U jednych radość u innych krokodyle łzy

22 października 2018, 21:18, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Właśnie opada bitewny kurz po najdziwniejszych wyborach w mieście. Wygrany znany był od dawna, ale przegrani i skala ich przegranej, mają prawo zaskakiwać.

Tak, wszyscy znamy tę narrację, że wybory to „święto demokracji”. Coś w tym jest, chociaż duża część świętujących odczuwa po tej uroczystości tylko smutek lub sporego kaca. Z drugiej strony, jakby na to nie patrzeć, nie dajmy się zwariować-to tylko wybory. Z punktu widzenia zwykłego mieszkańca nic szczególnego nie wniosą. Przecież wszyscy wiedzieliśmy, że Gorzów musi być rozkopany, aby mógł zostać zmodernizowany. Każdy z nas słyszał o rynku budowlanym i związanymi z tym problemami z wykonawcami. I tak dalej, i tak dalej.

Największym wygranym jest oczywiście prezydent Jacek Wójcicki, ale również jego komitet, który zdeklasował ogromne i dysponujące pieniędzmi ogólnopolskie partie polityczne. O ile wygrana w wyborach prezydenckich była do przewidzenia, to wynik do Rady Miasta powinien budzić respekt i szacunek. Wójcicki nie tylko sam zrobił dobry wynik, ale pociągnął za sobą innych. To odwrotność tego, co zaprezentowali jego konkurenci. Jeszcze nigdy tak słabi kandydaci nie ubiegali się o tak ważny urząd. Inna sprawa, że od wielu lat nie było nad Wartą wyborów, w których stawka byłaby tak wysoka – dokończenie inwestycji, skonsumowanie unijnych środków oraz nadanie miastu nowego impetu nie na pięć lat, ale na kilka dekad.

Przegrani są oznaczeni: Robert Surowiec i Sebastian Pieńkowski. Pierwszy, po takim wyniku i przy takich środkach zainwestowanych w kampanię, także z naruszeniem prawa w przedmiocie ulotki szpitalnej, może co najwyżej udawać lidera Platformy Obywatelskiej. Tak jak tombak udaje złoto. Jeśli jest, jak o sobie lubi opowiadać – menadżerem, powinien wiedzieć, że korporacji nie można angażować do działalności pozazawodowej, bo prywatna porażka będzie rzutować na wizerunek firmy. On wizerunek firmy postawił na tej samej szali co osobisty interes i dlatego nie dziwi, że w szpitalu, którym podobno tak wyjątkowo zarządza, otrzymał tylko trzy głosy. Dzisiaj jest oczywiste, że jeśli marszałek Polak chce być wiarygodna, to Surowiec powinien stracić stanowisko, zanim stary-nowy prezydent powoła nowych zastępców.

Drugi z przegranych to ustępujący przewodniczący Rady Miasta. Dla niego rozpoczęła się walka o polityczne życie. I chociaż minister Rafalska wylewała w obciachowym Radiu Gorzów krokodyle łzy podlewane słowami o „pękniętym sercu”, to nie jest tajemnicą, że, lepszego prezentu już w tym roku nie dostanie. Pieńkowski okazuje się niewybieralnym i obciachowym, a w dodatku stał się obciążeniem dla innych, bo PiS w stanie posiadania ma mniej radnych, niż w poprzedniej kadencji. Nie ma się czemu dziwić. Mieszkańcy Gorzowa otrzymali z ust PiS-owskiego kandydata niezwykłą fontannę kłamstw i bezprecedensową próbę ogłupienia ich, że selfie z premierem jest gwarantem pieniędzy na inwestycje.

Skoro już po wyborach, chciałoby się krzyknąć u progu nowej kadencji Rady Miasta: „Pobudka Panie i Panowie!”. Byłoby jednak zbytkiem naiwności wierzyć, że ktokolwiek z nowych i nowych-starych rajców to usłyszy lub mocniej się tym przejmie. Rozziew pomiędzy oczekiwaniami wyborców względem nowej rady a celami jej nowych członków, jest z każdą kolejną kadencją coraz większy. W nowej radzie jest aż ośmiu nowicjuszy, a więc radnych, którzy zasiądą tam po raz pierwszy. Z podobnej fluktuacji cieszyliśmy się już cztery lata temu, ale już po roku było wiadomo, że byli to w przeważającej większości statyści. Bardziej więc smucą nieobecności, a szczególnie jedna – Grzegorza Musiałowicza z Zawarcia. Wyborcy wybrali Piotra Palucha, który gorzowski samorząd okupuje od trzech kadencji, choć odezwał się w tym czasie tylko raz: „Jest gorąco, czy można otworzyć okno?”.

Najbliższe kilkadziesiąt dni przyniesie sporo spekulacji. Prezydent Wójcicki powinien wiedzieć, że jeśli w drugiej kadencji nie chce być już tylko kimś prezydentopodobnym, ale włodarzem miasta na serio, powinien pożegnać się z myślą, iż można dogodzić wszystkim. Można zrozumieć układ z PiS-em, bo to korzystne dla miasta, ale sojusz z Platformą Obywatelską powinien dać mu wiele do myślenia. Wiejski animator znad Odry i wiceprezydent w jednej osobie był szefem sztabu wyborczego najbardziej agresywnego kontrkandydata, a prezydent Wójcicki udawał, że tego nie widzi lub nie rozumie. Czas odłączyć gorzowskiej PO kroplówkę i dać jej w spokoju umrzeć.

Co poza tym? A może tak duchowa adopcja radnych? Brzmi kuriozalnie, ale taka opieka pozwoliłaby im uniknąć wpadek tych, których nazwiska wspominamy już tylko przy okazji opowiadania anegdot.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!