Bagietka z zakalcem: Kwadrat niezgody, czy kawał prywaty?

4 maja 2018, 09:00, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Nawet „Kwadrat” potrafi podzielić. Wyjątkowy faryzeizm, jaki w imię skłonności do samookłamywania się, uprawiają gorzowskie „elity” kulturalne, lewituje pomiędzy górami cynizmu, i nizinami dobrej woli.

Przyjęło się uważać, że ludzie pracujący w kulturze, muszą być kulturalni. Często jednak wchodzą w buty zwykłych „chamów”, gdzie płytkie loty, próbują imitować głębokie przemyślenia wyższej gorzowskiej „kasty”.

Świat ludzi kultury, którzy niegdyś byli nad Wartą słuchani, bo ich opinie miały jakąś wartość, został zredukowany do światka prymitywów, którzy z okna swoich kamienic, beztrosko plotkują i ujadają na lepszych od siebie, wciąż posiadając poczucie przewodniej roli w kulturze. Jest gorzej, bo to nie są „żule”, lecz urynkowieni „artyści” – chętnie z miasta biorący, ale jak im coś nie pasuje z powodów osobistych, to umiejących krytykować wszystko.

„Na rozpoczyna się kiczowaty festyn dla miłośników wiochy, disco polo, kiczu, kiełbasy wyborczej – w sam raz na miasteczko G” – napisał na portalu społecznościowym dr Zbigniew Sejwa, na co dzień kurator w Miejskim Ośrodku Sztuki, a rzecz dotyczyła „Majówki na Kwadracie”, która zgromadziła tysiące osób. Do rozpuku śmieszy sytuacja, że ów słowa napisał człowiek, który obok „Kwadratu” mieszka, a jego utyskiwania są czymś z gatunku kabaretu. Ta sytuacja pokazuje w pigułce, dlaczego Gorzów ma problem z rozwojem, a miasta z mniejszym potencjałem, rozwijają się bardziej dynamicznie. To ludzie, uznający się za lepszych, którzy torpedują wszystko, co nie jest po myśli ich prywatnych interesów.

Ludzi podobnych Sejwie, skutecznie mogą powstrzymać tylko mieszkańcy Gorzowa, podatnicy, którzy płacą za to, by nie musiał bratać się z „miłośnikami wiochy”, bo – czy mu się to podoba, czy nie – ludzie bardziej oblegają toaletę na „Kwadracie”, niż jego osobistą twórczość. Nie wiedzieć dlaczego, z uporem lepszej sprawy, uczepił się „Kwadratu”, jak pijany płotu, a wszystko dlatego, że działo się to w dzielnicy, która jego zdaniem, na zawsze powinna zostać skansenem. „Jeszcze nie tak dawno była tu oaza spokoju. Trzeba myśleć o przeprowadzce” – dodał dr Sejwa, chętnie kreujący się na autorytet, choć wszyscy wiedzą, że to garnitur nie do końca do niego pasujący.

Zastosowana przeze mnie konwencja językowa niewiele odbiega od mądrych konstatacji, których używają znajomi dr Sejwy, chętnie krytykujący wszystko, ale nic od siebie niedający. Dla nich miasto, czy pod wodzą Jędrzejczaka, czy Wójcickiego, zawsze było złe, bo oni zawsze chcieli więcej. Dla siebie. Zła była Filharmonia Gorzowska, „Słowianka”, stadion żużlowy oraz pomysły zagospodarowania terenów przy Kłodawce. Zawsze znalazł się taki, któremu to nie pasowało, bo mieszkał w pobliżu. Prawda mało kogo obchodzi, liczy się tzw. święty spokój, a gra toczy się o to, by nad Wartą dotrwać do emerytury, i potem udawać utytułowany autorytet. Oczywiście, z góry wiadomo, że chętnych jest więcej niż miejsc, ale ludzie szemranej kultury mają w mieście nad Wartą zdolność do symbiozy zakłamania z interesownością, tak dużą, że podzielą się miejscami z resztą. Miasto przegrywa? A co to ich obchodzi!

Mamy w mieście dziesiątki patologicznych sytuacji, które nie byłyby możliwe, gdyby nie to, że komuś z wpływami w mediach, po prostu coś nie pasowało. Ci wszyscy „Dulscy” wyją wtedy, gdy rozwój miasta ma iść obok ich domu, lub bez ich osobistych korzyści. Wtedy potrafią wylać kupę bełkotliwej demagogii, snując egzaltowane opowieści o żulach i lumpach, lub po prostu, miłośnikach disco polo. Nie rozumieją miasta, nie czują go, ale liczą na to, iż ich hejt, wywoła fejm, kreując trend. Na co? Na święty spokój...


Podziel się





Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże