, to rozpatrywaliśmy tylko i wyłącznie jej kompetencje” – mówił mediom, a prokurator Agnieszka Hornicka – Mielcarek nie pozostawia wątpliwości, że sprawa jest poważna i po przesłuchaniu świadków, podjęte zostaną czynności zmierzające do ustalenia miejsca pobytu ewentualnej podejrzanej Lindy H. Dziwić może, że lekarka o której wiadomo było właściwie wszystko, będąca mistrzynią fałszowania swojej tożsamości, w ogóle znalazła w Gorzowie zatrudnienie.

Jej historia pokazuje, że w fałszowaniu dokumentów, życiorysu, swojej historii oraz rzekomego doświadczenia, była lepsza niż w leczeniu ludzi. Ta skomplikowana historia gorzowskiej lekarki była dyrektorowi Szmitowi znana, a pod ogłoszeniem wyników konkursu z dnia 13 kwietnia 2015 roku podpisał się osobiście, potwierdzając tym samym, iż przeszłosć i opisywane błędy Lindy H. nie będą miały wpływu na bezpieczeństwo zdrowotne gorzowian. Stalo się jednak inaczej, bo istnieje prawdopodobieństwo, że jej zatrudnienie ma bezpośredni związek ze smiercią człowieka oraz wieloma innymi problemami mieszkańców Gorzowa.

Normalnie w takich sytuacjach jest więcej pytań, niż odpowiedzi, ale nie tym razem. W Nowej Zelandii gorzowska lekarka Linda H. – posługując się fałszywymi dokumentami, iż jest psychiatrą - wypuściła ze szpitala człowieka, który na drugi dzień obciął żonie głowę. W Gorzowie doprowadziła swoją osobą do sytuacji, w której zawodową głowę powinien dyrektorowi Szmitowi „obciąć” wojewoda i marszałek województwa.

Doświadczenie nakazuje w to wątpić, bo skończy się jak zawsze: doktor Lindy H. nikt nie znajdzie, dyrektor podpisujący z nią kontrakt w Gorzowie zbuduje własną i jak zwykle ciekawą narrację, a nadzorujący go: jako dyrektora – marszałek, a jako konsultanta – wojewoda, uznają iz sprawy nie ma. Może jednak będzie inaczej.

Sprawa jest, bo ktoś odpowiada za zatrudnienie osoby, która mogła doprowadzić do utraty życia i zdrowia pacjentów.


Podziel się


Komentarze




Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Warta Residence Gorzów Wielkopolski