Kasa, misiu, kasa – czyli o pieniądzach na gorzowski sport

2 lutego 2019, 20:14, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Na sporcie mogę się nie znać, ale korporacyjny biznes, także ten sportowy, znam całkiem nieźle. Na tyle, by wiedzieć, że tylko w Gorzowie próbuje się wmówić mieszkańcom, iż żużel jest najważniejszą dyscypliną sportową. I to jest „clou” dyskusji o podziale środków na sport nad Wartą. Ta czynność nigdy nie była tu wolna od potknięć, lecz tegoroczny owoc pracy rajców pachnie koszmarem.

Lansowana wręcz uporczywie teoria, że cały gorzowski sport opiera się tylko na żużlu, bo na stadionie gromadzi się kilka tysięcy osób głównie spoza Gorzowa, nijak się ma do rzeczywistości. Można odnieść wrażenie, że odkąd prezes Komarnicki położył siodło na plecach prezydenta Jędrzejczaka, by na „Stali Gorzów” wjechać do polityki, nie zmieniło się dużo. Radni żyją w świecie, którego już nie ma, a po sądowym postanowieniu z października ub.r., ich darmowe karnety nie będą tak tajne, jak dotychczas.

Działacze żużlowi mają swoje zasługi, a prezes Zmora jest jednym z najlepszych menadżerów w kraju, to poza dyskusją. Ciśnie się jednak na usta konstatacja, że „Stal” funkcjonuje pod finansowym parasolem władz miasta, które mają własne wyobrażenia o tym, co jest dla mieszkańców dobre. Tymczasem, pełne trybuny na Śląskiej dają efekt „wow”, ale trudno nie zgodzić się z mecenasem Jerzym Synowcem, że ciężar szkolenia młodych zawodników, spoczywa głównie na Speedway’u Wawrów. „Stal nie szkoli nikogo” – konstatuje były prezes tego klubu i wiedzą o tym wszyscy ci, którzy co miesiąc indywidualnie finansują nastoletnich zawodników. Pomysłem na ucieczkę do przodu z myśleniem o finansowaniu sportu w mieście, mogłoby być myślenie o nim jak o biznesie – ale nie dla działaczy sportowych, lecz dla klubów.

Taka właśnie kalkulacja powinna towarzyszyć radnym i prezydentowi Gorzowa, którzy chyba nie wiedzą, iż finansowanie piłki nożnej – a konkretnie „Stilonu” i „Warty”, to może być biznes. Po pierwsze – oba kluby szkolą największą liczbę młodzieży, która idzie w ponad sześć setek. Po drugie – piłka nożna jest jedyną dyscypliną, w której pieniądze wędrują za zawodnikiem i często wracają do klubu. Przykład pierwszy z brzegu to Sebastian Walukiewicz, który zaczynał w MKP Gorzów. Chociaż w „Stilonie” nie zagrzał miejsca dłużej niż miesiąc, to z tytułu jego transferu do Cagliali Calcio, do gorzowskiego klubu powędruje blisko 10 tysięcy euro. I tak jest zawsze, a przykłady można mnożyć. Pieniądze za wyszkolenie Arkadiusza Milika, Krzysztofa Piątka czy wreszcie Roberta Lewandowskiego, wróciły do biorących udział w ich wyszkoleniu klubów.

W przypadku speedway’a tak się nie dzieje, a mimo tego władze miasta masturbują ego działaczy „Stali Gorzów”, dając im niemal tyle samo, co w sytuacji, gdy byli zaabsorbowani organizacją „Grand Prix”. W tym szaleństwie jest metoda, by dostać tyle samo, robiąc mniej. To nie wszystko, miasto zakupi klubowi dodatkową bandę za 60 tysięcy złotych, a więc za tyle samo, za ile „Stilon” będzie musiał przeżyć przez pół roku. Stuprocentową podwyżkę dostali też piłkarze ręczni ze „Stali” i trzeba mieć nadzieję, że cała ta kwota trafi właśnie do nich, nie rozpływając się w garncu potrzeb o charakterze ogólnym. W końcu powiedzenie byłego selekcjonera piłki nożnej: „Kasa, misiu, kasa”, wciąż jest aktualne, a narracja o potrzebach szkoleniowych młodzieży, wydaje się mniej atrakcyjna, niż drink w żużlowej loży VIP.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Imprezy


Pozostałe wiadomości


x