Wójcicki kontra reszta miasta

19 października 2018, 20:36, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Lew nie przejmuje się opinią owiec i nawet jeśli to metafora mocno przerysowana, oddaje stosunek urzędującego prezydenta do swoich kontrkandydatów. Urządzili festiwal bełkotliwej demagogii, w której ściema była wszystkim, a prawda niczym.

Zakończona kampania wyborcza była wielkim picem, fotomontażem i potiomkinowskimi wioskami. Nie pomogły regionalne media. Trzy sondaże prezydenckie, tylko na przykładzie poparcia dla urzędującego prezydenta nie pokazały niczego, poza tym, iż firmy badawcze oraz ich medialni zleceniodawcy, czerpali lekcje u twórcy Pinokia. Trudno z powagą traktować sondaże, które raz Jackowi Wójcickiemu dają trzydzieści siedem procent, innym pięćdziesiąt, a te ostatnie już siedemdziesiąt. To jednak drobiazg wobec semantyki jego oponentów. Raczej nie wiedzą, że zdobycie najważniejszego fotela przy Sikorskiego, a zasiadanie na nim i skuteczne zarządzanie, to dwie różne sprawy. Przekonał się o tym cztery lata temu prezydent Wójcicki i wiedzą o tym mieszkańcy, którzy dostrzegli, że promowane w kampanii „lekarstwa”, mogą być gorsze, niż choroba. 

Pośród żałobnych mszy za Gorzów najbardziej ponurą odprawił kandydat PO Robert Surowiec. Zbudował opowieść grozy i kontrast, w którym upolityczniony i zadłużony szpital miałby być wzorem do naśladowania, a konfrontowany z problemami na rynku budowlanym ratusz, przykładem godnym potępienia. Jego słaby wynik jest do przewidzenia i to głównie dlatego, że rozpoczął kampanię od narracji negatywnej. Jako cel obrał sobie urzędującego prezydenta, a wyborcom to się nie spodobało. Zawsze lepiej jest prowadzić kampanię o „coś”, i w imię „czegoś”, a nie przeciw komuś. Na dłuższą metę więcej osób poprze pozytywny przekaz, niż wieczną krytykę. W jego narracji miasto jest w czarnej dziurze, a wyremontowanych kilkanaście strategicznych ulic oraz realizowane inwestycje, to fatamorgana i zwidy. Strzelał ostro, ale trochę na oślep, samemu proponując różne „bajki” dopiero w ostatniej fazie kampanii.

Za sprawą gorzowskiego PiS-u polityka z butami weszła w sprawy samorządu. Co prawda zdeterminowany Sebastian Pieńkowski, nie obiecał dostępu do morza, ale sraczka wyborczego wodolejstwa była ogromna. Jak bardzo trzeba nie szanować inteligencji potencjalnych wyborców, by mówić im, że jeden uścisk dłoni z premierem Morawieckim wyniósł go do pozycji najbliższego współpracownika szefa rządu. Rozmach kłamliwych obietnic Pieńkowskiego był tak wielki, że niektórzy zastanawiali się czy powołując się na wpływy w rządzie, nie popełniał przestępstwa. W większości były to jednak propozycje nierealne i oderwane od rzeczywistości. Przepaść pomiędzy słowami, a tym co jest realne, była tak rażąca, że aż porażała. Gołym okiem było widać, że w tej kampanii boksował powyżej swojej wagi – w przenośni i dosłownie.

Ponadpartyjnym „wunderwaffe” na Wójcickiego miała być Marta Bejnar-Bejnarowicz, która jako jedyna nie obiecywała nikomu gruszek na wierzbie, ale duopol zaimplementowany do wyborów przez Pieńkowskiego i Surowca, odsunął ją na daleki plan. Na poziomie politycznego teatru awansowała do pierwszej nadwarciańskiej ligi, ale w kampanii zabrakło świeżości i pieniędzy. Sprawie nie służy też skład list wyborczych. Im bliżej wyborów, tym bardziej rzucało się w oczy, że oprócz samej kandydatki, uznanego adwokata i filantropa Jerzego Synowca, Grzegorza Musiałowicza i Arnolda Siwego, reszta uznała, że elekcja należy im się jak psu miska. Łatwo przewidzieć, że skończy się na pięciu lub sześciu mandatach i grzaniu ław opozycji. Nie udało się przebić Marcie Bejnar-Bejnarowicz z sygnałem, że ma pomysł na miasto po Wójcickim. A miała go jako jedyna i nie była to ściema.

Rzutem na taśmę pojawił się też Ryszard Kneć. Początkowo uznano, że to kandydatura z gatunku kabaretu, ale wnet się okazało, że ekssekretarz miasta to erudyta, fachowiec i człowiek z ogromnym dystansem do siebie. Nie prężył muskułów i nie ubierał się w garnitur wszechmogącego. Był za to kompetentny i rzeczowy. Nie walczy o miejsce na podium, ale o honor i już dziś można powiedzieć, że wygrał znacznie więcej. Jak na gorzowski kurnik, okazał się kogutem wagi ciężkiej.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!