Bagietka z zakalcem: Tuning politycznych gruchotów

14 kwietnia 2018, 21:50, Robert Bagiński, nadwarta.blogspot.com
Warto kupić popcorn, wciąć do ręki coca-colę, i obserwować to romansidło z nie mniejszym zainteresowaniem, niż „M jak Miłość”. Cukierkowa nazwa nowego komitetu to niedopasowana do rzeczywistości forma politycznego marketingu na miarę Gorzowa.

Można odnieść wrażenie, że góra urodziła mysz, a polityczne wydarzenie, które mogło być przełomem, stało się jedynie wydmuszką, taką skorupką politycznego „zbuka”. Szansę na zaprezentowanie nowej jakości, w prawdziwym teatrze gorzowskiej polityki, zastąpiła przaśna inscenizacja na miarę sitcomu. Zbliżenie klubów Nowoczesnej i Ludzi dla Miasta jest ze wszech miar rzeczą pozytywną, ale wielu widzi w tym jedynie próbę wciśnięcia do Rady Miasta kolejnych „substytutów”.

Dla dawnych Ludzi dla Miasta alians z mecenasem Jerzym Synowcem to doskonały interes – nazwiska dawnych „rewolucjonistów”, delikatnie rzecz ujmując, nie budzą już społecznej sympatii, a akcje zasłużonego społecznika i prawnika, wciąż są na wysokim poziomie. Ruchomiejscy działacze nie mają ani pieniędzy, ani dokonań, ani też świeżych pomysłów. Ich jedyną bronią jest strzelanie z armat do prezydenta Wójcickiego, co z „Kocham Gorzów” na sztandarze, będzie się miało tak, jak „Gott min uns” na paskach hitlerowców.

Dla zwykłych mieszkańców Gorzowa, wypowiedzi i akcje Synowca od lat były jak głazy, obok których nie można przejść obojętnie, akcje Marty Bejnar-Bejnarowicz, to raczej barszcz, w którym grzybów było stosunkowo więcej, niż można strawić - kadencja pokazała, że niektóre były toksyczne. Inna sprawa, że politycznej „chemii” może inicjatywie dodać niezawodna i sprzedajna redaktor z portalu o poczytności większej, niż strona dworca PKS w Koziej Wólce. Jej nowy program telewizyjny „Kocham Gorzów”, to szczyt obciachu, choć w jej przypadku nikt nigdy nie pyta: „dlaczego ?”, ale „za ile?”.

Synowiec i Bejnar-Bejnarowicz są dla gorzowskiego samorządu wartością dodaną, podobnie jak kilku innych działaczy: Krzysztof Kochanowski czy Grzegorz Musiałowicz. Wiadomo jednak, że w środowisku „Kocham Gorzów”, co miesiąc bystro dyskutującym w Hotelu Gorzów, są kochający inaczej – którzy do Rady Miasta przebierają nogami bardziej, niż pies do suki. To nie jest nowa jakość i powiew świeżości, lecz tuning politycznych „gruchotów”, które chciałyby jeździć w polityce. Synowiec nie musiał kandydować na prezydenta miasta, choć Gorzów potrzebuje go jak nigdy wcześniej nikogo innego, ale mógł, chociaż zagrać o całą pulę w Radzie Miasta. Z tak rozpoczętą kampanią, mało profesjonalną i z takim hasłem, a w dodatku wsparciem takich twarzy ja dziennikarka, która w dzień pogrzebu Piotra Steblin-Kamińskiego, nie za darmo, niemal napluła mu w twarz, daleko nie zajedzie.

Dla najbardziej betonowej części zwolenników prezydenta Wójcickiego, a więc dla większości gorzowian, konstruktywną opozycją dla niego, będą ci, którzy zaoferują formę współpracy, a nie tanie krytykanctwo. „Smoka pokonać trudno, ale strać się trzeba” – pisał poeta. Wójcickiego nie pokona nikt, bo swoje jednak robi, ale niektórzy się starają. Na dzisiaj, bardzo słabo. Można było mówić: „Jacek sobie nie radzi”, ale nie radzi sobie jego opozycja.


Podziel się


Komentarze


Zobacz także

Pozostałe wiadomości


Fotoreportaże


x
Praca!