Bagietka z zakalcem: Ktoś nas ściemnia

30 lipca 2018, 22:18, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
W centrum burzy, jaka rozpętała się wokół finansowania lubuskiej służby zdrowia, sporo jest wzajemnych oskarżeń, ale prawdziwe tło konfliktu, widoczne jest tylko dla nielicznych. Stawka w tej grze jest niebezpiecznie wysoka, bo chodzi o nasze zdrowie.

Padło sporo słów zszytych ściemą, i to z obu stron, bo ten koncert ma partyturę rozpisaną na polityczną nutę. Inaczej mówiąc, Józef Goebbels miał rację, i słusznie zza grobu podpowiada lubuskim politykom: „Opinię publiczną się robi”, i jego kolejna rada: a nad ludźmi pracuje tak długo, aż uwierzą w głoszone przez nas tezy. Tak, w dyskusji i wzajemnych przepychankach wojewody Władysława Dajczaka oraz marszałek Elżbiety Polak, obserwujemy trudną do zrozumienia nadwyżkę emocji i oskarżeń, tak jakby jednej ze stron miało nie zależeć na tym, by Lubuszanie żyli w zdrowiu długo i szczęśliwie. Wszystko podlane politycznym sosem na ostro, co szybko wywołało sraczkę niemądrych komentarzy.

„Miała być poprawa dostępności do świadczeń, ale w województwie lubuskim, jest wręcz przeciwnie. Stan faktyczny przeczy założeniom reformy” – zabiła w mocne tony marszałek Polak i podała fakty: lubuski NFZ zakontraktował w pierwszym półroczu zaledwie 45 procent zaplanowanych środków, podczas gdy w innych województwach, ten poziom wynosi nawet 54 procent. „Sztuką jest odpowiednie zarządzanie szpitalami. Ja się pytam, czy marszałek jest pewna, że ci, którzy nimi zarządzają, mają odpowiednie kompetencje? Ja mam duże wątpliwości” – odpowiedział wojewoda Dajczak. Gołym okiem widać, że oboje próbują łączyć zdrowotne kropki w Lubuskiem, i każdemu wychodzi co innego. Problem polega na tym, że PiS-owi mocno doskwierają sukcesy Polak. Cokolwiek o nie nie napisać, ratując gorzowski szpital, de facto sprzątała po okresie, gdy odpowiadała za niego m.in. wicemarszałek Elżbieta Płonka, dzisiaj doradca wojewody ds. służby zdrowia.

I tyle politycznej narracji. Warto zaglądnąć do „politycznej kuchni”, a dosadniej: sprawdzić, czy w tym konkretnym przypadku, ktoś nie pluje do podawanej nam zupy lub nie robi kotletów z przeterminowanego mięsa, które zacznie śmierdzieć dopiero za jakiś czas. Po pierwsze, marszałek Polak ma wiedzę i sukcesy w kwestii lubuskiej służby zdrowia, nieskończenie większe, niż wojewoda Dajczak. Po drugie i z drugiej strony, atak na wojewodę i NFZ nie był jedynie troską o kondycję lubuskiej służby zdrowia, ale cynicznym „rozbrojeniem bomby”, która mogłaby wybuchnąć w samym centrum kampanii wyborczej. Wyniki finansowe lubuskich szpitali, to może być dla PiS-u prawdziwa gwiazdka z nieba przed tegorocznymi wyborami. Sama marszałek potwierdziła, że tylko gorzowski szpital, będzie miał w tym roku 6,8 procent strat, a są to dane sprzed zakończenia trwających negocjacji płacowych. Łatwo policzyć, że gdyby 1500 pracownikom szpitala podnieść wynagrodzenia tylko o 100 złotych, to po ubruttowieniu, ów straty zwiększą się o co najmniej 2,5 miliona.

„Dobra zmiana” też ma coś do ugrania. Nominat tej strony w Narodowym Funduszu Zdrowia, tylko po to, aby obecnie rządzący regionem nie mogli się pochwalić zasłużonym sukcesem, w postaci funkcjonującej pełną parą antynowotworowej infrastruktury, blokuje kontrakt na PET. Dziwne, a nawet podejrzane, że bliższy lubuskiemu NFZ-owi jest prywatny przedsiębiorca ze Szczecina, niż lecznica w Gorzowie. A przecież Ośrodek Radioterapii oraz PET, to jedna z najważniejszych inwestycji zdrowotnych w ostatnich latach. Dyrektor NFZ doskonale o tym wie, ale zachowuje się jak szyszka w tyłku: ni ją wepchnąć, ni wyciągnąć.

Marszałek Polak i wojewodę Dajczaka od dawna dzieli „Rów Mariański”, ale w jednym powinni być zgodni: jeśli prezesi spółek źle nimi zarządzają, lub dyrektor NFZ ogranicza możliwości lecznicze Lubuszanom, powinni umieć powiedzieć: „Sorry Gregory, powinniście odejść”. A poza tym, to dopiero początek sezonu, i w naszym gorzowskim kurniku będzie się kurzyło jeszcze bardziej...


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x