W Gorzowie brakuje wyboru, a nie wyborców

6 października 2018, 21:25, Robert Bagiński
Wszyscy narzekają, że społeczeństwo nie chce chodzić na wybory. Problem w tym, że w takim Gorzowie, brakuje wyboru, a nie wyborców.

Wśród kandydatów brak mieszkańcom wyboru, bo żeby wybory miały sens, trzeba mieć z kogo wybierać, a takiego wyboru nie ma, albo jest bardzo ograniczony. Obserwując gorzowską kampanię wyborczą, można poczuć dotyk szaleństwa i już dziś wiadomo, że niektóre „lekarstwa” mogą być gorsze od choroby. Gdyby wybory prezydenckie przyrównać do biegu, to Wójcicki biegnie na 300 metrów, a pozostali na 500. Owszem, tego z krótszym dystansem można dogonić, ale trzeba mieć kondycję i sporo sprytu. Tymczasem konkurenci mają zadyszkę, drepczą w miejscu lub opowiadają sny o potędze.

Tak, wielu utyskuje, że prezydent Jacek Wójcicki sobie nie radzi i uprawia propagandę sukcesu, a sprawy miasta traktuje powierzchownie. Jest w tym sporo racji, a powyższa postawa jest oczywiście naganna. Inna sprawa, że do dzisiaj, mało kto z kandydatów znalazł klucz do wyobraźni wyborców. Najbliżej tego jest właśnie Wójcicki ze swoją konstatacją: „Trzeba było rozkopać, żeby później było ładnie”. Zgoda, irytujące jest to, iż wersja Wójcicki 1.0 z 2014 nie została „updatowana” na wersję Wójcicki 2.0. To poważny argument za tym, że lepsze mogą być nawet oprogramowania pirackie i zbudowane z komponentów niskiej jakości. Coś w rodzaju „Pieńkowski - made in PiS” czy „Surowiec – towar z usterkami. Nie podlega reklamacji”. Problem w tym, że te oprogramowania niosą ze sobą wirus partyjniactwa, które może sparaliżować całą administrację, a nawet miasto.

Przykładów nie brakuje. „Dofinansowanie dla ludzi PiS nie będzie problemem, ponieważ mam poparcie wśród najważniejszych osób w państwie. Jeśli poproszę, to pieniądze wpłyną do Gorzowa. Jeśli wygramy, to Gorzów będzie stać na wiele”- oświadczył na antenie prorządowego radia Sebastian Pieńkowski. Zapomniał, że miastami nie rządzą rządowi komisarze, ale wybrani w wyborach przedstawiciele społeczeństwa. Niestety, wyborcy nie łączą faktów. Kampanijne ekscesy Pieńkowskiego są tym większe, im więcej robi sobie zdjęć z ważnymi politykami ze stolicy. Im ważniejsze „miśki” na zdjęciach, tym większy słowotok w stylu: zrobimy, załatwimy. Brakuje tylko: „wicie, rozumicie”. Szaleństwo nie ma jednak granic, a konstatacja Pieńkowskiego: „PiS wpompował w Gorzów 600 milionów”, tylko to potwierdza. Peregrynując z minister Rafalską i czekiem na wirtualne pieniądze, większym niż ściana klozetu, psują politykę.

Ludzie niestety w to wierzą. To jest kwestia oczekiwań mieszkańców Gorzowa. Na dzisiaj są tak niskie, że Wójcickiego uważa się za geniusza PR-u, Pieńkowskiego za Mojżesza, a Surowca, ponieważ nawet zaniżona poprzeczka jest dla niego za wysoka, za kandydata pracowników szpitala. Ci ostatni, będą na niego głosować, bo tylko w ten sposób pozbędą się go z budynku przy Dekerta. Jako kandydat zachowuje się jak galaretka bez charakteru – raz dokarmia zwierzęta, innym razem pozuje na mędrca, w wolnym czasie maluje ławkę, biega po osiedlach lub szuka kota na drzewie. Ma więc gorzowska Platforma Obywatelska lidera lepszego niż PiS, ot takiego, co nie straszy, bo sam jest ciągle w strachu. Głównie o posadę w szpitalu. Można go spokojnie zastąpić mopem od podłogi, bo po postawieniu w najważniejszym gabinecie gorzowskiego Ratusza, ten ostatni będzie miał więcej ikry i energii, niż promotor biegów i dokarmiania kotów.

Jest jeszcze kandydatka „Kocham Gorzów”. Marta Bejnar-Bejnarowicz ma szansę, jakiej nie posiada w konfrontacji z Wójcickim nikt inny – szansę na to, aby być partnerem w dyskusji. Surowiec i Pieńkowski to nominaci partyjni, ludzie oderwani od rzeczywistości, uprawiający bełkot oraz polityczną nowomowę. Z kandydatką „Kocham Gorzów” jest trochę inaczej. Odpowiada na społeczne zapotrzebowanie na świeżość, nie jest kojarzona z układami partyjnymi, i mówi językiem pokolenia 30-40 latków. Powyższa teza ufundowana jest na założeniu, że Bejnar-Bejnarowicz może osiągnąć sukces i przejść do drugiej tury. Teoretycznie może, ale to niestety tylko teoria. Przez ostatnie cztery lata wykonała duży szpagat, pomiędzy wprowadzeniem Wójcickiego na urząd i mocnym jego osoby zwalczaniem. To obciąża jej hipotekę, ale nie czas „żałować róż, gdy płoną lasy”. Może wykonała kilka niemądrych ruchów, ale i tak jest daleka od Montypythonowskiego „Ministerstwa Głupich Kroków”, w którym pracują kandydaci PiS i PO.

Reasumując. Kto wygra wybory? Kluczowe jest coś, co fachowcy określają mianem społecznego dowodu słuszności. Jeśli mieszkańcy Gorzowa nie mają na kogo głosować, zastanawiając się komu powierzyć swój głos, podświadomie przyjmują, iż większość ma rację. Dzisiaj większość chce głosować na Wójcickiego i Bejnar-Bejnarowicz, a jeśli dojdzie do drugiej tury, to głosy kandydatów partyjnych bardzo mało. Żyliśmy w pysznych czasach, gdy ocenialiśmy kandydatów po tym, co sobą reprezentują, a nie po tym, co prezentują na portalach społecznościowych. Tamte czasy wrócą, ale wyborcy muszą się jeszcze kilka razy rozczarować.


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!