Trzeba nakarmić wygłodniałych sojuszników

8 listopada 2018, 18:44, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
W kampanii samorządowej można mieć wielkie plany i szczytne cele, ale koniec końców, trzeba będzie nakarmić wygłodniałych sojuszników i oddanych żołnierzy. Zwłaszcza nad Wartą, politycy łatwo znajdują uzasadnienie dla kolesiostwa i promowania leserów.

Inna sprawa, że to nie tylko gorzowski przypadek, iż przestrzeń publiczna traktowana jest jak żerowisko. Od zarania dziejów polityka była sztuką podboju i łupienia, chociaż nad Wartą ów proceder rozwija się w sposób specyficzny. Tu każdy od kogoś zależy i najczęściej chodzi o etat w urzędzie, pracę w miejskiej spółce lub zlecenie na to i owo. Tu koalicja i podział łupów nazywane są apolityczną współpracą, a wszystko podlewane jest sosem o nazwie „dobro publiczne”. Do absurdów doprowadzono w kończącej się właśnie kadencji, gdy PiS i PO zawarły z prezydentem koalicje, delegując nawet do Ratusza swoich nieudanych reprezentantów, ale oficjalnie żadna z partii nie chciała się do nich przyznać. Nic dziwnego, nie były to osoby wybitne, ale znacznie poniżej przeciętnej.

Nie inaczej będzie teraz. Jeszcze kilka dni temu do funkcji wiceprezydenta Gorzowa w ramach prezydenckiej koalicji, do której oczywiście nikt się nie przyzna, przymierzano Pawła Ludniewskiego. To dwudziestokilkuletni niedoszły wójt Santoka, który znany jest z tego, że nigdy nie miał prawdziwej pracy poza polityką, ale jest asystentem minister Rafalskiej. Teraz wiceprezydentem ma być ekswojewoda Ireneusz Madej, co wydaje się mało prawdopodobne, bo trudno zarzucić mu brak doświadczenia i kompetencji. Te ostatnie mogłyby być kłopotliwe i zawstydzające dla włodarza miasta.

Możliwości zmieniają. Dlatego nie inaczej dzieje się w Powiecie Gorzowskim, gdzie platformerski senator za wszelką cenę dąży do zawarcia koalicji z PiS-em. „Dla dobra powiatu zawrę koalicję choćby z diabłem” – powiedział dzisiaj w jednym z wywiadów Władysław Komarnicki. Tu kandydatem na starostę, po niezwykle skutecznej i zasłużonej Małgorzacie Domagale, miałby być szef senatorskiego biura Michał Wasilewski. Podobnie jak Ludniewski, nie miał okazji skalać się pracą poza polityką. I tak dalej i tak dalej. Żenada jest nieodłączną częścią polityki, a im niżej, tym gorzej. W przypadku powiatu wyszło szydło z worka, a właściwie słoma z senatorskich butów.

Naiwni wyborcy celują w taki sposób głosowania, aby za sprawy miasta czy powiatu, odpowiadali najlepsi z najlepszych, a na koniec okazuje się, że wiceprezydentami, starostami lub szefami komunalnych spółek, zostają po prostu ludzie mierni, wierni i charakteryzujący się nienachalną inteligencją o twarzach niezmąconych myśleniem o dobru wspólnym. Problem w tym, że o zajmowaniu stanowisk w lokalnej polityce, z dala od tabloidów i głównych krajowych mediów, rzadko decydują kompetencje, a częściej kolejność w kolejce dziobania do liderów. Ewentualnie, pomocna bywa bezbarwność, nijakość i rysa na życiorysie, bo kimś takim można zawsze sterować.

Warto też pamiętać, że politycy w trakcie kampanii samorządowej i po niej, to dwie różne kategorie osób. Przed wyborami oddaliby potrzebującemu ostatni garnitur, ale już po wyborach, nowy garnitur chętnie kupią za pieniądze podatników. Przed wyborami chcą współpracować tylko z kompetentnymi i z doświadczeniem, lecz po wyborach bliżej im do nieudaczników. Więcej, raczej nie znajdą już czasu na to, by stanąć na ulicy i porozmawia o mieście, albo chociaż wytłumaczyć powody takich, a nie innych decyzji personalnych. Jest jeszcze coś. To rozdźwięk pomiędzy wypowiedziami publicznymi i tzw. rozmowami „off the record”.

Może rację miał kanclerz Bismarck, że ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi kiełbasę i politykę. Dzięki temu będą lepiej sypiać i mieć nadzieję, że jednak warto chodzić na wybory. W polityce widziałem sporo, a nawet wierzyłem kiedyś, że rację mają w niej najinteligentniejsi. To spora naiwność, bo choć trafiają do niej ludzie porządni, to prawo Kopernika-Grashama sprawdza się tu jak nigdzie indziej: zły pieniądz wypiera ten dobry. Czytaliście „Towarzysza Szmaciaka” Janusza Szpotańskiego? Warto, a jeśli nie czytaliście, to obserwujcie powyborcze roszady. Sposobów na pozbycie się takich nie ma, bo istnieli od zawsze. W polityce gra nie często toczy się o sprawy wielkie. Najczęściej chodzi o zdobywanie oraz utrzymanie władzy, a w miastach wielkości Gorzowa, idzie po prostu o posady i zlecenia dla swoich.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!