Bagietka z zakalcem: Grypa dopadnie wojewodę?

31 grudnia 2016, 11:53, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Robert Bagiński – postać kontrowersyjna a zarazem ciekawa. To on wie co piszczy w polityce – tej naszej, lokalnej. Tej dla nas – zwykłych zjadaczy chleba – najważniejszej. Celnie punktuje nieprawidłowości, nie boi się pisać wprost. Właśnie dlatego ma u nas stała rubrykę. Dziś Robert pisze o ptasiej grypie, która dopadła nie tylko drób

Bez patosu i wielkich słów – ta władza jest niebezpieczna. Dobrze, że ptasia grypa nie jest szkodliwa dla ludzi, bo gdyby tak było, to w konsekwencji nieudolności PiS-owskiego wojewody i jego służb, pomór dotknąłby niestety także ludzi. Korowód czterech zmian na stanowisku lekarza weterynarii w ciągu zaledwie dwóch tygodni, podobny w zakresie osoby odpowiedzialnej za sytuacje kryzysowe, likwidacja specjalistycznego magazynu, brak nadzoru nad wydziałem zarządzania kryzysowego oraz bałagan niezgodny z obowiązującymi procedurami – to tylko niektóre grzechy wojewody Dajczaka, któremu ideologia „wypaliła” zdrowy rozsądek, a partyjna nowomowa wyparła przestrzeganie procedur.

„Wszystko jest pod kontrolą. Wszystkie służby, które są do tego powołane, muszą się wykazać tym, do czego są powołane” – to „błyskotliwie inteligentne” zdanie, wypowiedział dzisiaj w narodowym Radiu Gorzów wojewoda Władysław Dajczak.

Sam wykazał się dotychczas jedynie tym, iż w ciągu zaledwie trzech grudniowych tygodni w newralgicznym dla rozwoju ptasiej grypy momencie - z polecenia wojewody - Lekarz Wojewódzki Tadeusz Woźniak na stanowisku Powiatowego Lekarza Weterynarii w Powiecie Gorzowskim - bez pytania chociażby o opinię starosty – wymienił trzech kolejnych lekarzy. Co ważne, bez słowa uzasadnienia, już dziewięć dni od wykrycia pierwszego ogniska ptasiej grypy w gminie Deszczno, odwołany został dr Józef Jagódka – jedyny lekarz w regionie, który podobną akcję nadzorował w 2006 roku w Kostrzynie, a funkcję lekarza powiatowego weterynarii sprawował przez ostatnie 18 lat.

W akcji zwalczania grypy zastąpił go od 15 grudnia br. dr Andrzej Gembka, który jednak cztery dni później złożył rezygnację i bałagan wojewody odpowiedzialnego za bezpieczeństwo pozostał bez „kapitana”.

W tej sytuacji funkcję Powiatowego Lekarza Weterynarii powierzono dr Agnieszce Ląd, ale i ona widząc organizacyjny bałagan, nieprzestrzeganie procedur i brak nadzoru oraz koordynacji ze strony służb wojewody, dwa dni później złożyła dymisję. W tej sytuacji w przedświąteczny piątek obowiązki lekarza powiatowego przejął... Zastępca Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii dr Józef Malski, bo jego przełożony T. Woźniak – choć powołany na wniosek PiS-owskiego wojewody zaledwie w marcu – został 23 grudnia odwołany.

Tą ostatnią decyzję łatwo zinterpretować – sprawy nie idą dobrze i niezbędny był „kozioł ofiarny”, by skórę mógł ochronić wojewoda Dajczak. To jednak nic, bo im bliżej Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego, tym przysłowiowy „burdel” większy, ptasie kupy śmierdzą bardziej, a wszystko przyczepia się do nogawek PiS-owskich polityków, którzy pozbyli się ludzi kompetentnych, a władzę oparli na miernotach.

Ilustruje to słuszny zarzut, że pracujący przy akcji żołnierze nie mają odpowiedniego sprzętu, ot choćby rękawic do ładowania ptactwa. Mieliby, gdyby latem wojewoda nie nakazał w ramach oszczędności likwidacji Magazynu Wojewódzkiego w którym znajdował się sprzęt za blisko dwa miliony złotych do tego typu akcji, a który rozpłynął się, a magazyn świeci dziś pustkami.

Takie rzeczy nie miałyby miejsca, gdyby szefem Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego był szanowany profesjonalista Jarosław Śliwiński, ale wojewoda postanowił go wymienić na swojego: od stycznia do lutego br. – na emerytowanego policjanta, następnie na dwa miesiące na emerytowanego majora Wojska Polskiego, a od kwietnia na Krzysztofa Kołcza z Poznania, który większego pojęcia o administracji nie ma, a do akcji zwalczania ptasiej grypy przystąpił z hasłem: „Brałem udział w misjach”.

W tej misji nie brał dłuższego udziału, bo w szczytowym momencie nieradzenia sobie z ptasią grypą, wojewoda Dajczak „cichaczem” i w celu podzielenia się odpowiedzialnością za bałagan na koordynującego akcję wyznaczył wicewojewodę Roberta Palucha, a „prawą ręką” – choć niezgodnie z prawem: ustawą i zarządzeniem – uczynił dyrektora Biura Wojewody Waldemara Gredkę, który nie będąc członkiem Zespołu Zarządzania Kryzysowego, nadzoruje prace dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego.

Całkiem inną sprawą są dezynfekujące maty bez nadzoru i ograniczeń prędkości, bo rzecz nie dotyczy już dróg gminnych i powiatowych, ale wojewódzkich i krajowych – a to wymaga innych ustaleń – które wymykają się ciasnym umysłom polityków PiS w Lubuskiem.

Powyższe wskazuje, że nie tylko zamach na demokrację i dyktatorskie zapędy PiS-owskiej władzy są niebezpieczne, bo o wiele bardziej niebezpieczna jest głupota i niekompetencja tych ludzi, którzy nie liczą się z procedurami i są po prostu dyletantami. Dobrze, że to tylko lub aż ptasia grypa, bo gdyby w Lubuskiem wykryto coś poważniejszego, dziś tego tekstu nie miałby już kto napisać, a tym bardziej go przeczytać. Przy tej władzy bylibyśmy trupami.

Dowody ? Proszę bardzo: po takich wydarzeniach wojewoda powinien Wojewódzkiej Inspekcji Handlowej oraz innym służbom zlecić kontrolę jajek i drobiu w sklepach - do dziś nic takiego się nie stało, a wystarczy pójść na ryneczek przy ulicy Jerzego w Gorzowie, aby się przekonać, że handel kwitnie.

„Miało być na medal i tak się to sprzedaje w mediach, ale to idzie pod prokuratora” – mówią rozmówcy Nad Wartą.

Wojewoda Dajczak wie, że to już początek końca, a wicewojewoda Paluch zdaje sobie sprawę, że od początku można było lepiej i inaczej, lecz po co podnosić skórkę od banana, skoro małpa z gabinetu naprzeciw może się na niej zabić...


Podziel się


Komentarze




Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Warta Residence Gorzów Wielkopolski