Krowy nie zostaną zabite, ale… [film]

29 maja 2019, 19:08, red
W środę 29 maja minister rolnictwa ogłosił, że stado krów z Ciecierzyc nie zostanie zabite, ale trafi do jednego z gospodarstw państwowych. Taka decyzja nie do końca podoba się obrońcom praw zwierząt, którzy chcieliby aby krowy trafiły do rolnika, który zaoferował ich przygarnięcie.

Decyzją powiatowego lekarza weterynarii, która została poparta wyrokiem Sądu Rejonowego w Gorzowie – stado ponad 170 krów z Ciecierzyc miało zostać zabite. Dlatego też obrońcy praw zwierząt postanowili walczyć o życie krów. Od soboty 25 maja czuwają na łące, gdzie znajdują się krowy. Nie zgadzają się na ich rzeź i podkreślają, że zbadanie zwierząt oraz ich zakolczykowanie będzie o wiele tańsze, niż te 350 tys. zł, które zostało przeznaczone na ich zabicie.

Społecznicy zaczęli pisać i prosić o interwencję w sprawie krów do praktycznie wszystkich najważniejszych osób w kraju i nie tylko. Napisali m.in. do prezydenta Andrzeja Dudy czy papieża Franciszka. Jak się okazało, skutecznie.

- Po różnych interwencjach, między innymi prezydenta Andrzeja Dudy oraz po otrzymaniu tysięcy maili podjąłem decyzję, że te zwierzęta nie zostaną zabite. Zostaną odizolowane i jest to warunek niezbędny, od możliwości stwarzania dalszych zagrożeń, ale również ewentualnego roznoszenia chorób. Krowy zostaną odizolowane w jednym z gospodarstw państwowych, tam zostaną przebadane i zakolczykowane. Jeżeli te krowy okażą się zdrowe, to będziemy szukać rolników, którzy chcieliby je do siebie wziąć. Okazję do wykazania się będą mieli również obrońcy praw zwierząt - powiedział w środę Jan Ardanowski, minister rolnictwa.

Jednak ta decyzja nie do końca cieszy obrońców praw zwierząt, którzy twierdzą, że w momencie kiedy krowy trafią do gospodarstwa państwowego, nikt nie będzie miał nad nimi kontroli i nie będzie mógł sprawdzić w jakich warunkach są przetrzymywane.

- W pierwszej chwili, kiedy dowiedzieliśmy się, że krowy nie zostaną zabite była euforia. Niestety po krótkiej refleksji było już wiadro zimnej wody na głowie. Nie po to walczymy w dzień i w nocy, pilnujemy tych krów, aby trafiły nie wiadomo gdzie. Chcemy, aby stado trafiło do osoby odpowiedzialnej, gdzie będziemy mogli w każdej chwili sprawdzić co się z nim dzieje – komentuje Iwona Stępniewska, czuwająca przy krowach.

Obrońcy praw zwierząt podkreślają, że z gospodarstwa państwowego krowy będą mogły w każdej chwili zostać zabrane do rzeźni i nikt nie będzie o tym wiedział, bo zwykły obywatel nie będzie miał dostępu do takiego gospodarstwa. Dlatego też nie zamierzają zawieszać swojego protestu i będą próbowali dalej negocjować z ministrem rolnictwa i głównym lekarzem weterynarii.

- Zostajemy na łące tak długo jak będzie trzeba. Będziemy czuwać do momentu aż wolność będzie oznaczała prawdziwą wolność. Będziemy również próbowali przekonać ministra, aby krowy trafiły do rolnika, który zaoferował opiekę nad nimi. Chciałabym, aby krowy do końca swoich dni żyły w naturalnym środowisku – podkreśla Agnieszka Karło, broniąca krów z Ciecierzyc.

Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x